Amerykańska wojna plemion

Jan Maria Rokita
Luksus własnego zdania. Zdumiewająca jest skala wzajemnej wrogości, jaka ujawniła się w trakcie amerykańskiej kampanii wyborczej. Wszystko najgorsze, co znamy z polskiej polityki ostatnich lat, zostało teraz powielone w Ameryce, tyle że bardziej brutalnie i na nieporównanie większą skalę.

Hillary Clinton bez zahamowań rozgłasza, iż jej przeciwnik „zagraża amerykańskiej demokracji”, „pogardza ludźmi, a zwłaszcza kobietami”, a na dodatek „jest marionetką w rękach Putina”.

Z kolei Donald Trump nie ma wątpliwości, że kandydatka Demokratów „powinna iść do prokuratora, a nie po prezydenturę”, gdyż jest nie tylko twórczynią „mrocznego skorumpowanego układu”, ale także po prostu „wredną babą”. Żyjąc w dzisiejszej Polsce, trudno nie mieć wrażenia, że myśmy to przecież już wszystko słyszeli z ust Tuska o Kaczyńskim i vice versa.

Tyle tylko, że w Ameryce w absolutnym centrum zainteresowań obu sztabów wyborczych są kwestie rozwiązłości seksualnej obojga kandydatów i ich rodzin oraz oszustw finansowych, jakich mieli się dopuścić w swoim życiu. Waszyngtońscy spin doktorzy najwyraźniej doszli do wniosku, że skandale seksualne oraz malwersacje są znacznie ciekawszymi dla Amerykanów tematami kampanii niźli trudne kwestie polityki, jaką winno prowadzić wielkie mocarstwo. Pod tym względem - można powiedzieć - amerykańska polityka upadła dziś jeszcze niżej niż polska.

W trakcie trzeciej, ostatniej debaty w Las Vegas, oboje kandydaci w zawoalowanej formie sugerowali, iż konkurent w razie zwycięstwa wyborczego nie powinien objąć urzędu szefa państwa.

Trump nie chciał odpowiedzieć na powtórzone pytanie dziennikarza, czy uzna każdy wynik wyborów, próbując żartować, iż „chce przeciwników utrzymać w stanie niepewności”. Następnego dnia na wiecu w Ohio tłumaczył, iż chodziło mu o zastrzeżenie sobie użycia wszystkich środków prawnych, gdyby przewaga Clinton w wynikach wyborczych okazała się minimalna.

Trump nawiązał tym samym do słynnego precedensu z 2000 roku, kiedy to sędzia zdecydował o wygranej Busha na Florydzie, a tym samym o objęciu przezeń prezydentury. Te wyjaśnienia nie przeszkodziły jednak w żaden sposób stronnikom Clinton w uruchomieniu światowej nagonki na Trumpa, jako potencjalnego dyktatora, który nie oddałby władzy nawet po przegranych wyborach.

Co ciekawe, dość podobna w swej istocie uwaga Clinton z tej debaty ani nie została podchwycona przez Trumpa, ani nie wywołała zarzutów „antydemokratyczności” kandydatki. Powołując się na opinię kluczowych osób rządzących dzisiaj Ameryką, podała ona w wątpliwość to, czy Trump, w przypadku hipotetycznego zwycięstwa, powinien otrzymać kody do broni atomowej pozostającej z mocy prawa USA pod władzą prezydenta.

Nigdy dotąd amerykańskie wybory nie były tak totalnie wyzbyte poczucia wspólnoty łączącej Amerykanów oraz tak typowego dla nich państwowego patriotyzmu. A w każdym razie na pewno nie było tak za mojej pamięci, sięgającej lat 60. ubiegłego wieku.

Z każdym dniem jest więc coraz bardziej prawdopodobne, że wbrew amerykańskiej tradycji wynik głosowania 8 listopada nie zakończy wcale obecnej zimnej wojny plemiennej między Amerykanami. Raczej będzie podobnie jak w Polsce. Ktokolwiek wygra - podejmie próbę definitywnego skompromitowania i zniszczenia byłego konkurenta. I ktokolwiek przegra, po porażce będzie mobilizować Amerykanów do walki z antynarodowym reżimem w Waszyngtonie. Niestety, nie wróży to dobrze Ameryce na najbliższą przyszłość.

A już zwłaszcza trudno w takim razie zakładać, iż pod rządami nowego prezydenta (nowej prezydent?) Waszyngton odzyska prestiż i moc w globalnej polityce, tak nadwerężone w marnych czasach Obamy. Nie Trump bowiem stanowi prawdziwe zagrożenie dla zachodniego świata, ale kryzys amerykańskiej demokracji i polityczna niemoc w Waszyngtonie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3