33 sceny z życia festiwalu

Redakcja
Do Tarnowa przyjechał Franciszek Pieczka (laureat nagrody za całokształt twórczości) Fot. Paweł Topolski
Do Tarnowa przyjechał Franciszek Pieczka (laureat nagrody za całokształt twórczości) Fot. Paweł Topolski
Zrealizowany w Krakowie film w reżyserii Małgorzaty Szumowskiej - "33 sceny z życia" został podwójnym laureatem 23. Tarnowskiej Nagrody Filmowej.

Do Tarnowa przyjechał Franciszek Pieczka (laureat nagrody za całokształt twórczości) Fot. Paweł Topolski

KONKURS. XXII Tarnowska Nagroda Filmowa dla Małgorzaty Szumowskiej

Na tarnowskim festiwalu spotykamy znajome twarze. Dorota Kędzierzawska, przewodnicząca tegorocznego jury, rok temu odbierała Grand Prix za film "Pora umierać", pamiętam jednak wcześniejszy triumf Kędzierzawskiej, kiedy w 1998 r. za film "Nic" Kędzierzawska odbierała komplet nagród: od jury, publiczności oraz jury młodzieżowego. W tym roku niemal tę samą sztukę udało się powtórzyć Małgorzacie Szumowskiej.
Prof. Władysław Tatarkiewicz napisał kiedyś pięknie: "Nam zostało niewiele, ale dosyć jeszcze: wiara, że ma to wszystko jakiś sens". Film Małgorzaty Szumowskiej jest ryzykancką, ale artystycznie niezwykle udaną próbą udowodnienia, że wiarą w "sens" może być także próba zrozumienia pozornie bezsensownego życia albo niespodziewanej śmierci. A owa wiara to także Bóg lub diabeł, przyjaźń albo nienawiść.
W rodzinie Julii (Julia Jentsch) wszyscy wydawali się szczerzy. Znana mama (wielka rola Hajewskiej-Krzysztofik), znany tata (wybitny Hudziak), sławna bohaterka, jej mąż, ześwirowana siostra. Plus Mazury, pies oraz buda. Ze śmiercią im nie do twarzy. Ale Szumowska - na chłodno, bez szlochów, bez egzaltacji - pokazała, że ludzki los to nie jest żadna matematyka ani kaligrafia. Piękne Mazury za chwilę zaskomlą w budzie zdechłego psa. Będzie to szczek brzydkich i niestosownych odejść - wiecznych. Równolegle, w portretach pozostających przy życiu: i trwających przy tym życiu niepokornie, szaleńczo, wyzywająco i twórczo; krakowskiej (do niedawna) reżyserce udało się pokazać, że sens jest także sensualny, a śmierć umarłych uruchamia zmysły żyjących. Bo my żyjemy. Zostało nam do zagrania jeszcze kilka ważnych scen.
"33 sceny z życia", bezlitosna i kunsztownie opowiedziana historia dojrzewania do świadomości życia bez najbliższych, otrzymała w Tarnowie nie tylko Grand Prix - statuetkę "Maszkarona", ale także nagrodę "Kamerzysty" przyznawaną przez młodzież. I chociaż Szumowska nie miała, moim zdaniem, w tym roku wielkiej konkurencji, to jednak w konkursie pojawiało się co najmniej kilka dalszych, wartościowych propozycji. Nagrodę Specjalną jury otrzymało "Wino truskawkowe" Dariusza Jabłońskiego, udana próba przełożenia na język kina zwodniczej prozy Andrzeja Stasiuka. Stasiuk w "Opowieściach galicyjskich" zderzał egzystencjalne antynomie: zachwyt życiem i strach przed znużeniem śmiercią. Galicja w opisie Stasiuka jest poezją bezwiedną, którą beskidzcy autochtoni mogą dostrzec jedynie poprzez mocne dawki alkoholu neutralizujące ciche cierpienie.
Debiutującemu w fabule, producentowi i dokumentaliście, Dariuszowi Jabłońskiemu, udało się przetłumaczyć ten literacki, Stasiukowy gejzer przeczuć na język kina. W pijanym widzie, wobec piękna przyrody, bohaterom filmu, pomimo desperackich prób, nie udaje się zabić miłości. Można ją jedynie zapić...
Ucieszyła mnie również druga nagroda specjalna, przyznana Xaweremu Żuławskiemu za "Wojnę polsko-ruską" według Doroty Masłowskiej. Od dawna w polskim kinie nie było pozycji równie dyskusyjnej. Można się na ten film pogniewać, można nim zachwycić, nie sposób jednak pominąć faktu, że "Wojna polsko-ruska" to - rzadkość w polskim filmie - kino w stu procentach formalne - konsekwentnie operujące cudzysłowem, literackim chwytem, wspólną aktorską umową na tzw. namiętne granie, jednocześnie formalna żonglerka Żuławskiego została ujęta w rygorystyczny rytm opowiadania linearnego, prowadzenia czytelnej, klarownej historii, z czym np. sławny ojciec Xawerego zawsze miał problemy.
Niepodważalnym sukcesem "Wojny polsko-ruskiej" jest również niespodziewana konkluzja. Dresiarz Silny w interpretacji Borysa Szyca nie tylko wkurza, ale i wzrusza. Ten "dres" nieoczekiwanie ma sens.
Poza konkursem, jak co roku, w Tarnowie odbywało się szereg atrakcji. Ciekawy program filmów dokumentalnych opowiadających o filmie polskim ułożony przez dyrektora artystycznego XXIII TNF, krytyka filmowego, Jerzego Armatę, wystawy plakatów, pokazy kaskaderów na tarnowskim rynku, koncerty, projekcje dla dzieci, debaty branżowe i promocje książek, warsztaty oraz spotkania z artystami.
Do Tarnowa przyjechali m.in. Franciszek Pieczka (laureat nagrody za całokształt twórczości), Zbigniew Zapasiewicz, Danuta Szaflarska, Krzysztof Pieczyński, Tomasz Karolak, Kamilla Baar, Andrzej Grabowski, Jan Nowicki, Adam Woronowicz i wielu innych. To imponująca lista sław, której nie powstydziłby się chyba żaden krajowy festiwal, przede wszystkim jednak ponownie okazało się, że Nagroda Filmowa ma esprit, czyli trudno definiowalny wdzięk imprez do pewnego stopnia familijnych, w których ilość wydarzeń równoważy ich jakość, a spotkania artystyczne nie zawsze dystansowały urok rozmów prywatnych.
Łukasz Maciejewski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie