41-letni Paweł Janusz: Mogę zejść ze sceny, bo mam już następców

JERZY FILIPIUK
Mistrzowie globu, od lewej: Wiktor Staszak, Paweł Janusz, Konrad Irzyk
Mistrzowie globu, od lewej: Wiktor Staszak, Paweł Janusz, Konrad Irzyk fot. Michał Gąciarz
Karate tradycyjne. XVIII mistrzostwa świata, które odbyły się w Tauron Arenie Kraków, potwierdziły świetną pracę, jaką wykonują instruktorzy i ich podopieczni w AKT Niepołomice-Kraków. Efekt? Siedem medali. W perspektywie kolejne sukcesy.

W Krakowie piękną karierę zakończył trzykrotny mistrz globu i zdobywca PŚ Łukasz Radwański z Kluczborka. Z kadrą rozstał się też inny multimedalista Damian Stasiak z Łodzi, który odnosi sukcesy w MMA. Nad przynajmniej zmniejszeniem sportowej aktywności zastanawia się podwójny złoty medalista MŚ 2016 Paweł Janusz.

Lider AKT, który od wielu lat łączy funkcję prezesa, działacza, organizatora, trenera i zawodnika, którego prezes PZKT Włodzimierz Kwieciński nazwał „człowiekiem o tysiącu talentach”, podczas Światowego Festiwali Karate-do pełnił rolę koordynatora. Zadbał o mnóstwo szczegółów organizacyjnych, ale największe brawa zebrał za swe występy na matach.

Jako pierwszy w historii karate tradycyjnego zdobył trzy razy z rzędu złoto w kata indywidualnym podczas MŚ, czego nie dokonał nawet legendarny Peruwiańczyk Marcos Moron Novaro, pięciokrotny mistrz świata (zmarł na raka w marcu 2015 r.).

Niepołomiczanin z Wiktorem Staszakiem i Konradem Irzykiem sięgnęli też po tytuł w drużynie. Ten ostatni narzekał na ból w plecach. A zastąpił dwukrotnego mistrza globu w kata drużynowym Michała Janusza, który najpierw doznał urazu, a potem się rozchorował.

-_ Mógłbym wysłać do boju Wiktora, Konrada oraz Pawła Tomasika - i też powalczyliby o złoto. Jestem spokojny, że mogę zejść ze sceny i miałby mnie kto zastąpić. Czuję, że mogę zrobić coś więcej dla naszej reprezentacji także w __innej roli - _mówił Paweł Janusz po ostatnich występach. Nie zadeklarował jednak, że kończy przynajmniej reprezentacyjną karierę.

Znając jego profesjonalizm, ambicję i sportową klasę, można założyć, że jeszcze przez jakiś czas pozostanie na macie w zawodniczej roli. Choćby dlatego, że przed nim i jego podopiecznymi kolejne wyzwania - w 2017 r. mistrzostwa Europy w Lublinie, a w 2018 mistrzostwa świata w Japonii. A gdy jest się w formie, perspektywa kolejnych sukcesów zwykle bardzo kusi.

Kusi m.in. klubowe koleżanki Pawła Janusza, mistrzynie świata w kata drużynowym - Katrin Kargbo, Annę Mleko i Joannę Musiał. Złote medale w dwóch kolejnych MŚ (2014 i 2016) oraz ME (2013 i 2015) nie tylko nie pozwalają osiąść na laurach, ale i mobilizują do dalszej pracy nad sobą.

- Nigdy nie jesteśmy w pełni zadowolone z naszych występów. Zaraz po zejściu z maty mówimy sobie, że to i to mogłyśmy wykonać lepiej, a w tym i w tym miejscu było niedociągnięcie - mówi Joanna Musiał.

Mistrzynie nie folgowały sobie, przygotowując się do startu w MŚ. Trenowały dwa razy dziennie, rano i wieczorem - przed i po pracy zawodowej. Ponadto ćwiczyły na zgrupowaniach kadry narodowej, nierzadko po osiem godzin dziennie. Efektem było znów złoto.

Co ciekawe, mimo ciągłych sukcesów, niepołomiczanki chcą nieco zmienić swój repertuar.

- W eliminacjach wykonuje się kata, a w finale kata i bunkai, czyli interpretację kata. Od czterech lat wykonujemy to samo kata. Teraz je zmienimy, bo chcemy spróbować czegoś nowego, __żeby nie być mistrzyniami jednego kata. Nowe planujemy pokazać podczas mistrzostw Polski - mówi Musiał.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie