reklama

Alfabet Pawła Piszczka

BDZaktualizowano 
Paweł Piszczek - dziennikarz, socjolog, od jesieni szef marketingu, sprzedaży i PR w CenterMedzie. Prywatnie amator kuchni, brydża i wędkarstwa. Tarnowianin, lat 35, małżonka Liliana, dwójka dzieci: Jakub i Maja. Zodiakalna Waga.

   Arbuz - ten soczysty owoc w czasach mojej młodości był równie dostępny, jak świeże masło albo papier toaletowy. Czyli był niedostępny. Z tym, że w przeciwieństwie do papieru toaletowego nie można było go zdobyć za makulaturę. Więc kiedy pewnej czerwcowej soboty "rzucili" arbuzy do jarzyniaka na Lwowskiej, stałem pół godziny w kolejce, jak ostatni jełop... Potem wsiadłem na czerwoną Jawę 350, zabrałem tego arbuza, nóż i dziewczynę i pojechaliśmy na Mewę. Arbuz był pyszny... W związku z tą historią najbardziej wnerwia mnie krótka i wybiórcza pamięć ludzi, którzy żyją resentymentami PRL-owskimi, kiedy wszędzie wokół był bajzel, bieda i żenada (z wyjątkiem takich chwil, jak ta z arbuzem), a im się wydaje, że było świetnie.
   
   Brydż - Romek Kieroński, zacna postać tarnowskiego sportu, rekreacji i dziennikarstwa. Ile razy mnie widzi, przestrzega mnie przed kontuzją kciuka, której miałbym się nabawić podczas turnieju czy meczu brydżowego. Dowcip średni, ale zawsze mnie rozbawia, zresztą w ogóle łatwo mnie rozbawić. A tak na poważnie, brydż to moja pasja, ostatnio raczej teoretyczna. Łączy w sobie kilka ważnych dyscyplin: komunikację, logiczne wnioskowanie, rachunek prawdopodobieństwa, statystykę, umiejętność podejmowania decyzji, radzenie sobie ze stresem... W krajach skandynawskich obowiązkowy przedmiot w szkole, u nas ciągle niedoceniany.
   
   Czechy - może to dlatego, że mam w Litomerzicach (urocze miasteczko w dorzeczu Łaby i Ohrzy, 60 km na północ od Pragi) bliską rodzinę, nie wiem, ale fakt, że jestem czechofilem. Uwielbiam ich spokój, optymizm, realizm (czasem magiczny, jak u Hrabala), kuchnię, piwo, Pragę, umiejętność cieszenia się chwilą i dostrzegania piękna w brzydocie. Kundera, Hrabal, Haszek, Menzel - to moje drogowskazy.
   
   Dom i Dzieci - dom to oczywiście miejsce, ale także, a może przede wszystkim, ludzie go tworzący. Dom, jak ślimak, można nosić w sobie. Dom to żona, dzieci... Właśnie - dzieci: Jakub i Maja, to supersłodkie bąble.
   
   Eter - czyli radio. Moja zawodowa, nigdy niespełniona miłość. Miło wspominam "Melonik i Balonik", program, który z Grześkiem Światłowskim robiliśmy w "Maksie". Podobno się podobał, ale nie wszystkim... Dla mnie radio to magia. Zresztą dla wielu chyba, szczególnie tych z mojego pokolenia, wychowanych na "Trójce. Jezu, co to było za radio! Jakie to były emocje, kiedy w poniedziałek po Liście Przebojów kupowało się "Non Stop" i sprawdzało notowania... No i "Złote Lata Radia" Allena. Jak każdy jego film - błyskotliwe arcydzieło.
   
   Film - moja kolejna miłość. Pamiętam "Konfrontacje", święto kina w Tarnowie, nocne seanse, sala pełna takich jak ja. Moi kumple młodzi, pełni wiary w siłę sztuki filmowej licealiści. To było coś, kolejne nieprzekazywalne doświadczenie dzisiaj, w dobie totalnego dostępu o każdej porze do wszystkiego. Czy ktoś wyobraża sobie - godzina 22.00, kino "Marzenie", "Miłość Swanna" z fantastycznym Delonem... To było coś...
   
   Grzyby - podobno nie mają żadnej wartości, ale są tak cholernie smaczne! Oczywiście mówię o grzybach leśnych, nie jakichś substytutach typu pieczarka. Nic pyszniejszego od marynowanych maślaczków, suszonych borowików, sosu z koźlarzy czy zupy z podgrzybków... No i samo zbieranie. Absolutna magia. Zimny świt październikowy, w lesie ledwo widno, a tam już sypią się grzybki...Grzyby to zasługa taty, który zabrał mnie kiedyś do lasu.
   
   Hrabal - wiem, to brzmi nieco dziwnie przyznawać się do fascynacji literackich, ale tak naprawdę Hrabal, a dokładnie jego opowiadania nauczyły mnie wielu rzeczy i ukształtowały.
   
   "I" jak idea, a raczej idee... Przez te idee straciłem kupę czasu na socjologii. Zamiast uczyć się technik i metod badań socjologicznych i statystycznego opisu rzeczywistości, co dzisiaj przydałoby się jak ulał, mnie i moim kumplom z UJ: Januszowi Kostce, Grześkowi Pulitowi i Jackowi Janowi Marii Janasowi, idee kłębiły się w głowie socjologiczne, jakieś wielkie struktury, teorie, historie myśli i tak dalej... Pamiętam godziny przegadane przy jabłecznikach nad Wisłą, o tych ideach... Może to głupie, ale myślę, że ten czas nie był stracony.
   
   Józefa i Józef - czyli moi rodzice. Są OK, myślę, że chcąc nie chcąc (raczej nie chcąc), sporo jednak się od nich nauczyłem. Dzięki...
   
   Kablówka - moja pierwsza praca. To było na piątym roku studiów, kiedy pojawiłem się na Słonecznej. Pamiętam pierwsze swoje gotowanie na ekranie, to był fragment programu letniego, ja wygłupiałem się przy grillu... Z Maćkiem Habiniakiem i Krzysiem Głuszakiem montowaliśmy potem przez lata programy "Kulinarny Kącik Konesera". Chyba się ludziom podobało, dzieciaki wołały za mną na ulicy, rozdałem nawet kilka autografów. Niby drobiazg, ale ten moment grillowania zadecydował w pewnym sensie o mojej przyszłości.
   
   Liceum - Trzecie zresztą. Pamiętam, kiedy zacząłem tam chodzić, dyrektorem był groźny Józef Citak. Mnie nie uczył, uczyła mnie natomiast polskiego jego małżonka. Nie przypadliśmy sobie za bardzo do gustu... To były jednak wspaniałe czasy, najbardziej beztroskie. Miało się już świadomość siebie samego, a obowiązków nie za dużo... Wspaniali profesorowie, 5 chłopaków 30 dziewczyn w klasie. Raj.
   
   Łyżwy - na boisku "trzynastki", czyli "czackiego" - szkoły, której już nie ma, a w której zaczynałem swoją edukację, było sztuczne lodowisko. Wtedy jedno z dwóch w Tarnowie. Tak wiec przychodziła tu cała masa dzieciaków. Mnie dzielił od lodowiska tylko Wątok. Całe zimy tam spędzałem, na dziecięcych podrywach.
   
   Muzyka - to coś wspaniałego. Pamiętam swoją fascynację polskim rockiem lat 80-tych. Będąc w szóstej klasie, jeździłem z Jarkiem Moryniem do Krakowa do Empiku po płyty, potem sprzedawaliśmy je w Tarnowie: Republika, Perfect, Oddział, Maanam, Lombard, Brygada Kryzys, Budka, TSA... W liceum to trwało dalej, ale wzbogacaliśmy repertuar z Darkiem Sroką i Martą Bukowską, spotykając się regularnie wieczorami, by posłuchać Mozarta, Mahlera... Potem lata jazzu w Jaszczurach, koncerty, m.in. Stonesów w Pradze. Ale wszędzie w tym wszystkim był gdzieś Grechuta, jego twórczość... To chyba prawdziwe muzyczne zauroczenie.
   
   Noga - czyli gała, czyli piłka nożna. Moja największa wczesnomłodzieńcza fascynacja. Kiedy dzisiaj patrzę w lustro, trudno mi w to uwierzyć, ale byłem najszybszym skrzydłowym trampkarzem na Unii. Chodziłem do piłkarskiej klasy do "dwudziestki"... To były fajne czasy. Dojazdy co rano autobusem z Zabłocia do Mościć (raz na miesiąc trzeba było przywieźć ze sobą 6 kilogramów makulatury!!!), treningi, pierwsze pocałunki i pierwsze wino pite w parku przed szkolną dyskoteką... łza się w oku kręci. Teraz czasem chadzam na mecze, na Unię, Tarnovię, Tamel (chyba go już nie ma?), czasem nawet na piątą ligę. Fajnie się ogląda, fajne klimaty z kibicami...
   
   O - jak opieka zdrowotna. Kto by pomyślał, że na stare lata znajdę się w opiece zdrowotnej (i to nie jako pacjent)?! Tak się jednak stało dzięki Andrzejowi Witkowi i Markowi Szczutowskiemu, dwóm łebskim, młodym facetom, którzy kiedyś coś sobie wymyślili i to coś realizują. 6 lat temu dzierżawili jeden gabinet lekarski na placu Sobieskiego, a teraz CenterMed ma ponad 30 tysięcy pacjentów, 11 placówek, ciągle inwestuje... Nie wszystkim się to podoba, ale to już takie nasze, galicyjskie. Marzę, by dożyć takich czasów, kiedy patrząc na człowieka sukcesu, zaczniemy zastanawiać się, jak to zrobił, uczyć się od niego, zamiast miętosić zawiść... Mam nadzieję, że nieco im pomagam, zajmując się marketingiem, sprzedażą i PR.
   
   Pole - gdzie jako dzieciak się bawiłem, to było miejsce cudowne. Goldmanówka, stara dzielnica Tarnowa, cicha, kilku chłopaków w moim wieku (Adaś Kęski, Jasiu Romanik, Jurek Łankiewicz, Maciek Tobijasiński) i dziewczyn (Grażyna, Szarletta, Beata, Rita). To była prawdziwa dziecięca paka bawiąca się wspólnie na polu (czyli na ulicy, w ogrodach, na "betonach").
   
   Ryby - teraz coraz rzadziej, ale ciągle jeszcze udaje mi się wyrwać na ryby. Czasem coś złowię, chociaż rzadko, i tak przeważnie wypuszczam... Łowię zazwyczaj na spinning (chyba, że jedziemy na dwie godzinki z kumplem na dołki, wtedy spławiczek, piwo i długie rozważania o wszystkim), przeważnie sam. Lubię chodzić brzegiem Dunajca w okolicach Zakliczyna, można tam trafić pstrąga, klenia, brzanę, bolenia. Ale to bez znaczenia, znaczenie ma sama obecność nad wodą, niepowtarzalna piękność tej chwili...
   
   Spaghetti - a szerzej kuchnia włoska. Moja kulinarna pasja ostatnich miesięcy. Szybka, prosta, pachnąca ziołami, czosnkiem, oliwą z oliwek, pesto, parmezanem... Liczą się składniki wysokiej jakości i z kilku prostych rzeczy wyczarować można przepyszną pastę (makaron). I obowiązkowo wino, nie musi być włoskie...
   
   Temat - to prawdziwa zmora... Przez ostatnie lata kładłem się spać i budziłem, myśląc o tematach. Coś przecież trzeba było do gazety napisać, a potem jeszcze gorzej, bo zaplanować całą gazetę, wszystko przeczytać, zrobić korektę... Robota na okrągło, która nie kończyła się w redakcji. No, ale cóż, nikt nie mówił, że życie dziennikarza, redaktora naczelnego, jest łatwe. Z drugiej strony nikt też mnie do tego nie zmuszał. Było, minęło...
   
   Uroda - nie powiem, wrażliwy jestem na urodę... Ale by była jasność - urodę życia...
   
   Wiara - trzeba mieć wiarę, wszystko jedno w co, ale jak się wierzy, jest lepiej. To podobnie jak cel. Gdy nie masz żadnego celu, wszystko jest jałowe.
   
   "Życie Briana" - z tej "montyphytonowskiej" igraszki pochodzi moja przewodnia piosenka, która nieodmiennie nastawia mnie optymistycznie: "Always look on the bright side of life...", czego wszystkim życzę... (BD)

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3