16 lipca

Redakcja
Udostępnij:
To było dawno. Obaj już nie żyją - on i jego pies. Ale może rośnie jeszcze owo drzewo, do którego przytulił się człowiek, który nie umiał już żyć z innymi ludźmi. Bo i takich się spotyka na szlaku.

Z pamiętnika turysty

Pewnego dnia doszliśmy z kolegą do wniosku, że nie będziemy denerwować rodzin idąc do szkoły tylko po to, żeby dostać kolejną dwóję (jedynek wtedy jeszcze nie było). I tak znaleźliśmy się w lasach gdzieś w okolicach Kamionki. Nie trafiłbym tam już po tylu latach. Natrafiliśmy na maliniak, w którym pożywiłoby się stado wygłodniałych niedźwiedzi. Zaczęliśmy się więc pożywiać, każdy własną napychając gębę, aż straciliśmy się z oczu. Nagle doszedłem do polany, na której królowało olbrzymie drzewo, dąb chyba, istny Dewajtis. Obok jego pnia stał szałas sklecony z desek, gałęzi, kawałków papy i blachy. Byłbym się wycofał na "z góry upatrzone pozycje", ale nagle usłyszałem głuchy warkot i nogi wrosły mi w ziemię. Z szałasu najpierw wyszedł duży pies ze zjeżoną sierścią, a za nim niski, przygarbiony mężczyzna. Za kilka papierosów nieskładnie, ale przejmująco opowiedział mi o sobie i życiu w lesie, bo ludzie mu obrzydli.
   TURYSTA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie