18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Amnestia dla pytona

Redakcja
Ukraińcy wyspecjalizowali się w dostarczaniu do Łodzi gadów, Czesi przywożą wszystko, "jak leci", najczęściej bez jakichkolwiek papierów

ADAM MOLENDA

ADAM MOLENDA

Ukraińcy wyspecjalizowali się w dostarczaniu do Łodzi gadów,

Czesi przywożą wszystko, "jak leci", najczęściej bez jakichkolwiek papierów

   Przychówek Leszka prezentuje się imponująco. Nieduże mieszkanie w jednym z blokowisk zamienione zostało w atrapę dżungli. Właściciel egzotycznego M4 łapie się za głowę, pytany, ile płaci za wodę do podlewania miniaturowych palm i krzewów, służących stworzeniu namiastki naturalnych warunków wszystkiego, co pełza, chodzi i fruwa - zazwyczaj w buszu.
   Leszek zawsze chciał mieć w domu zwierzaka z antypodów. Był po trzydziestce, kiedy kupił pierwszego węża. Małżonka od początku była przeciwna jego pasji. Kiedy nabył następne dwa, zrobiła Leszkowi awanturę, a gdy wędrujący gad wlazł nocą do łóżka, postawiła ultimatum: albo gady, albo ja. Leszek wybrał węże i nie żałuje, twierdząc, że przynajmniej nikt mu teraz nie burczy nad głową. Obecnie jest na rencie i zajmuje się wyłącznie swoim hobby.
   - Wiem, że posiadanie większości tych zwierzaków jest na bakier z prawem - komentuje. - O amnestii pierwszy raz słyszę, ale rejestrować ich nie pójdę. Po pierwsze - to kosztuje, po drugie - ustawa może się zmienić i odbiorą, po trzecie - jeśli któryś z tych gatunków pojawi się na bazarze, policja będzie mnie nachodziła, sprawdzając, czy to nie ja handluję. Nie ma głupich!

Pieczątka na nimfie

   Od maja, kiedy można legalizować egzotyczne stworzenia lub wyroby "z ich części", w krakowskim starostwie zgłosiły się zaledwie trzy osoby. Nikt nie wie, ile osób w Krakowie, Małopolsce i Polsce hoduje egzotyczne zwierzęta i jaka część z nich objęta jest międzynarodową konwencją CITES o ochronie gatunków.
   - Prowadzony przez nas od pół roku ogólnopolski monitoring internetowego handlu daje obraz szokujący. Trafiliśmy na grubo ponad tysiąc nielegalnych aukcji, przy czym zdarzają się transakcje, podczas których jednorazowo zmieniają właścicieli setki zwierząt - relacjonuje Borys Kala z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody "Salamandra". - Proceder odbywa się jawnie, nikt nie próbuje z nim walczyć, tymczasem serwisy aukcyjne, zapisy grup dyskusyjnych oraz prywatne strony pełne są ofert kupna i sprzedaży gatunków zagrożonych wyginięciem lub objętych ochroną gatunkową.
   Od wiosny Unia Europejska stała się największym rynkiem, legalnym i nielegalnym, w obrocie zwierzętami egzotycznymi. Przyczyniło się do tego przyjęcie nowych państw członkowskich. Według raportu przygotowanego na zlecenie Komisji Europejskiej Polska znajduje się na trzecim miejscu pośród krajów nowo przyjętych pod względem liczby zatrzymań na granicy okazów chronionych konwencją CITES.

   - O ile trudno krytykować samą ideę ochrony ginących gatunków zwierząt i roślin, o tyle polskie procedury oraz praktyka przeciwdziałania nieprawidłowościom pozostawiają wiele do życzenia - twierdzi Zdzisław Kitliński z Wydziału Rolnictwa Starostwa Powiatowego w Krakowie. - Poza tym świadomość popełniania wykroczenia przez hobbystów jest bardzo niska. Trudno też nie wspomnieć o tych, którzy kupują torebki lub buty np. z wężowej skóry. Oni kierują się gustem, oceniając, czy wyrób jest ładny i nie mają pojęcia, iż gad był chroniony.

Biznes z dżungli

   Handel egzotycznymi zwierzętami oraz roślinami, a także produktami z takiej fauny lub flory jest fenomenem współczesności. Nikt jeszcze nie pokusił się o wycenę marki: "prosto z buszu", a wyliczenie takie byłoby nadzwyczaj ciekawe, zważywszy iż światowe obroty tego typu towarem ustępują tylko przemysłowi narkotykowemu.
   Moda na prywatne posiadanie żywych lub wypchanych stworzeń z antypodów zaskoczyła zarówno przyrodników, jak i prawodawców. Owszem, lwy i lamparty, palmy i orchidee były ozdobą zwierzyńców i oranżerii należących do władców i arystokracji od niepamiętnych czasów. Dopiero jednak nowoczesne środki łowów i transportu oraz upowszechnienie się dobrobytu sprawiły, że kajmany, papugi oraz kwiaty z buszu znalazły większe grono odbiorców.
   - Obowiązek rejestracji wprowadzono u nas po raz pierwszy w 1991 r. - wspomina Zdzisław Kitliński. - Byliśmy zaskoczeni ilością zainteresowanych, którzy do nas telefonowali. - Okazało się, że w okolicach Krakowa istnieje mnóstwo hodowli, zwłaszcza ptaków egzotycznych. W Polsce powstały wówczas kontrowersje związane z interpretacją przepisów, bowiem hodowcy i masowi importerzy zmierzali w istocie do legalizacji handlu gatunkami ginącymi i zagrożonymi.

RP wedle Bali...

   Miniaturowe ogrody zoologiczne stały się współcześnie nad Wisłą dość powszechną ozdobą rezydencji nowobogackich. Od nich przejmują gusta nieco mniej zamożni, których nie stać na karmienie stada małp oraz setki kolorowych ptaków. Skóra ocelota przed kominkiem, łeb gazeli na ścianie czy wypchany krokodyl w dużej łazience podmiejskiej willi są coraz częstszym widokiem. W każdym razie nieliczni polscy preparatorzy zwierząt nie nadążają z wypychaniem coraz to nowych dostarczanych im egzemplarzy fauny.
   Polacy kochają też kwiaty zdecydowanie różniące się od niezapominajek. Porażeni skromnością oferty zwykłych sklepów ogrodniczych poszukujemy czegoś wyjątkowego i nie jest to wcale trudne.
   - Mam przykre wrażenie, że ochrona rzadkich roślin nie jest skuteczna - stwierdza prof. Bogdan Zemanek z Ogrodu Botanicznego w Krakowie. - Przede wszystkim lista gatunków jest tak obszerna, że nawet specjaliści mają trudności z ich identyfikacją. Poza tym w naszym kraju nie stworzono odpowiednich warunków do zatrzymywania podejrzanych transportów. Na Zachodzie służby celne dysponują specjalnymi szklarniami, gdzie przechowywane są rośliny, co do których istnieje podejrzenie, że są objęte konwencją. U nas tiry z taką zawartością są zwalniane, gdyż nie wiadomo, gdzie rośliny lokować, kto miałby się nimi zajmować i kto miałby za to zapłacić.
   Żywe rośliny i zwierzęta są pod ochroną - to jeszcze trafia do przekonania tych, którzy zamierzają przywieźć oryginalną pamiątkę z wakacji w tropikach. Jeśli chodzi o wyroby ze skór lub kości, rozpowszechnione przekonanie jest odmienne.
   - Paranoja! - denerwuje się jedna z klientek biur turystycznych. - Jeśli płacę, w eleganckim sklepie, za torebkę 600 dolarów, to uważam, że ktoś czuwa nad tym, gdzie i jak powstała. Kogo mam prosić o dodatkowe pozwolenie na posiadanie takiego przedmiotu: ekspedientkę czy ministra środowiska Urugwaju?
   Dr Jan Śmiełowski z Centrum Monitorowania CITES jest zdania, iż najważniejsze są działania uświadamiające.
   - Organizowane przez nas szkolenia dla hobbystów cieszą się dużym powodzeniem - mówił nam kilka miesięcy temu. - Prawdziwi miłośnicy zwierząt oraz grupa hodowców chcących działać legalnie rozumieją potrzebę ochrony cennych przyrodniczo gatunków.

Ryk podejrzanego geparda

   Dr Śmiełowski przebywa akurat w Indiach, ale to jego głośny raport o handlu zwierzętami w Polsce jest podstawą poczynań wszystkich służb i organizacji zajmujących się tym problemem. Autor, analizując skrupulatnie sytuację w latach 2001-2003, stwierdził, iż w transakcjach pojawiło się ponad 300 gatunków egzotycznych stworzeń, z czego połowa zaliczana jest do grupy zagrożonej wyginięciem. Ciekawie wygląda analiza hobbystycznych upodobań braci Lachów. Okazuje się, że nasi pasjonaci najbardziej kochają... gady, a wśród nich jaszczurki, węże, żółwie i krokodyle. Te ostatnie bez wyjątku znajdują się na liście CITES, co jakoś nie przeszkadza w handlowaniu nimi.
   Kilka lat temu, relacjonując praktyki z największej w Polsce giełdy zoologicznej w Łodzi, pokazywaliśmy handlowców, którzy wnosili na bazar takiego gada z paszczą przewiązaną paskiem do spodni. Wszystkie krokodyle i jadowite węże objęte są zakazem importu, co ma na celu ochronę zdrowia i życia zarówno ich potencjalnych posiadaczy, jak i innych osób, które mogłyby być narażone na niebezpieczeństwo w przypadku, gdyby gad wydostał się "w świat". Skorpiony, węże i jadowite pająki też porzucane są... w lasach lub parkach, podobnie jak psy, które znudzą się właścicielom. Kilka lat temu na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim postrach siał właśnie krokodyl, który pojawił się w jeziorach nie wiadomo skąd.
   Łódzki bazar jest do dzisiaj największym cotygodniowym źródłem okazów zarówno dla sklepów zoologicznych, hobbystów, jak i hodowców. Kontrole wykazały, iż połowa oferowanych tu gatunków fauny nie ma udokumentowanego źródła pochodzenia. Trafiają one do nas przede wszystkim z importu. Ukraińcy wyspecjalizowali się w dostarczaniu do Łodzi gadów, Czesi przywożą wszystko, "jak leci", najczęściej bez jakichkolwiek papierów.

   Olbrzymi popyt wywołał również zjawisko pozytywne. Od kilku lat rośnie nad Wisłą liczba legalnych firm, zajmujących się profesjonalnym importem atrakcyjnych okazów fauny. Pracują one we współpracy z krajową strukturą CITES, uzyskują stosowne zezwolenia, mają pomieszczenia i tereny służące kwarantannie oraz zatrudniają weterynarzy.
   Jednocześnie zdarzają się ciągle ogromne nielegalne transporty, np. żółwi stepowych z Rosji. Zakamuflowane w tirach, przywożone są w bardzo marnej kondycji i wręcz zdziesiątkowane.

Kupujesz? Pomyśl!

   - Listę CITES układali ludzie kompletnie oderwani od rzeczywistości - narzeka jeden z małopolskich hodowców. - Objęli ochroną okazy, które doskonale rozmnażają się w terrariach i wolierach. Współcześnie, dzięki literaturze przedmiotu i profesjonalnemu sprzętowi, wykonujemy robotę za ogrody zoologiczne. Zamiast nasyłać na nas inspektorów, państwo powinno dawać nam nagrody za zasługi w ratowaniu ginących gatunków.
   Okazuje się, iż rodzimi hodowcy tak perfekcyjnie opanowali sztukę mnożenia np. pytonów ciemnoskórych, boa dusicieli i tęczowych, że importowane okazy tych gadów... nie znajdują nabywców. Polacy są znakomici w rozmnażaniu również innych stworzeń z listy CITES: drzewołazów, ptaszników, skorpionów cesarskich, papug rozelli i nierozłączek. Specjaliści zostali zadziwieni sukcesami domowych hodowli w zwiększaniu populacji pytonów zielonych oraz żółwi stepowych i sundajskich, które ponoć w niewoli są prawie niezdolne do rozpłodu.
   Małopolskie służby celne sporadycznie wychwytują próby nielegalnego importu zwierząt oraz roślin objętych konwencją waszyngtońską. Dzieje się tak pewnie dlatego, iż tradycyjny szlak ich przywozu wiedzie przez Cieszyn.
   - Nasi funkcjonariusze prawie co dzień udaremniają próby takiego przemytu - komentuje Elżbieta Gowin, rzeczniczka Izby Celnej w Katowicach. - Są to zarówno duże transporty, jak i pojedyncze przypadki. Zaglądając w statystykę z ostatniego okresu, mogę wymienić: węże, żółwie, żmije, skorpiony... Zwracam uwagę, że rekwirowaliśmy również muszle, koralowce, skóry z lamparta, torebki i buty ze skóry węża...
   Uwagę podróżnych na lotnisku w Pyrzowicach przyciąga od pewnego czasu barwna tablica informująca o regulacjach CITES, umieszczona tam przez służby celne.
   WWF Polska była promotorem tegorocznej objazdowej wystawy fotograficznej Cezarego Hładkiego pt. "Pamiątki z podróży", w poruszający sposób obrazującej los egzotycznych zwierząt, trafiających w ręce handlowców. Ekspozycję prezentowano w portach lotniczych kilku dużych miast. W Balicach jej nie przyjęto ze względu na remont obiektów.
   WWF Polska próbuje przekonywać do legalnego handlu właścicieli sklepów zoologicznych. Kontrole przeprowadzone w warszawskich placówkach wykazały, iż około 10 proc. oferty to okazy nielegalnego pochodzenia. WWF opublikowała ostatnio listę sklepów, które prowadzą swoją działalność z bezwzględnym zachowaniem zasady legalności. W Krakowie wymienia się m.in. "Wiwarium" przy ul. Warneńczyka.
   - Myślę, że sporo zależy od tego, czy placówka dba o swoją renomę - tłumaczy Jerzy Kostrz, właściciel firmy. - Nigdy od nikogo nie kupiłem okazu niewiadomego pochodzenia i sądzę, że między innymi dlatego nikt nie proponuje mi takich zwierząt. Tu i ówdzie słyszę, że w sprzedaży giełdowej dzieją się różne rzeczy i dlatego też nie odwiedzam giełdy...

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.