Alicja w krainie Czarków

Redakcja
Fot. Forum Film
Fot. Forum Film
FILM. Ile jest cukru w cukrze, czyli "Alicji w Krainie Czarów" w najnowszej superprodukcji Tima Burtona i Disneya, która wchodzi dziś na ekrany?

Fot. Forum Film

Miało być tak pięknie! Tim Burton, jeden z najbardziej oryginalnych reżyserów, autor "Edwarda Nożycorękiego", to wprost wymarzony realizator dla ekranizacji książki Lewisa Carrolla. Obaj doskonale czują temat - odrealnione, bajkowe światy przepełnione fantasmagoriami, czarnym humorem i przenikliwą metaforą.

Zamiast po scenariusz oparty na książce, sięgnięto po tekst Lindy Woolverton, która współtworzyła disneyowskie bajeczki "Mulan" czy "Król Lew". Urodzona w Kalifornii pisarka postanowiła stuningować historię Carrolla i wyrzucić z niej kilka staroświeckich motywów, zastępując je pomysłami bardziej odjazdowymi. Jej fabuła ledwie oparta na literackich fundamentach opowiada całkowicie nową historię, która dzieje się po wydarzeniach opisanych w książce (mamy de facto sequel). Zaczyna się wprawdzie stylowym wiktoriańskim epizodem, rozegranym całkiem zręcznie, choć nieco przegadanym, a kończy już zgodnie z polityczną poprawnością - kuriozalną propagandą chińskiego sockapitalizmu. Niestety, oniryzm oryginału uleciał w kosmos, zastąpiony przez siermiężną logikę, która każe bohaterom zachowywać się zgodnie z regułami kina akcji. Psychodeliczne elementy, tak charakterystyczne dla opowieści Carrolla, zdominowała efekciarska batalistyka, w której da się odczuć dalekie echa "Władcy Pierścieni". Akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Pogonie, podskoki, piruety - oto, z czego składa się głównie Burtonowska "Alicja". Logika snu? Zapomnijcie! To nie jest trendy w Hollywood.

"Alicja" potwierdza, że Burton cierpi na kryzys artystycznej tożsamości. Nie potrafi już budować wzruszających, bajkowych historii z bezpretensjonalnym podtekstem. Podpada w tandetny schemat ("Planeta małp") albo przytłacza mrokiem krwawej fabuły ("Sweeney Todd"). Przestał być innowatorem, stał się solidnym rzemieślnikiem (niestety).

Najnowszy film od spektakularnej porażki ratuje wybujała wyobraźnia reżysera, polski operator Dariusz Wolski oraz specjaliści od efektów. Nakręcona w trójwymiarze wizja porusza kompozycją barw czy fantazyjną scenografią.

Podobnie jak "Avatar", produkcję Disneya można by oglądać bez głosu. Wiele satysfakcji daje bowiem samo przyglądanie się obrazowi, nawet na drugim, trzecim planie. Makijaż na twarzy Johnny'ego Deppa w roli Szalonego Kapelusznika, skomplikowane wzory na sukni Królowej Kier (w tej roli najlepsza na ekranie Helena Bonham Carter) - oto prawdziwa bajka!

Polski dystrybutor postanowił również ulepszyć Carrolla. Zafundował nam wersję z dubbingiem, w której zatrudnił polskie gwiazdy (głównie małego) ekranu. Zamiast głosu Johnny'ego Deppa słyszymy... Cezarego Pazurę. Nawet tu pasuje, bo to właśnie taka "Alicja w krainie Czarków".

Rafał Stanowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie