Angielska gra

Redakcja
Jesienią 1945 roku wielu członków komisji śledczej doktora Donkera stawiało tylko jedno, ale jakże zasadnicze pytanie: "Dlaczego angielski wywiad, znany ze swej przenikliwości i sprytu, w sprawie Holandii był aż tak naiwny ?"

Jacek Solarz

Jesienią 1945 roku wielu członków komisji śledczej doktora Donkera stawiało tylko jedno, ale jakże zasadnicze pytanie: "Dlaczego angielski wywiad, znany ze swej przenikliwości i sprytu, w sprawie Holandii był aż tak naiwny ?"


10 maja 1940 roku wojska niemieckie ruszyły do ataku na froncie zachodnim. Zaatakowane zostały Francja, Belgia i Holandia. Wczesnym rankiem, oprócz jednostek piechoty, dywizji pancernych i zmotoryzowanych oraz lotnictwa, do akcji przystąpiły również niemieckie wojska spadochronowe. Cztery tysiące skoczków zrzucono na terytorium Holandii. Ich celem były duże miasta, takie jak Haga i Rotterdam - ważne węzły komunikacyjne oraz lotniska i centra łączności. Spadochroniarze mieli utorować drogę wojskom lądowym, w których pierwszoplanową rolę odgrywały czołgi 9. Dywizji Pancernej generała von Hubickiego.
Słaba armia holenderska (114 tysięcy żołnierzy plus 270 tysięcy rezerwistów) nie była zdolna sprostać wyzwaniu rzuconemu jej przez Wehrmacht. Co prawda w rejonie Bredy na pomoc Holendrom przyszła francuska 7. Armia, realizująca plan "Dyle", ale także jej nie udało się powstrzymać Niemców. Piątego dnia wojny - po kolejnym ataku lotniczym na Rotterdam - Holandia skapitulowała.
Rozpoczęła się hitlerowska okupacja, która jednak różniła się znacznie od okupacji w Polsce czy nawet we Francji. Hitler uważał bowiem Holendrów za przedstawicieli rasy germańskiej, stąd też początkowo czynił spore wysiłki dla ich pozyskania. Jednak tylko stosunkowo niewielka grupa Holendrów zdecydowała się na kolaborację oraz na udział w bałkańskiej kampanii Hitlera i w walkach na froncie wschodnim (Brygady Grenadierów "Nederland" i "Landstrom Nederland"). Pozostali, kierowani przez przebywającą w Londynie królową Wilhelminę, księcia Bernharda i rząd emigracyjny, występowali przeciwko okupantowi.
W przeciwieństwie jednak do innych okupowanych narodów, holenderski ruch oporu nie prowadził walki zbrojnej, lecz ograniczał się do stawiania biernego oporu, organizowania strajków generalnych, sabotażu w przemyśle i na kolei oraz prowadzenia antyhitlerowskiej propagandy i wywiadu na rzecz aliantów.
Najcenniejszą dla aliantów była ostatnia forma walki - wywiad. Od czasu, gdy w 1942 roku na terytorium Holandii zrzucono pierwszych przeszkolonych przez Brytyjczyków agentów, do Anglii docierały informacje o niemieckim systemie obronnym, o uzbrojeniu, wyszkoleniu i organizacji przebywających tu jednostek bojowych. Zdobytą w ten sposób wiedzę zamierzali alianci wykorzystać w pracach prowadzonych nad planem utworzenia drugiego frontu w Europie.
W końcu listopada 1942 roku w biurze majora Hermanna Giskesa zadzwonił telefon. Znudzony Giskes - pełniący funkcję szefa Abwehry w Holandii - podniósł słuchawkę. Stojący obok biurka adiutant dostrzegł, jak twarz, zwykle ponurego szefa, rozjaśnił uśmiech. "Wreszcie coś mamy - rzekł Giskes. - Ta świnia Schreieder nie będzie miał powodu do krytykowania naszych działań".
Obersturmbannführer Josef Schreieder był szefem, działającego na terytorium Holandii, wywiadowczego pionu SS. Jego ustawiczna krytyka i ciągłe ingerowanie w sposób działania Abwehry doprowadzały Giskesa do białej gorączki. Schreieder zarzucał Giskesowi brak efektów i zbyt delikatne "badanie" osób podejrzanych o działalność na szkodę III Rzeszy.
Tymczasem Giskes był przekonany, że prowadzona przez niego akcja nosząca kryptonim "Biegun Północny" zacznie przynosić efekty bez typowego dla SS znęcania się nad aresztowanymi. Uważał, że lepszą metodą jest podstęp, umieszczenie wśród podejrzanych szpiega, który zdobędzie potrzebne informacje.
"Wtyczką" Giskesa był Georg Ridderhof - drobny kryminalista, prostacki osobnik zdolny do współpracy z każdym, kto był skłonny za ową współpracę zapłacić odpowiednią sumę pieniędzy. Ridderhof został aresztowany przez policję w Amsterdamie, w listopadzie 1942 roku za próbę przemytu opium. W więzieniu przypadkiem usłyszał o holenderskiej siatce szpiegowskiej, określanej jako Orde Dienst. Uznał, że ta informacja jest bardzo cenna i postanowił sprzedać ją Niemcom.
Niemcy sprawdzili informacje Ridderhofa i uznali, że trafiło się im prawdziwe "złote jajo". Oskarżenie o przemyt oddalono, Ridderhof został zwolniony z więzienia i umieszczony na liście płac Abwehry.
Odbierając telefon, właśnie za sprawą Ridderhofa, major Giskes poznał nazwisko szefa holenderskiego ruchu oporu. Ridderhof zostawił bowiem w skrytce kontaktowej jego nazwisko i adres. - "A więc to niejaki kapitan Van der Berg - rzekł do siebie Giskes. - No cóż, trzeba zacząć działać".
W ciągu kilku następnych tygodni wywiadowcy Abwehry pilnie śledzili wszystkie ruchy Van der Berga. Zlokalizowali również miejsca, skąd nadawały dwie holenderskie radiostacje. Z tymi informacjami Giskes udał się do Schreiedera. Nie krył swego zadowolenia, gdy zaskoczony podpułkownik SS zmuszony był wykrztusić z siebie gratulacje.
Wspólnymi już siłami zorganizowano obławę. Połów był bardzo obfity. W zastawione przez Giskesa i Schreiedera sieci wpadł zarówno kapitan Van der Berg, jak i radiotelegrafiści.
Holenderska siatka została rozbita, ale Giskes postanowił wykorzystać szansę, jaką dawało mu aresztowanie holenderskich agentów. Zaproponowano im, że jeśli chcą uniknąć śmierci, będą musieli przesyłać do Londynu fałszywe informacje spreparowane przez Abwehrę.
Propozycja owa została przyjęta przez jednego z radiotelegrafistów - Hubertusa Lauwersa. Ten bardzo szczupły, niepozorny mężczyzna w grubych okularach, wyglądający raczej na księgowego niż szpiega, nie był jednak zdrajcą. Wiedział bowiem, że niemiecki podstęp jest jedyną szansą na ostrzeżenie Londynu o wpadce.
Lauwers został odpowiednio przygotowany na ewentualność aresztowania przez brytyjskie Kierownictwo Operacji Specjalnych (Special Operations Executive - SOE). Kontrolerzy z SOE przekazali mu bowiem tzw. kody identyfikacyjne. Miał ich użyć, gdyby został schwytany i zmuszony do nadawania fałszywych meldunków. Radiotelegrafista wiedział, że wysyłając wiadomość alfabetem Morse'a powinien zrobić celowy błąd po każdej szesnastej literze przekazywanego meldunku (tj. 16, 32, 48 itd). Dzięki tej prostej procedurze Londyn miał się zorientować, że agent jest "spalony", nadajnik wpadł, a przesłane informacje zostały przygotowane przez Niemców.
Zgodnie z umową Louwers przesyłał do Londynu stworzony przez Niemców meldunek, czyniąc ustalone wcześniej z Anglikami błędy. O dziwo jednak, centrala SOE w Londynie nie zauważyła pomyłek! Louwers otrzymał odpowiedź oraz wykaz stref zrzutu i terminy, w których kolejni agenci mieli wylądować w Holandii. Informacje te były jak najbardziej prawdziwe i Giskesowi i Schreiederowi nie pozostało nic innego, jak zastawić pułapkę i schwytać wszystkich pechowych spadochroniarzy.
Rozzuchwalony sukcesami szef Abwehry zmusił do współpracy kolejnych agentów i w połowie 1943 roku miał już pięć radiostacji, za pośrednictwem których kontaktował się z Londynem. Całą operację polegającą na dezinformacji wywiadu brytyjskiego nazywał "Angielską grą" (Englandspiel). Był jednak doświadczonym agentem i zaczął coś podejrzewać. "Dlaczego oni tak łatwo godzą się na współpracę? - pytał swojego adiutanta. - Czy ci, którzy kierują ich poczynaniami z Londynu, są aż takimi idiotami?".
Niemieccy wywiadowcy coraz baczniej zaczęli przyglądać się zmuszonym do współpracy holenderskim agentom i w końcu odkryli, że ci włączają dodatkowe litery w swoje meldunki.
Jako pierwszy od radiostacji został odsunięty Louwers. Giskes, za sprawą swych techników zapytał wówczas Londyn, czy może go zastąpić "rezerwowy radiotelegrafista". Pytanie to było wręcz bezczelne, a zawarta w nim intryga szyta tak grubymi nićmi, że każdy średnio rozgarnięty pracownik wywiadu musiał zwietrzyć podstęp. Giskes nie miał jednak wyboru, musiał zagrać va banque. O dziwo, centrala w Londynie nie miała nic przeciwko temu i przystała na złożoną propozycję!
26 czerwca 1943 roku z bombowca typu Halifax wyskoczył na spadochronie kolejny aliancki agent. Był nim profesor George Jambores, przed wojną wykładowca fizyki na uniwersytecie w Utrechcie. Miał ze sobą szyfry oraz szczegółowe wytyczne dotyczące planu "Holandia", którego celem było stworzenie podziemnej armii mającej nękać akcjami sabotażowymi wojska niemieckie stacjonujące na terytorium Holandii.
Agent lądował w rejonie miasta Seenwijk. Tam mieli na niego czekać członkowie ruchu oporu. Rzeczywiście zgodnie z umową w strefie zrzutu znajdował się "komitet powitalny", tyle że złożony z SS-manów oddziału Schreiedera.
Zaskoczony Jambores nie zdążył zniszczyć posiadanych materiałów. Niemalże w komplecie trafiły one w ręce Niemców. Giskes zdobył więc potężny atut, z którego postanowił wyciągnąć maksymalne korzyści. Od lipca 1943 roku Londyn był systematycznie informowany o tym, że prace nad stworzeniem "tajnej armii" _idą pełną parą i że zgłaszający się w jej szeregi ochotnicy czekają jedynie na potrzebny im do działania sprzęt.
Zgodnie z zamówieniem, alianckie bombowce dostarczyły broń w wyznaczone przez Niemców strefy zrzutów. W ciągu kilku następnych miesięcy Niemcy przejęli ładunki, dzięki którym można było wyposażyć prawie 10 tysięcy ludzi! Dla Giskesa działania Anglików były zupełnie niepojęte. Nie mógł zrozumieć, dlaczego wpadają w każdą zastawioną przez niego pułapkę. Było to zupełnie absurdalne, ale mógł zażyczyć sobie transportu wyposażenia do strefy zrzutu znajdującej się, na przykład, pięćdziesiąt kilometrów na południe od Hagi na dzień taki a taki, na taką a taką godzinę, i transport przybywał!
Do maja 1944 roku, prócz wyposażenia, w ręce wywiadowców Giskesa dostało się w sumie 54 alianckich agentów, ludzi doskonale wyszkolonych, którzy w odpowiednich warunkach mogli przysporzyć Niemcom wielu szkód. Tymczasem zdecydowana ich większość nie zdołała w praktyce wykorzystać ani jednego procenta zdobytej wiedzy. Wszyscy zostali przejęci przez _SS
iAbwehrę, zanim zdołali odpiąć spadochron, za pomocą którego wylądowali na holenderskiej ziemi.
6 czerwca 1944 roku wojska alianckie przystąpiły do realizacji operacji "Overlord" - utworzenia drugiego frontu w Europie. Na plażach Normandii wylądowały dywizje 21. Grupy Armii i w ciągu kilku dni utworzyły przyczółek, z którego w ciągu następnych miesięcy wyruszyć miały wojska, które oswobodziły z rąk niemieckich znaczną część Europy.
W tym samym mniej więcej czasie dopełnił się los schwytanych przez Abwehrę na terenie Holandii agentów. Pomimo tego, że major Giskes obiecał im darowanie życia w zamian za współpracę, 47 z nich zostało przejętych przez gestapo i rozstrzelanych na osobisty rozkaz Reichsführera SS Heinricha Himmlera.
Giskes zakończył również "Angielską grę", która w sytuacji, gdy wojska alianckie wylądowały w Normandii, nie miała już większego znaczenia. Za pomocą jednej z przejętych radiostacji przekazano do Londynu niezakodowaną wiadomość, z której jasno wynikało, że Niemcy przez prawie dwa lata robili z Anglików idiotów. Jednak już w momencie wysyłania meldunku major Giskes nie był do końca pewny, kto z kogo zrobił durnia. W tym czasie większość niemieckich dywizji czekała na aliantów w północno-zachodniej części Europy. Nic jednak nie wskazywało na to, że natarcie w Normandii jest pozorowane i że tu nastąpi właściwy atak...
Dopiero we wrześniu 1944 roku alianci przeprowadzili operację "Market-Garden", której jednym z celów było oswobodzenie Holandii z rąk niemieckich. Jednak prowadzone, w dniach od 18 do 25 września, w okolicy miasta Arnhem ciężkie walki zakończyły się klęską atakujących i masakrą brytyjskiej 1. Dywizji Powietrzno-Desantowej. Jeszcze przeszło pół roku znaczna część Holandii pozostała pod okupacją niemiecką. W czasie ostatniej wojennej zimy zmarło z głodu i zimna przeszło 15 tysięcy osób. Niemcy przeprowadzili też liczne aresztowania. Tak duże ofiary, będące dotąd dla mieszkańców wschodniej części Europy normalną, aczkolwiek straszliwą rzeczywistością, dla Holendrów były czymś przerażającym i zupełnie nowym.
Kolejna ofensywa aliancka rozpoczęła się 1 kwietnia 1945 roku. W ciągu miesiąca sprzymierzeni pokonali wroga. 5 maja w hotelu "De Wereld" w Wageningen, w kwaterze głównej brytyjskiej 49. Dywizji Piechoty, generał Blaskowitz podpisał kapitulację wojsk niemieckich w Holandii. W imieniu aliantów, w obecności księcia Bernharda, przyjął ją dowódca kanadyjskiego 1. Korpusu - generał Foulkes.
Władzę w kraju przejął nowy parlament i jednym z jego pierwszych zadań było zbadanie sprawy zamordowanych przez Niemców agentów. Powołano specjalną komisję śledczą, na czele której stanął prawnik - doktor L. Donker.
Przesłuchania żyjących jeszcze świadków, zeznania wziętych do niewoli pracowników Abwehry jasno wskazywały na to, że wywiad angielski, koordynujący pracę holenderskich agentów, popełnił straszliwą liczbę błędów, które przyczyniły się do ich śmierci. Wielu pracowników komisji stawiało sobie jedno pytanie: "Dlaczego znany ze swej przenikliwości wywiad angielski był w sprawie Holandii aż tak naiwny?". Powoli z zebranych faktów zaczęła się wyłaniać straszliwa prawda - wszystko wskazywało na to, że Brytyjczycy celowo poświęcili holenderskich agentów, i że była to część planu mającego wprowadzić w błąd niemieckich generałów w kwestii rejonu przyszłej inwazji.
Nie do końca przekonany o winie Anglików doktor Donker zwrócił się do rządu brytyjskiego z prośbą, by ten pozwolił szefom SOE złożyć zeznania przed komisją. Prośba ta zdecydowanie została odrzucona, co dla wielu było jeszcze jednym dowodem na to, że Brytyjczycy zdradzili swoich sojuszników. Aby udobruchać Holendrów, Anglicy ostatecznie zgodzili się jednak na to, aby komisja Donkera zbadała archiwa holenderskiej sekcji
SOE, która mieściła się przy Baker Street. Jednak, gdy Holendrzy przybyli do Anglii i przystąpili do prac, dziwnym zbiegiem okoliczności okazało się, że owe dokumenty uległy zniszczeniu podczas jednego z pożarów wywołanych bombardowaniem Londynu przez niemieckie rakiety V2... W ten oto sposób śledztwo w sprawie operacji "Angielska gra" utonęło w mrokach tajemnicy, która najprawdopodobniej nigdy nie zostanie wyjaśniona.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3