Aleksandra Gaworska: Miałam chwile zwątpienia, ale przetrwałam i doczekałam się miejsca na podium

Jan Otałęga
Brązowe medalistki HME w sztafecie 4x400 m, pierwsza z prawej Aleksandra Gaworska
Brązowe medalistki HME w sztafecie 4x400 m, pierwsza z prawej Aleksandra Gaworska Paweł Skraba
- Wiele osób mi pomagało, szczególnie chciałabym wymienić tu doktora Marka Liburę oraz trenera klubowego AZS AWF Kraków Andrzeja Gizę. Gdyby nie ich wsparcie, nie byłoby mnie teraz w reprezentacji kraju - mówi Aleksandra Gaworska, brązowa medalistka halowych mistrzostw Europy w sztafecie 4x400 m.

Gratulujemy brązowego medalu, wywalczonego w sztafecie 4x400 m podczas halowych mistrzostw Europy w Toruniu. Czy to prawda, że o swym występie w finale dowiedziała się Pani zaledwie pół godziny przed biegiem?

Tak, w hali w Toruniu byłam zawodniczką rezerwową, a miała w sztafecie wystąpić nasza obecnie najlepsza zawodniczka na 400 m Justyna Święty-Ersetic, jednak podczas rozgrzewki doznała kontuzji. Zrobiło się trochę zamieszania; cały zespół liczył jeszcze, że może jednak Justyna będzie w stanie walczyć, niemniej trener kadry Aleksander Matusiński kazał mi się nadal rozgrzewać. Za chwilę dostałam informację, że Justyna nie pobiegnie, a więc będę na ostatniej zmianie. Było to dla mnie olbrzymie zaskoczenie i duże wyzwanie, nigdy dotąd na minuty przed startem nie dowiadywałam się, że pobiegnę. Przez chwilę byłam w szoku, nagle wróciłam do reprezentacyjnej czwórki aż po 2,5-letniej przerwie, spowodowanej kontuzjami. Wszystkim było przykro, że nie zobaczymy Justyny w akcji, ale cały skład zmobilizował się i udźwignął tę trudną sytuację.

Wspominała Pani kiedyś, gdy w sztafecie walczyła o medal na MŚ, że wielkie imprezy jednak Panią mobilizują, a nie deprymują…
Tak było. 4 lata temu zdobyłyśmy w sztafecie 4x400 m brązowy medal MŚ w Londynie. To było dla mnie ogromne wydarzenie, trybuny były zapełnione, a atmosfera startowa niesamowita. Wówczas znajdowałem się w życiowej formie, nie bałam się biegać na wielkich imprezach. W Toruniu był to jednak powrót po długim czekaniu na swą szansę, wielka niewiadoma. Miałam za sobą ciężką drogę. W 2018, po serii udanych występów w reprezentacji, doznałam kontuzji i na długo zniknęłam z aren międzynarodowych. Miesiące leczenia, potem walka o powrót do formy. Wiele osób mi pomagało, szczególnie chciałabym wymienić tu doktora Marka Liburę oraz trenera klubowego AZS AWF Kraków Andrzeja Gizę. Gdyby nie ich wsparcie, nie byłoby mnie teraz w reprezentacji kraju. Poziom 400 m kobiet w Polsce jest wysoki, niełatwo więc było po kontuzji przebić się do czołówki. Miałam przez minione dwa lata chwile zwątpienia, ale przetrwałam i doczekałam się w Toruniu miejsca na podium.

Wierzyłyście teraz w medal?
Tak, wierzyłyśmy, że stać nas na brąz. Cała drużyna dodawała mi otuchy. Nie było miejsca na słabość, na negatywne myśli, musiałyśmy wrócić z tarczą. Koleżanki pobiegły świetnie, odebrałam na ostatniej zmianie pałeczkę na trzecim miejscu i biegnąc, myślałam tylko, że nie oddam tej medalowej pozycji. Na takich zawodach oprócz formy trzeba mieć charakter, serce do walki. Nasza sztafeta ma niewątpliwie te cechy, dlatego niezależnie od sytuacji wracamy z medalem.

Czyli Aleksandra Gaworska spełniła dwa zadania: zdobyła medal i udanie wróciła do reprezentacji…
Bardzo się cieszę, mam nadzieję, że pechowy czas już za mną. Ten medal ma dla mnie szczególne znaczenie, pokazał mi, że czasem los daje nieoczekiwane szanse wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Brązowy medal, który wywalczyłyśmy, daje mi motywację do dalszych treningów, jak również mam nadzieję, że zapewni mi dobre warunki dalszego szkolenia, w tym obozy zagraniczne.

Jak ocenia Pani występ polskiej ekipy w halowych ME?
Bardzo udany. Mamy 10 medali, tu ustąpiliśmy tylko Wielkiej Brytanii. A mogło być więcej krążków, zabrakło choćby z powodu pozytywnego testu na koronawirusa naszej czołowej sprinterki Ewy Swobody. Pokazali się młodsi, Pia Skrzyszowska uzyskała rewelacyjny czas w biegu na 60 m ppł., Patryk Dobek sensacyjnie wygrał bieg na 800 m. Z kolei Asia Jóźwik i Angelika Cichocka stanęły na podium 800 m po długich zmaganiach z kontuzjami.

Zawody były nietypowe, z powodu pandemii kibice nie mogli zasiąść na trybunach.
Oczywiście lepiej startować przy pełnych trybunach. Ale i tak w hali toruńskiej było głośno, bo dopingowali nas jak mogli trenerzy, koledzy, koleżanki, pracownicy techniczni. Mistrzostwa odbyły się w pełnym reżimie sanitarnym. Na zgrupowaniu w Spale oraz przed zakwaterowaniem na ME przeszliśmy testy na koronawirusa.

Japończycy właśnie ogłosili, że igrzyska olimpijskie się odbędą w tym roku, ale bez widzów zagranicznych…
Musimy przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Najważniejsze, że igrzyska się odbędą, przez wirusa są opóźnione o rok. To jest główna impreza w życiu sportowca, główny cel w karierze, wielka szkoda, gdyby miały się nie odbyć… Oczywiście chciałabym latem pojechać do Tokio, ale na razie o tym nie myślę. Obecnie koncentruję się na mistrzostwach świata sztafet, które odbędą się 1-2 maja w Chorzowie. Chciałabym ugruntować swe miejsce w reprezentacji. Potem zobaczymy, co z igrzyskami. Mamy w kraju sporo mocnych zawodniczek na 400 m, do Tokio obecnie może kandydować nawet 9-10 biegaczek, trudno będzie się zakwalifikować do składu. Ale warto o to miejsce walczyć. Polki z powodzeniem mogą mierzyć w Tokio w brązowy medal.

Czym Pani zajmuje się poza sportem?
Nie mam za dużo czasu - treningi, wyjazdy, zgrupowania. Ostatnimi czasy częściej odwiedzałam fizjoterapeutów niż własną rodzinę. Podczas podróży zazwyczaj dużo czytam, są to najczęściej zagadnienia związane z odżywianiem, treningiem, psychologią, duchowością i rozwojem wewnętrznym. Między zgrupowaniami spędzam najczęściej czas z chłopakiem, przyjaciółmi. Kocham góry, gdy tylko jest okazja, to wyruszam na szlak. Finiszuję na studiach na krakowskim AWF, kierunek - kultura fizyczna osób starszych. W tym roku będę bronić pracę magisterską. Tematyka jest związana z analizą aktywności fizycznej i wybranych parametrów treningu biegowego mężczyzn po 70. roku życia.

Sportsmenka obraca się w kręgu ludzi młodych, skąd więc zainteresowanie problemami starszych?
To ważne i ciekawe zagadnienie. Żyjemy coraz dłużej, przybywa nam osób w starszym wieku. Warto im służyć poradami, uświadamiać, jak ważny dla podtrzymania zdrowia jest ruch i zachęcać do niego. Gdy zaczęłam studiować, byłam pierwszym rocznikiem, który realizował taki kierunek studiów. Z powodzeniem więc dobiegam także do mety tych studiów.

Rozmawiał Jan Otałęga

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie