Ale to już było...

Redakcja
W roku 1967 kino staje się kolorowe. Co przez trzy dekady było głównie atrakcją epickich obrazów widowiskowych, teraz, jak na zawołanie, zmieniło się w normę - tak rozpoczyna swoją czwartą już podróż w świat kina Adam Garbicz - podróż obejmującą tym razem lata 1967-73.

Ciąg dalszy historii filmu według Adama Garbicza

 Tomy Garbicza (a do 1987 roku także Jacka Klinowskiego) są zjawiskiem wyjątkowym. Garbicz śledzi losy kina, kierunki jego rozwoju, filmowe osiągnięcia i wpadki, nie siląc się na obiektywizm. "Podróże" w świat filmu są subiektywnymi opiniami autora, a nie jakąkolwiek formą encyklopedii (choć mają wzorowo opracowane tzw. stopki), autor pomija zbyt wiele tytułów i nazwisk, by książka mogła pretendować do miana leksykonu. "Kino, wehikuł magiczny" jest zatem wyłącznie zapisem konkretnej fascynacji, pasji - historią filmu według Adama Garbicza.
 Wyraźny autorski stempel trudno, co zrozumiałe, przyjmować bezkrytycznie. Z autopsji wiem, że w trakcie sesji egzaminacyjnych na krakowskim filmoznawstwie, studenci przygotowujący się do kolokwiów nieraz wprowadzali egzaminatorów w osłupienie, bezmyślnie cytując kontrowersyjne, delikatnie mówiąc, oceny autora "Podróży". Jeżeli zatem w pełni akceptuję formułę wydawnictwa, to na pewno z szacunku dla odmiennych opinii, ale także poprzez pryzmat własnych, krańcowo różniących się ocen. Tym razem jednak mniej różnych niż miało to miejsce w poprzednich trzech odsłonach. Końcówka lat 60. i początek 70. były bowiem dla kina okresem niebywałej prosperity _i - co wspaniale widać z perspektywy dnia dzisiejszego - czasem pewnego apogeum kina artystycznego: kontrkultura, hipisi, _sex, drugs, and rock and roll, ale nie tylko. Z niedowierzaniem spoglądałem na chronologiczne zapisy Adama Garbicza, z których wynika, że w 1971 roku powstało tyle filmowych arcydzieł, co bez mała w ciągu całej poprzedniej dekady: "Francuski łącznik", "Mechaniczna pomarańcza", "Śmierć w Wenecji", "Za ścianą", "Ojciec chrzestny", "Ostatni seans filmowy", "Brudny Harry", "Dekameron"... I tak w zasadzie rok po roku.
 Wybitne filmy tego okresu miały też często prekursorski charakter. Koniec lat 60. to nie tylko kontestacja i nowe "czytanie" konserwatywnej obyczajowości, ale także okres podboju kosmosu. 21 lipca 1969 r. na Księżycu staje Neil Armstrong, rok wcześniej powszechną fascynację wzbudził film, który "na początku XXI wieku przewiduje wyprawę ku Jowiszowi, a do końca XX stulecia - zagospodarowanie pośrednich okolic Ziemi": "2001. Odyseja kosmiczna" Stanleya Kubricka - wielki skok jakościowy w dziedzinie filmowej futurologii. Z drugiej strony, naprzeciw coraz powszechniejszemu kultowi zjawisk paranormalnych z satanizmem na czele, wychodzi Roman Polański, realizując słynne "Dziecko Rosemary": ni to horror, ni - jak to określa Adam Garbicz - dramat psychopatologiczny. Trudno nie odnieść wrażenia, że w ciekawych czasach powstawały ciekawe filmy. Może za lat trzydzieści ktoś napisze to samo o kinie obecnej dekady?
 Przede wszystkim zdumiewa zaś ówczesna świetna passa polskiego kina. Na lata 1967-73 przypada taka erupcja talentów, jakiej nie odnotowaliśmy już może nigdy potem. Krzysztof Zanussi kręci właśnie swoje najważniejsze filmy: "Strukturę kryształu", "Iluminację", "Życie rodzinne", wreszcie najwybitniejszy polski film telewizyjny w całej historii - "Za ścianą", umacnia się pozycja Andrzeja Wajdy, który dosyć nieoczekiwanie - po serii filmów mniej udanych - łapie przysłowiowy drugi oddech, realizując niemal pod rząd trzy filmowe arcydzieła - "Wesele", "Wszystko na sprzedaż" i "Krajobraz po bitwie", a jest jeszcze Kazimierz Kutz z "Solą ziemi czarnej", Wojciech Jerzy Has z kongenialnym odczytaniem Schulza w "Sanatorium Pod Klepsydrą" i tylu innych. Dopiero w konfrontacji z tymi latami można sobie uzmysłowić całą mizerię aktualnej oferty rodzimych twórców. Trudno, to se ne vrati.
 Obok (już) filmowej klasyki oraz utworów znanych i cenionych, acz kontrowersyjnie ocenianych, Adam Garbicz z determinacją godną fanatyka niegdysiejszych DKF-ów nobilituje filmy hybrydalne, o obco brzmiących tytułach. Czołowe miejsce w zestawieniu roku 1967 zajmuje np. średniometrażowy utwór Michela Snowa "Długość fal". Niestety, nic nie starzeje się równie szybko, jak awangarda i to, co jeszcze wczoraj przyjmowano z zachwytem, dziś nieledwie uwodzi czarem ramotki. Dlatego dużo więcej satysfakcji w lekturze dostarczyły mi omówienia filmów, które nie poddały się presji czasu. Zwłaszcza że diagnozy Adama Garbicza odkrywają często zupełnie nowe pola interpretacyjne. O "Wypadku" Loseya możemy przeczytać, że to "Przygoda" Antonioniego skomponowana na modłę "angielską", w omówieniu "Planety małp" Garbicz zaznacza, że decyzja Franklina J. Schaffnera skoncentrowania się na spektaklu przygodowym, ograniczyła - w sposób rażący - tło myślowe przedsięwzięcia. Niskobudżetowe "Cele" Petera Bogdanovicha, wyprodukowane przez "papieża" amerykańskiego kina niezależnego, Rogera Cormana z Borysem Karloffem w roli głównej, za przykładem autora "Wehikułu..." można próbować oceniać według klucza socjologicznego (Ameryka wobec ciągle silnego wrażenia śmierci prezydenta). Zastanawia jednak bezwzględność sądów krytyka. O rzeczywiście pięknej, kontrkulturowej adaptacji "Romea i Julii" Franca Zeffirellego, Garbicz pisze jako najświetniejszej adaptacji Szekspira. Bez przesady.
 "Będę się bać. Zawsze. I może zawsze będę samotna. Co będzie? Co się stanie?" - zapytuje "Rachel" (Joanne Woodward) w filmie Paula Newmana z 1968 roku. Myślę, że prawie każdy, choćby tylko okazjonalnie zajmujący się kinem, ma swoją najzupełniej prywatną listę filmowych wtajemniczeń: rezerwuar filmów, o których istnieniu - jak się przypuszcza - nikt więcej nie wie. Dla mnie jednym z takich tytułów jest właśnie "Rachel, Rachel", film, który obejrzałem dawno temu i który zrobił na mnie wówczas piorunujące wrażenie. Autor "Wehikułu..." nazywa "Rachel" najpełniejszym portretem wrażliwej samotniczki i trudno jest się z taką opinią nie zgodzić. Sądzę, że podobne emocje u niektórych widzów ciągle wzbudzają, wydawałoby się, zapomniane, a szeroko omówione w tomie Garbicza inne filmy "osobiste". Może "Szlacheckie gniazdo" Andrieja Konczałowskiego, może "Kos" Kena Loacha?
 To plusy książki. Więcej wątpliwości budzą wszakże interpretacje bezsprzecznych arcydzieł, choćby "Śmierci w Wenecji" Viscontiego. Pretensje Garbicza wydają się raczej wydumane, a zarzuty o nadużywanie motywu adagio Mahlera, albo nieudany konflikt wewnętrzny Aschenbacha - bezzasadne. Cenię zaangażowany, osobisty stosunek autora do omawianych dzieł, natomiast z mniejszym entuzjazmem przyjmuję nadużywane w tekście epitety, którym blisko już do zwyczajnej - i niczym nie usprawiedliwionej
- afektacji. Określenia typu: jest genialna, albo Tatum O’Neal bije na głowę zgrywającego się ojca, spokojnie można było sobie podarować.
 Wszystko to jednak drobiazgi, bo przecież skrupulatna praca Adama Garbicza przyniosła, po raz kolejny, rezultaty imponujące. "Kino, wehikuł magiczny" chwalebnie wyróżnia się w powodzi pisanych pospiesznie, pełnych lapsusów i niezręczności książek, na które tak często także i na tych łamach się zżymam. Ogromna erudycja autora, rozmach przedsięwzięcia (w przygotowaniu aż cztery kolejne "podróże" doprowadzone do roku 2000), równoważy atrakcyjność formuły. Jestem bowiem przekonany, że podobnie jak trzy wcześniejsze wydawnictwa, o których dodruki domagają się ciągle nowi czytelnicy, także obecny tom cieszył się będzie dużym zainteresowaniem. Jest to bowiem sprawnie napisana popularna propozycja o tematyce filmowej, która jednak nie lekceważy odbiorców tanimi uproszczeniami. Tego typu szacunek dla adresata (a więc nie zawsze filmoznawcy czy przysięgłego kinomana) to na naszym rynku wydawniczym ciągle rzadkość.

ŁUKASZ MACIEJEWSKI

  Adam Garbicz, "Kino, wehikuł magiczny. Przewodnik osiągnięć filmu fabularnego. Podróż czwarta 1967 - 1973", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000, stron 604.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie