Ani gorzki, ani słodki

Redakcja
Fot. Grzegorz Kozakiewicz
Fot. Grzegorz Kozakiewicz
Moje od zarania czyste myśli burzą się, gdy przychodzi wejść w bliższą znajomość z wódką Żołądkową Gorzką Czystą.

Fot. Grzegorz Kozakiewicz

Przemysław Osuchowski: OBERŻYŚWIAT

Czym jest w mej ojczyźnie wódka czysta, nikogo przekonywać nie muszę. Czym jest trunek gorzki w zasadzie też. Ateistom, cyklistom i antyalkoholowym aktywistom przypomnę jedynie, że tak zwane bittery są nalewkami ziołowymi (żeby było zabawnie na ogół słodkimi), które mają nasz apetyt pobudzać, trawienie ułatwiać, złe humory przeganiać. Gorzko-słodki smak ma w lecznictwie i życiu towarzyskim spore tradycje. I zapewne nigdy nie odkryjemy historycznie zatęchłej prawdy, czy to cukrem i miodem zabijano gorycz, czy też goryczką urozmaicano nadmiar słodkości. Żołądkowa Gorzka towarzyszy nam od pokoleń ku uciesze zmartwionych i uldze spragnionych. Gdy więc na rynku pojawiła się wersja Czysta Gorzkiej Żołądkowej poczułem się odarty z wstydu i łaknienia. Na szczęście na krótko. Bowiem kluczowym słowem na etykiecie jest obco brzmiące "de luxe". Od co najmniej półwiecza tak właśnie oznaczano nad Wisłą najwyższej klasy spirytusy. Miały powstawać z najlepszych produktów (zbóż i ziemniaków) oraz w zgodzie z najwyższymi normami technologicznymi. Destylacja powinna być trzykrotna, a filtrowanie wielostopniowe. Efekt bywał aromatycznie neutralny, a smakowo poważny i powabny. Czy tak właśnie powstaje Żołądkowa Gorzka Czysta - nie wiem. Ale przyznam całkiem szczerze, iż nie musiałem czekać na międzynarodowe medalowe sukcesy owej wódeczki, aby się przekonać do jej wyjątkowych walorów. W skrócie powiem tylko, że smakiem przypomina grawitacyjnie filtrowane wódki rosyjskie i fińskie. W dodatku Żołądkowa Czysta ma zadziwiająco niską cenę, co śmierdzi wręcz dumpingiem.

Wódeczkę tę dedykuję przyszłym Czytelnikom biografii Ryszarda Kapuścińskiego pióra Artura Domosławskiego. Odbrązowił oto pomnik i zaczęła się dyskusja nie tylko środowiskowa (niestety, głównie książki nieznających). Czy można wielkiemu, uznanemu pisarzowi wytykać klęski w życiu prywatnym? Jak radzić sobie z drobnymi konfabulacjami autokreacyjnymi? A jak ze sprytnymi kłamstewkami i przemilczeniami w pisanych dziełach? A jak z uwikłaniami w tzw. służbach? Ano myślę, że tak jak z Żołądkową Gorzką Czystą! Wpierw spróbować (wypić lub przeczytać), a dopiero potem zabierać głos. Bo tak jak wódka ta nie jest ani gorzka, ani słodka, tylko neutralna i najzwyczajniej smaczna, tak dwuletnia praca Domosławskiego nie będzie miała wpływu na percepcję "Cesarza" i "Hebanu". A ocena Kapuścińskiego jako człowieka piszącego w trudnych czasach, jest kompletnie inną i niejednowymiarową sprawą. I niech ta czarka domosławskiej goryczy odsłodzi wreszcie cokół, na którym mam nadzieję pozostanie "czysta" literatura. Będzie smakować jak kieliszek przyzwoicie zimnej wódki.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie