Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

10 Asów Małopolski. Kajakarz górski Michał Pasiut: Droga do uzyskania kwalifikacji olimpijskiej jest długa i wyboista

Artur Bogacki
Artur Bogacki
Michał Pasiut znalazł się w dziesiątce Asów Małopolski
Michał Pasiut znalazł się w dziesiątce Asów Małopolski Wojciech Matusik
Kajakarz górski AZS AWF Kraków Michał Pasiut zajął 10. miejsce w plebiscycie "Dziennika Polskiego" i "Gazeta Krakowskiej" - 10 Asów Małopolski za 2023 rok. Zawodnik specjalizujący się w slalomie kajakowym ocenia poprzedni sezon i opowiada o planach na bieżący rok.

Znalazł się pan wśród 10 Asów Małopolski. Odbierając statuetkę, powiedział pan ze sceny, że to dla pana niespodzianka.
Rzeczywiście, nie ukrywam, jestem troszkę zaskoczony tym, że znajduje się w tak zacnym gronie zawodników. To nazwiska, które zna cała sportowa Polska, więc bardzo miło być wśród nich.

To nie jest konkurs popularności wśród kibiców, 10 Asów wybiera kapituła, która uznała, że poprzedni sezon był dla pana bardzo dobry. Pan też tak uważa?
Był i dobry, i też... bardzo niedobry. Zacząłem go poważną kontuzją kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Uraz był związany z przetrenowaniem, prawdopodobnie zacisnęły się mięśnie przy kręgosłupie, aby chronić rdzeń. Ta był taki postrzał. Problemem było to, że nie miałem wtedy obok siebie fizjoterapeuty. Należało od razu coś robić, a ja to "przeleżałem". Miesiąc przed zawodami kwalifikacyjnymi do kadry w ogóle nie siedziałem w kajaku, nie byłem w stanie nic zrobić. Potem startowałem na zastrzykach przeciwbólowych. Jak patrzę wstecz, to nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak ja to zrobiłem... Można powiedzieć, że cudem dostałem się do reprezentacji. Potem była pogoń za formą w sumie przez cały rok, żeby zbudować coś z niczego. Medale bardzo cieszą, bo, jak mówię, to taki mały cud.

Mimo tych problemów udało się panu dostać do kadry w mocno obsadzonej konkurencji slalomowej K-1. W igrzyskach europejskich, rozgrywanych w randzie mistrzostw Europy, a później w mistrzostwach świata, zdobył pan w drużynie z Dariuszem Popielą i Mateuszem Polaczykiem dwa medale.
Drużyna to nietypowa konkurencja, a bardzo widowiskowa, szkoda, że jest trochę w cieniu innych konkurencji. Trzech zawodników musi znaleźć wspólną drogę do mety, wymijając się przy bramkach niekiedy na milimetry. Liczy się precyzja, szybkość, współpraca. Wydaje mi się, że właśnie to może podobać się kibicom.

W zawodach kajakarzy górskich ważniejsze są starty indywidualne. Czyli raz jesteście kolegami w drużynie, a raz rywalami?
Cały czas jesteśmy kolegami. Oczywiście, gdy mamy przejazd indywidualny, to każdy zajmuje się sobą. Zawody zespołowe zazwyczaj otwierają ważne imprezy, możemy się skupić najpierw na tym, a potem na sobie. W zeszłym roku mieliśmy również to szczęście, że w głównych imprezach zdobywaliśmy te medale na początku. To pozytywny kopniak energii, aczkolwiek trzeba o tym szybko zapomnieć i skupić się na kolejnym starcie, bo jeżeli za dużo emocji przenosi się do kajaka, to nie wróży to nic dobrego. W naszym sporcie bardzo duże znaczenie ma koncentracja i osiąganie stylu flow, czyli takie zamykanie się w swojej głowie, bo przejazd jest krótki. Trwa około 100 sekund i musi być perfekcyjny.

Pan startuje z powodzeniem w jeszcze jednej "nietypowej" konkurencji kajakarstwa górskiego - kayak crossie.
Bardzo to lubię. W poprzednim roku przez kontuzję musiałem delikatnie z tego zrezygnować. Na starcie jest skok do wody z wysokiej rampy, to obciążą kręgosłup, no a moje plecy przez cały sezon były w opłakanym stanie. Nie ukrywam, że świat poszedł do przodu, rywale się poprawili, staram się nadrabiać te zaległości. Zobaczymy, jak będzie.

W crossie rywalizuje się na torze kajakowym bezpośrednio z płynącymi obok rywalami, w slalomie płynie się samemu, a decyduje czas. Jak to porównać?
Slalom jest konkurencją bardzo nieprzewidywalną. Powiedzmy, że biegacz czy pływak zawsze ma podobną sytuację, jest w stanie mniej więcej założyć sobie czas, ocenić, co się wydarzy, prawda? U nas oprócz wytrenowania ogromnie znaczenie mają warunki zewnętrzne - ruch wody, ruch palików bramek na wietrze. Czasem najmniejszy błąd kosztuje utratę dobrego przejazdu i braknie trochę do dobrego miejsca. A w crossie do tego wszystkiego dochodzą jeszcze rywale, którzy są obok ciebie i próbują, kolokwialnie mówiąc, "skrócić cię o głowę". Ta konkurencja jest jeszcze bardziej nieprzewidywalna, na pewno bardziej widowiskowa niż sam slalom, bo widz może obserwować tę walkę między zawodnikami, którzy są na wodzie w jednym czasie. Slalom dla mniej obeznanego kibica wygląda tak sam w przypadku każdego przejazdu. W crossie dużo więcej się dzieje, jest bitka, w ferworze walki można oberwać wiosłem.

W kayak crossie ma pan większe indywidualnie sukcesy niż w slalomie, w mistrzostwach świata 2021 był pan w wielkim finale, zajął czwarte miejsce.
Wtedy otarłem się o podium, do dzisiaj mi się czasami śni, jak tak głupio można było stracić medal. No bo wtedy nie przegrałem z zawodnikami obok mnie, tylko z bramką balonową, która mi odskoczyła nie tak, jak się spodziewałem, przez to musiałem kilka sekund ekstra poświęcić na to, żeby ją prawidłowo pokonać. To kosztowało mnie brązowy medal i życiowe osiągnięcie. Niemniej miałem szczęście, bo wtedy to już była nowa konkurencja olimpijska. Uzyskując bardzo dobre, czwarte miejsce w mistrzostwach świata mogłem liczyć również na wysokie wsparcie.

W tym roku kayak cross będzie na igrzyskach w Paryżu. Na razie nie wiadomo, czy pan tam wystąpi.
Nie mamy jeszcze kwalifikacji w tej konkurencji, będziemy musieli o nią ścigać się na zawodach Pucharu Świata w Pradze. Miejsc zostało bardzo mało, tylko trzy, a chętnych jest kilkunastu. Już się śmiałem z kolegami, że chyba trzeba będzie jakieś dodatkowe ochraniacze zamówić, bo to po prostu będzie "wojna". Pewnie będą się łamały wiosła, mam nadzieję, że tylko one (śmiech). Szykuje się na to, że to będzie "rzeź". Dobrze, że pod uwagę nie są brani ci, którzy już mają kwalifikację w crossie i slalomie. Najpierw jednak trzeba się dostać do kadry.

Jak pan ocenia swoje szanse na uzyskanie kwalifikacji olimpijskiej?
Droga jest długa i wyboista, ale w sporcie takie lubimy. Będą eliminacje krajowe, które będą ewentualnie promowały mnie do wyjazdu na Puchar Świata. Zdaję sobie sprawę, że w Polsce są młodzi koledzy, którzy depczą mi po piętach. Wierzę, że mi się uda i potem powalczę o kwalifikację na igrzyska. Tam tylko trzech zawodników będzie zwycięskich, a walczyć będą naprawdę mocni rywale, i technicznie, i wydolnościowo. Zrobię wszystko, żeby im pokrzyżować szyki i zapewnić sobie miejsce.

A w slalomie ma pan jeszcze szanse na olimpijski występ?
Sytuacja wygląda tak, że mamy już kwalifikację dla kraju, i to w każdej konkurencji. Zawodnicy, którzy ją uzyskali, są już są pewni miejsca w reprezentacji na tegoroczny sezon, więc mają chłodną głowę. Nie muszą startować w wiosennych kwalifikacjach, które zawsze niosą ze sobą wiele stresu i emocji. Ci, którzy przez nie pomyślnie przebrną, będą mogli z nimi potem rywalizować na zawodach Pucharu Świata. Te drzwi nie są jeszcze zamknięte, decydować będzie punktacja. Sytuacja jest jednak taka, że Mateusz Polaczyk (on na MŚ wywalczył dla Polski olimpijską przepustkę - przyp.) jest jedną nogą na igrzyskach, daleko przed innymi. Dla mnie jednak to dodatkowa motywacja. Jakaś szansa jest, więc na pewno podejmę walkę.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Piłkarki ręczne już przygotowują się do mistrzostw Europy 2024

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski