Andoria - granice nadziei

Andoria - granice nadziei

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

W Wytwórni Silników w Andrychowie pracownicy otrzymują zaległe wynagrodzenia w ratach. Protesty i przestoje na wydziałach produkcyjnych - to gesty rozpaczy zdesperowanej załogi. Od ostatniego, sierpniowego protestu nic się nie zmieniło. Deklaracje ministra Jerzego Hausnera pracownicy kwitują wzruszeniem ramion. Nikomu już nie ufają.
Nad głównym wejściem do zakładów powiewa związkowa flaga, była jeszcze plansza o trwającym proteście, ale ją zdjęto na polecenie kogoś z kierownictwa. Robiła złe wrażenie na klientach. Na kilkupiętrowym biurowcu wywieszono informację o pomieszczeniach do wynajmu. Cały teren zakładów sprawia opustoszałego, smutnego. Kiedy rozpoczynałem pracę - mówi starszy mężczyzna - pracowało tu cztery i pół tysiąca ludzi.
   Dzisiaj zostało niewiele ponad tysiąc.
Niektórym okres wypowiedzenia skoczył się pod koniec września, innym w połowie w października. Do końca roku straci pracę następnych kilkaset osób. Zaległości w wypłatach wynagrodzeń, odpraw, nawet świadczeń rodzinnych, sięgają kilku miesięcy. Jedni wiedzą już, że znaleźli się na liście do zwolnienia, inni żyją złudzeniami, nadziejami na zmianę.. Atmosfera przygnębienia i - jak to bywa w takich sytuacjach - nieufności oraz zastraszenia, dotknęła wszystkich, od góry do dołu. Prezes boi się wpuszczać dziennikarzy na teren zakładu, "honory domu" pełni więc w jego imieniu zakładowa ochrona. Prezes jest zajęty - jak powiada - "dzień i noc", prace nad planami restrukturyzacji trwają, "jest jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić".
   Na wydziale odlewni, najbardziej strategicznym, wiedzą, że jeśli zobowiązania wypłat zaległych wynagrodzeń nie zostaną dotrzymane, produkcja znów stanie. Na razie, z powodu prac remontowych, wydział pracuje tylko na pół gwizdka, tylko oczyszczalnia. - Remont jest rutynowy, przeprowadzany co roku, nie wiadomo jednak, czy nie będziemy zmuszeni wstrzymać produkcji po jego zakończeniu - mówi jeden z pracowników odlewni. Nie otrzymaliśmy jeszcze wypłat za lipiec. To jest nie do wytrzymania. -Gdybyśmy pod koniec sierpnia nie zastrajkowali, pewnie do dzisiaj nie byłoby pieniędzy jeszcze za czerwiec. Postanowiliśmy już, że zrobimy tak, jak wtedy - tylko w ten sposób możemy coś wyegzekwować - z determinacją w g głosie dodaje młody człowiek.
   Wtedy decyzja była spontaniczna i szybka. 27 sierpnia załogi dwóch wydziałów - obróbki mechanicznej oraz odlewni - postanowiły, że przerywają pracę. Ktoś przyniósł informację, że znów nie ma przelewów na kontach, że znów nie będzie wypłat. Poprzedniego dnia prezes Wojniak przyrzekał wszystkim po czterysta złotych, tymczasem nawet dwieście było niepewne. - Przekonywali nas, tłumaczyli sytuacje i prezes i członkowie zarządu - Prystacki i Głowacki ale ile można czekać? - pyta retorycznie mój rozmówca. - Poszliśmy pod biurowiec około dziewiątej. Do południa trwały słowne przepychanki. Tylko obiecywali, że do szóstego września zostanie wypłacona czerwcowa pensja, a do dwudziestego - lipcowa. Dzisiaj jest 18 września, a ja nie mam pieniędzy za lipiec.

Spadek po Koreańczykach



   Kryzys w Andorii trwa już ponad rok. Andrychowskie zakłady bardzo dotkliwie odczuwają bankructwo Daewoo Motor Polska w Lublinie. Z powodu utraty odbiorcy silników nastąpiła utrata płynności finansowej. Lawinowo ruszyły zwolnienia, brakuje pieniędzy na odprawy, pensje, świadczenia. - Nie dostajemy ubrań roboczych, środków czystości, o wszystko musimy walczyć - skarży się jeden z pracowników wydziału produkcyjnego. - Ja wiedziałem, że to się tak skończy - mówi starszy mężczyzna, który podczas trzydziestu lat pracy w zakładzie na różnych wydziałach niejedno widział. - Nie wierzyłem, że Koreańczycy dadzą Polakom zarobić. Wziąć, zabrać i uciec - mówiłem, że tak będzie. I tak się stało.
   O Koreańczykach nikt nie mówi pochlebnie, nie tylko dlatego, że doprowadzili Andorię na skraj przepaści. Słucham opowieści o tym, jak wiele osób doprowadzonych zostało do desperacji, rezygnacji z pracy. Np. główny energetyk, inż. Siekierski. Pracownik Wydziału Obróbki Mechanicznej opowiada obrazowo, nie kryjąc jeszcze dzisiaj, irytacji z powodu tej historii. - Zima, mróz... Koreańczycy zaczynają bardzo oszczędzać. Główny energetyk otrzymuje od nich ustne polecenie wyłączenia ogrzewania. W hali obróbki mechanicznej są określone wymogi, powinno być kilkanaście stopni ciepła, na termometrach był tylko jeden stopień. Ludzie marzli, nie można było normalnie pracować, powiadomiono inspekcję pracy. Przyjechała odpowiednia komisja, zbadano warunki i nałożono karę. Ponieważ jednak polecenie wyłączenia ogrzewania wydane było ustnie, Koreańczycy się wyparli. Karę w wysokości kilku tysięcy musiał ponieść główny energetyk. Odszedł z zakładu po tej historii, pracuje gdzie indziej i jest zadowolony. Wiele innych osób, dobrych i cenionych pracowników, nie potrafiło w takiej atmosferze pracować. Odchodzili, szukali pracy gdzie indziej.
   Spadek po Koreańczykach to nie tylko zawiedzione nadzieje na dobrą pracę, dobre zarobki i rozwój wytwórni. To także coś, co trudno określić, a co można wyczuć podczas rozmów z pracownikami. Rodzaj nieufności, być może spowodowany brakiem przepływu informacji między kierownictwem a załogą. Moi rozmówcy rozumieją potrzebę i istotę prywatyzacji, lecz konkretne przykłady z własnego podwórka wzbudzają w nich odruchy nieufności i złe emocje. Trudno zresztą o dobre emocje w fabryce na skraju upadłości. Nie rozumieją np. mechanizmów, działających pomiędzy macierzystym zakładem a spółki tworzone na jego bazie. Mechanizmu, który pozwala jednym prosperować dobrze, a innych doprowadzać do bankructwa.

Nabór "kapitalistów"



   W salonie samochodowym, usytuowanym tuż przed głównym wejściem do wytwórni silników, dwa samochody Daewoo, przypominają o nieudanych biznesach z Koreańczykami. Czyją własnością jest salon? - pytam. - Andorii S.A. - odpowiedział bez wahania pracownik. A samochody? - Andorii Mot - tym razem w głosie zabrakło przekonania i mój rozmówca zadzwonił do kierownika po precyzyjną odpowiedź.
   O tym, że spółka o nazwie Andoria - Mot istnieje, wiedzą wszyscy pracownicy, przysłowiowe schody zaczynają się kiedy dochodzi do określenia zakresu działania oraz innych szczegółów np. własnościowych. Wątpliwości nie wzbudza tylko jeden fakt - w Andorii-Mot nie ma problemów z wypłatami. Nowy podmiot gospodarczy nie może przecież zaczynać od robienia długów. Dla jednych pracowników stanowi to nadzieję na poprawę sytuacji, dla innych okazję na skorzystanie z majątku fabryki i drogą do wzbogacenia się udziałowców. Niechęć pracujących w starym zakładzie do tych, którzy przeszli do nowej spółki, jest wyczuwalna. Spółka powstała przed kilkoma miesiącami na bazie upadłych zakładów Daewoo Motor Polska w Lublinie i stanowi oddział zamiejscowy Wytwórni Silników Wysokoprężnych "Andoria" S.A. w Andrychowie. O utworzeniu jej Zarząd Andorii S.A. powiadomił pracowników specjalnym pismem.
   Nowa spółka - tłumaczono pracownikom - powołana została głównie po to, aby umożliwić wznowienie produkcji samochodów Lublin3 oraz pozyskanie środków pozwalających na kontynuowanie produkcji. A produkcja, mimo zamówień, zaczęła drastycznie maleć, zaś fabryka coraz bardziej pogrążała się w długach. Przybywało zobowiązań wobec wierzycieli i pracowników. Nie przyniosły efektów starania o kredyty, nie było też oczekiwanego wsparcia ze strony ministerstwa przemysłu. W takiej sytuacji nowa spółka wydawała się zarządowi sposobem na ocalenie fabryki.
   Szybko jednak okazało się, że i ten sposób napotyka na przeszkody. Banki ponownie odmówiły kredytowania. Zarząd ponowił więc propozycję podwyższenia kapitału - udziału mieli nabywać pracownicy. - W sytuacji kiedy brakuje nam na życie, czynsze i prąd, w sytuacji kiedy zapłatę za pracę dostajemy jak jałmużnę, po 200, 300 złotych, kiedy nie wiadomo czy i kiedy dostaniemy resztę zaległości, taka propozycja to kpiny - z oburzeniem komentuje pracownik odlewni. - Mam być kapitalistą, a żyję tylko dlatego, że żona pracuje na pół etatu.
   Zarząd Andorii S.A. zaprasza wszystkich pracowników do uczestniczenia w tym przedsięwzięciu i informuje, że istnieją możliwości stania się udziałowcami Andorii-Mot poprzez objęcie udziałów tej spółki na kwotę minimum 10 tys. PLN, tj. 20 udziałów po 500 PLN. - można przeczytać na tablicy ogłoszeń. - Objąć to ja mogę swoją żonę - komentuje pracownik, którego pytam, czy nabył udziały. - Za co? Żeby żyć, wziąłem pożyczkę, ale już mam komornika na karku bo nie zapłaciłem trzech rat i dalej nie płacę, nie mam z czego.
   "Zarząd Andorii S.A. zastrzega sobie prawo weryfikacji kandydatów oraz odmówienia zgody na przyjęcie nowego udziałowca w przypadku podejrzenia iż istnieje zamiar wrogiego przejęcia udziałów w Andorii-Mot. Ponadto informuje się, że w przypadku zamiaru zbycia udziałów nabytych w wyniku aktualnie przeprowadzonej operacji podwyższenia kapitału, pozostałym udziałowcom będzie przysługiwało prawo pierwokupu zbywanych udziałów.
   Zainteresowanie zakupem udziałów było nikłe. Ludzie nie mają pieniędzy i nie wierzą już, że ktoś może mieć na uwadze ich interesy. Uważają, że to próba pozbawienia ich zaległych wynagrodzeń. Fabryka zamiast płacić, proponuje: zostań kapitalistą. - To się może udać w lubelskiej spółce - mówią odlewnicy. - Mają sprzedawać honkery dla wojska.

Armia pomoże?



   Kontrakt dla armii opiewa na 23 miliony złotych - w Lublinie będą produkowane terenowe samochody typu honker. W ciągu trzech lat ma powstać ich 279, jeszcze w tym roku 40, w przyszłym 117 a w 2004 - 122. Z siedmiu milionów złotych, jakie zarobi w ciągu roku Andoria Mot, niewielki procent przypadnie WSW w Andrychowie, która w nowej spółce ma najwięcej udziałów.
   Nie pociesza to jednak pracowników. Znają mechanizm prywatyzacji po polsku, w końcu Andoria jest jednym z ogromnej liczby przykładów na to, jak upadają polskie duże przedsiębiorstwa. Są zdezorientowani i poirytowani. Nie wierzą, że na przekształceniach, nowych spółkach, kontraktach, oni mogą skorzystać. Stopień nieufności sięgnął zenitu. Na pytanie jak przyjmują obietnice ministra Jerzego Hausnera, które dają jakieś szanse na wyjście Andorii z kryzysu, moi rozmówcy wzruszają tylko ramionami. - Niejeden nam już obiecywał - słyszę wymijającą odpowiedź.
   Rządowy pakiet ustaw, które mają wesprzeć zakłady zatrudniające ponad tysiąc osób, jest ostatnią deską ratunku dla Andorii i kilkudziesięciu przedsiębiorstw w podobnej sytuacji. Umorzenie części długów względem skarbu państwa oraz gwarancje rządowe na kredyty zależą jednak od dobrego planu restrukturyzacji. Taki plan już powstaje, czy jednak będzie na tyle dobry aby uzyskać ministerialną akceptację? Być albo nie być andrychowskiej fabryki zależy właśnie od tego, bo za dobrymi planami restrukturyzacyjnymi pójść mogą inne ważne sprawy, np. dodatkowe pieniądze dla Powiatowego Urzędu Pracy w Wadowicach dla pracowników fabryki, którzy w ramach restrukturyzacji będą musieli opuścić zakład.

Gmina w finansowym dołku



   Jeśli na terenie gminy istnieją dobrze prosperujące zakłady, gminna nie świeci pustkami. Tymczasem trzy największe andrychowskie zakłady - Andropol, Andoria i AFM nie wpłacają podatku od nieruchomości,o nie mają z czego. Miastu brakuje więc pieniędzy na pokrycie bieżących wydatków. Zabrakło pieniędzy na opłaty za energię elektryczną, inne media, pensje i dotacje.
   W gminie wykazują zrozumienie. Trudno surowo egzekwować zobowiązania, jeśli wiadomo, w jakiej trudnej sytuacji znajdują się zakłady. Uruchomiono więc linię kredytową o wartości miliona złotych. Gminie nie chce przyczynić się do upadłości któregoś z zakładów, wierzytelności czekają więc na zmianę koniunktury.
Urszula Orman

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo