Adrenalina w lodowej rynnie. O chłopakach z Krakowa, którzy spotkali się w bobsleju

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Jakub Stano (z prawej) jest pilotem bobsleja, na starcie pchają go wspólnie z Pawłem Sarneckim
Jakub Stano (z prawej) jest pilotem bobsleja, na starcie pchają go wspólnie z Pawłem Sarneckim fot. Polski Związek Bobslei i Skeletonu
Ten sport, nazywany zimową Formułą 1, w Polsce uprawia kilkanaście osób. Wśród nich Jakub Stano i Paweł Sarnecki. Tworzący bobslejową załogę krakowianie wspólną jazdę zaczęli wywrotką. Mają jednak szansę, by rok po niej wystąpić na igrzyskach olimpijskich

Sam się do tego sportu nie paliłem - uśmiecha się Kuba. - Wszystko zaczęło się od filmiku, który Sebastian Bednarczyk - mój kolega, prowadzący portal dla lekkoatletów Sprinterzy.com, ale mający też kontakty w środowisku bobslejowym - udostępnił na Facebooku. W opisie: „90-kilogramowy sprinter vs 120-centymetrowy płotek”, przeskoczyłem go bez rozbiegu. Ktoś ze związku skontaktował się z Sebastianem, no i on zaczął mnie przekonywać, żebym pojechał na testy kwalifikacyjne do kadry bobslejowej.

W czerwcu 2016 roku odbywały się w Gdańsku. - A ja akurat miałem sesję - opowiada 23-latek, student mechaniki i budowy maszyn na Politechnice Krakowskiej. - Nie pojechałem. Do samych bobslejów byłem bardzo sceptycznie nastawiony, zwłaszcza że nie znoszę zimy - to po co mam się pchać do zimowego sportu, specjalnie za zimą jeździć? Ale Sebastian cały czas mnie męczył, a kolejne testy zorganizowano w Katowicach. Stwierdziłem: no dobra, co mi tam, przejadę się.

Podczas prób sprawnościowych (m.in. pchanie 100-kilogramowego wózka, biegi na 30 metrów) Jakub Stano przekonał do siebie trenera reprezentacji Polski - a w poprzedniej dekadzie jednego z czołowych bobsleistów na świecie - Łotysza Janisa Mininsa. - Trener od razu powiedział mi, że chce, abym został pilotem. Wtedy nie wiedziałem nawet, jaką rolę pilot pełni w bobslejach - wspomina Kuba.

Bo z zewnątrz tego nie widać. Cały obraz wygląda mniej więcej tak: dwóch lub czterech facetów najpierw przez 30-40 metrów w pełnym sprincie pcha po lodzie sanie zbudowane na kształt pocisku, po czym wskakują do nich i długą na kilometr-półtora kilometra rynną pędzą przez minutę, zaliczywszy kilkanaście wiraży. Bobslej rozpędza się do prędkości grubo ponad 100 km/h, przeciążenia osiągają 5-6 g, a nad wszystkim ma czuwać ten, który siedzi jako pierwszy i tylko on widzi cokolwiek z tego, co dzieje się wokół.

Pilot oczy ma tuż nad krawędzią bobsleja - podniesienie się wyżej jest niebezpieczne ze względu na opory powietrza. Dwiema przednimi płozami (tylne są nieruchome) steruje za pomocą dwóch linek, trzymanych w rękach.

- Jeździłem w życiu różnymi „wynalazkami” - i motocyklami, i nietypowymi samochodami - ale prowadzenia bobsleja nie da się porównać do niczego - ocenia krakowianin. - Płozy są sprzężone, więc skręcają równocześnie, zupełnie jak koła w samochodzie. Podczas sterowania jedna linka odpowiada za skręt w prawo, druga w lewo. Kiedy się je puści, same wracają do wyjściowego ułożenia. Do takiego sterowania niełatwo się przestawić. Prawdę mówiąc, na początku wolałem, żeby to była kierownica.

Chrzest przeszedł w październiku, w łotewskiej Siguldzie. Tamten tor (w Polsce nie ma żadnego) ze względu na wyprofilowanie uchodzi za jeden z bardziej wymagających na świecie.

Jakub: - Trener dał mi filmik z nagranymi ruchami rąk. Nauczyłem się go na pamięć, ale jak już przyszło do jazdy, to nie mogłem się odnaleźć. Nie rozumiałem nawet, dlaczego w danym momencie mam wykonać taki, a nie inny ruch. Jeździłem jak robot - ale trener przekonywał mnie, że tak ma być. Dopiero po kilku, kilkunastu zjazdach zacząłem łapać, o co w tym chodzi.

Stano nie dowiedział się od Łotysza, dlaczego już na początku dostrzegł w nim pilota, ale przyznaje, że to był dobry strzał: - Nie boję się, nie panikuję, jestem raczej opanowany, no i już trochę obyty z prędkością.

Nie ukrywa, że jego pasją jest motoryzacja. Jeszcze w gimnazjum jeździł po bezdrożach mocnym, crossowym motocyklem, lubi auta zapewniające adrenalinę. - Teraz, jak wracam do domu po wyjazdach bobslejowych, brakuje mi jej - nie ukrywa.

Sylwetkę zawdzięcza jednak uzależnieniu od sportu tradycyjnego. Jako dzieciak zaczynał od kick-boxingu, próbował potem innych sztuk walki - muay thai, MMA, w międzyczasie była lekkoatletyka. W pracy nad muskulaturą najwięcej dał mu crossfit. Przy okazji jego uprawiania Kuba wystartował w kilku biegach terenowych z sekcjami przeszkodowymi (Spartan Race). - Nieźle mi szło. Bo tam, gdzie typowi biegacze wysiadali, czyli na przeszkodach, ja zyskiwałem.

Pierwszym tygodniom jego bobslejowej kariery towarzyszyła zasada: „jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz”. Debiutancką wywrotkę zaliczył podczas szóstego zjazdu.

- Zaskoczeniem dla mnie było to, że na lodzie, mimo iż jest na szklankę wypolerowany, to i tak wypadając z bobsleja, czy nawet lekko z niego wystając podczas wywrotki, można sobie spalić skórę - opowiada Stano. - Przewrotek miałem sporo, na szczęście nic poważnego się nie stało. Raz tylko, kiedy nie schowałem głowy, uderzyłem o lód kaskiem tak, że aż pękł. Było podejrzenie wstrząśnienia mózgu, na chwilę zostałem na obserwacji w karetce. Trener, który uznaje zasadę, że zawsze po przewrotce trzeba zjechać ponownie, tym razem nawet na to nie nalegał. Ja nie miałem ochoty, bolała mnie głowa.

Trzy dni później - 5 listopada - zadebiutował jako bobsleista, reprezentant Polski, w zawodach Pucharu Europy.

Kuba przygotowywał się do tego startu z Jakubem Zakrzewskim, byłym dżudoką. Okazało się jednak, że starym, ciężkim bobslejem razem pojechać nie mogą. - Nowoczesne bobsleje, dwójki, ważą około 160 kg, nasz ważył dokładnie 198. Limit, już po doliczeniu wagi zawodników, wynosi 390, a razem przekraczaliśmy go o 2-3 kilogramy - wyjaśnia.

Do Stano dołączył więc Bartłomiej Michalski ze Strzelec Opolskich, i ten duet występował w większości zawodów minionego sezonu, m.in. w mistrzostwach świata juniorów. W międzyczasie w grupie polskich bobsleistów - a nie ma ich nawet dwudziestu - pojawił się Paweł Sarnecki. Kolejny człowiek z Krakowa.

Paweł: - Zobaczyłem na uczelni plakat, że jest nabór do kadry. „I ty możesz zostać olimpijczykiem” - to hasło zadziałało, bo moim marzeniem zawsze był udział w igrzyskach - nie ukrywa student AWF, lat 22. - Wcześniej przez cztery miesiące zajmowałem się futbolem amerykańskim, ale uznałem, że w bobslejach będzie mi łatwiej osiągnąć cel.

Za nim przede wszystkim jednak dziesięć lat uprawiania lekkoatletyki, biegów krótkich. Z klubową sztafetą zdobywał medale mistrzostw Polski. Jego rekord życiowy na 100 metrów to 10,76.

- Uważa się, że najlepsi bobsleiści to sprinterzy. Bo liczy się siła, dynamika i szybkość, a więc cechy, jakie musi mieć sprinter - podkreśla Paweł.

On został rozpychającym - czyli tym, który na starcie popycha bobslej nieco dłużej od pilota i wskakuje do pojazdu jako drugi. Potem nisko pochyla głowę i trzyma się uchwytów wewnątrz boba, żeby z niego nie wypaść. Jego kask obija się o boczne krawędzie (- Nie da się nad tym zapanować. Siły, które działają, mogą powodować nawet uszkodzenia kasku), a jednocześnie trzeba odliczać wiraże, żeby w odpowiednim momencie - tuż za metą - użyć hamulca. Bo w dwójkach rozpychający jest również tzw. hamulcowym (w czwórkach tę rolę pełni zawodnik siedzący jako ostatni).

- Raz przegapiłem jeden wiraż i za wcześnie podniosłem się, żeby hamować. Gdy zobaczyłem zjazd na własne oczy, to stwierdziłem, że sam nie byłbym w stanie prowadzić bobsleja. Zresztą nie lubię kierować, nie mam nawet prawa jazdy - wyjaśnia Sarnecki. - Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś musiał zaufać mi tak nad życie, gdy czymś kieruję.

Tym zaufaniem Paweł obdarzył Kubę. I to mimo że ich pierwszy wspólny zjazd - dla Sarneckiego pierwszy w życiu - zakończył się wywrotką.

- Wystraszyłem się, ale udało mi się przełamać lęk, co w sumie uznałem za potwierdzenie tego, że nadaję się do bobslejów - wspomina zdarzenia z niemieckiego Winterbergu (tam krakowianie wystartowali razem w Pucharze Europy, w styczniu). - Tamta wywrotka była jedyną, kolejnych 38 naszych zjazdów było już udanych. Widzę, że Kuba staje się coraz lepszym pilotem, a my coraz bardziej się zgrywamy. Jeśli dostaniemy lepszy bobslej, będziemy mieli szanse na lepsze wyniki.

Stano: - Tutaj jest jak w Formule 1, bobslej dwuletni jest już stary. A ja w tym sezonie jeździłem bobslejem 20-letnim. Takie było założenie trenera - żebym na początku nie przypalał się do zawodów, tylko uczył się zjeżdżać.

W marcu krakowianie zamknęli zimowy sezon zgrupowaniem w Siguldzie. Tam Kuba kierował już innym bobslejem - 10-letnim, mało używanym, lżejszym. - Jest szansa, że na przyszły sezon będę miał jeszcze nowszą dwójkę. I przesądzone jest, że pod koniec października, jak tylko pierwszy tor zostanie zamrożony, zacznę jeździć czwórką - zapowiada Stano.

Jako jeden z dwóch Polaków, którzy minionej zimy pilotowali bobsleje, wraz ze swoimi partnerami z załogi będzie aspirował do startu w igrzyskach w PjongCzangu.

- Standardowo szkolenie pilota trwa dwa lata, więc wiem, że nie będę dorastał do pięt innym pilotom - przyznaje Kuba. - Aby uzyskać kwalifikację olimpijską, musiałbym wystąpić na początku przyszłego sezonu w zawodach w Ameryce. Nie ukrywam, że chciałbym tam polecieć i pojeździć na tamtych torach. Trzeba być co najmniej w „50” światowego rankingu, aby wystąpić na igrzyskach. Ja byłem teraz na 69. miejscu. To nie najgorzej jak na pierwszy sezon, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jeździłem 20-letnim bobslejem.

Do zimy Kuba się przyzwyczaił: - Nawet nabrałem odporności, przestałem chorować, co było wcześniej w zimie regułą.

Za nim ponad sto zjazdów bobslejem. Na kolejne będzie musiał poczekać pół roku. Formę musi jednak pielęgnować cały czas. - W Krakowie często trenujemy razem z Pawłem. Ja mieszkam w Swoszowicach, ale Paweł blisko mojej uczelni w Czyżynach. Umawiamy się więc na AWF-ie. Dużo lepiej trenuje się z kimś, a nie samemu. Jest większa motywacja - nie ukrywa Stano.

Sarnecki w ciągu czterech miesięcy przygody z bobslejami spotężniał, przybrał 10 kilogramów - waży teraz tyle samo, 94 kg, co jego pilot. - Kiedy trafiłem do bobslejów, usłyszałem, że optymalnie byłoby ważyć koło setki - uśmiecha się.

Zarówno w przypadku Pawła, jak i Kuby, bobsleje zmieniły ich własne postrzeganie się jako sportowców.

- Sport uprawiałem wcześniej amatorsko. Można powiedzieć, że na poziomie zawodowym, ale amatorsko - mówi Stano. - Jak mówiłem moim znajomym, czym się teraz zająłem, często nawet nie wiedzieli, co to są te bobsleje, ale jak padało hasło, że jestem w kadrze narodowej, to było „wow”. Nie da się ukryć, że to sport elitarny i mało popularny w naszym kraju. Gdy mama pierwszy raz usłyszała o mojej decyzji, udławiła się herbatą i zapytała „Oszalałeś... bobsleje w Polsce?”.

Sarnecki: - Kiedy podczas wyjazdów widzę, że nas ludzie podziwiają, podchodzą, żeby zrobić zdjęcie, to jestem w szoku, jak łatwo to przyszło. Przez dziesięć lat starałem się osiągnąć sukcesy w lekkiej atletyce, a tu przez krótki czas nastąpiło tyle pozytywnych zdarzeń. Dla mnie to wielka sprawa, że jestem w kadrze. Chciałbym się w niej jak najdłużej utrzymać i walczyć o jak najwyższe cele.

W programie zimowych igrzysk olimpijskich bobsleje są od samego początku, od 1924 roku. Początkowo zawody odbywały się na naturalnych, śnieżnych torach, a bobsleje przypominały tradycyjne sanie - sterowane kierownicą. Dyscyplina przeobrażała się wraz z powstawaniem sztucznie lodzonych torów. Obecny kształt bobsleje osiągnęły pod koniec lat 70. XX wieku, gdy pojazdy wyposażono w ściany boczne. Od 2002 roku w igrzyskach olimpijskich biorą udział bobsleistki (w dwójkach).

Rama bobsleja jest stalowa, obudowa wykonana natomiast z włókna szklanego lub węglowego. Dobrej klasy „dwójka” kosztuje ok. 40 tys. euro, do tego trzeba doliczyć kilka tysięcy za płozy. Większe prędkości, przekraczające nawet 150 km/h, osiągane są przez cięższe „czwórki” (maksymalnie 630 kg wraz z załogą).

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3