Anna Król: Mam długie paznokcie i bronię. Piłka nożna to moje życie

Tomasz BochenekZaktualizowano 
Anna Król (w jasnoniebieskiej koszulce) jako bramkarka Wandy Słomniczanki Andrzej Wiśniewski
- Na szpilki pieniędzy nie marnuję, w szatni jestem największym szydercą, a kiedy gram w piłkę z facetami nie lubię dostawać forów - mówi Anna Król, 25-latka z Sieprawia, bramkarka i kapitan futsalowej drużyny Wandy Słomniczanki oraz mistrzyni Polski w beach soccera w barwach Grembachu Łódź.

- Ile zna Pani dziewczyn, które mają wytatuowaną piłkę? Oprócz Pani.

- Tak na szybko, to trzy. Moje koleżanki.

- Ha, myślałem, że jest Pani rodzynkiem.

- Nie, jest nas więcej. Ja wpadłam na ten pomysł cztery lata temu.

- Na Pani przedramieniu jest piłka, serce i napis drobnymi literami.

- Tak, cytat po hiszpańsku. Specjalnie po hiszpańsku, żeby nie każdy wiedział, co znaczy. I niech tak pozostanie.

- Na Instagramie swój opis zaczyna Pani hasztagiem #footballismylife - „piłka nożna jest moim życiem”. Jeszcze ze 20 lat temu uchodziłaby Pani za dziwoląga, ale te 20 lat to dziś jak prehistoria, jeśli chodzi o kobiety w futbolu.

- Dokładnie tak. Nie ma już tego stereotypu, że piłka nożna jest sportem tylko dla mężczyzn. I dla mnie... tak, piłka jest moim życiem. Ważniejszych spraw od niej nie ma. Ważniejsze od piłki są tylko osoby.

- Skąd się wzięła ta pasja? Jak to się zaczęło?

- Mam trzech starszych braci, zawsze ciągnęli mnie na boisko. Pasją do piłki zostałam zarażona przez jednego z nich. I dołączyłam do drużyny chłopięcej w Sieprawiu.

- Ile miała Pani lat?

- Jedenaście.

- Tamta Ania nie czuła się nieswojo w grupie chłopców?

- Na pewno trochę nieswojo, natomiast znaliśmy się wszyscy ze szkoły. Chłopcy wiedzieli, że potrafię grać. A jak jeździliśmy na mecze i zawodnicy z drużyn przeciwnych się śmiali, że dziewczyna wychodzi na boisko, to chłopcy nawet stawali w mojej obronie. Pomagali mi, a nie dokuczali. Więc pozytywnie to wspominam.

- A nie czuli się rozzłoszczeni, kiedy dziewczyna ogrywała ich na treningach, kiedy była lepsza?

- Jak komuś zakładałam „dziurę” (zagranie piłki między nogami przeciwnika - przyp.), raczej odbierane to było ze śmiechem. Pamiętam sytuację, kiedy kolega był obrażony, że to ja gram w pierwszym składzie, a nie on. Ale więcej takich zdarzeń sobie nie przypominam.

- Ile trwała gra z chłopakami?

- Krótko, dwa lata.

- Dlaczego Pani zrezygnowała?

- Właśnie wtedy przyszedł moment, w którym uznałam, że granie z chłopcami jest dla mnie troszkę krępujące.

- Nie tyle granie, co wspólna szatnia.

- Tak, musiałam przebierać się gdzieś po toaletach. No i miałam dwa, trzy lata przerwy. Pojawiła się jednak kobieca drużyna w mojej okolicy, w Hejnale Krzyszkowice - i do niej dołączyłam.

AZS UJ Kraków mistrzem Polski w futsalu! Wanda Słomniczanka ...

- I nie była Pani wtedy jeszcze bramkarką.

- W Hejnale grałam jeszcze jako środkowy pomocnik. Przed jednym z meczów bramkarka nam wypadła ze składu, no i ja stanęłam w bramce. Trener drużyny przeciwnej - Andrusów Lipnik - ocenił, że coś tam potrafię i zdecydował, że chce mnie mieć w swoim zespole, jako bramkarkę. Do tego doszło i tak już zostało.

- Rękawice bramkarskie i tipsy - na moje oko tego pogodzić się nie da.

- Tipsów nie noszę, ale mam długie paznokcie. I nawet w futsalu, w którym gram bez rękawic, da się tak funkcjonować. Kwestia przyzwyczajenia. Często jednak słyszę: „Jak ty bronisz z takimi paznokciami?”. Aktualnie mam złamane, ale nic się nie dzieje. Odrosną.

- A, powiedzmy, trzysta złotych, woli wydać Pani na szpilki czy buty piłkarskie?

- Oczywiście, że na buty do grania. Nie marnuję pieniędzy na szpilki.

- Nogi piłkarki to pewnie są poobijane, a bramkarki zwłaszcza...

- Myślę, że dziewczyny, które grają w piłkę, nie patrzą na to, żeby mieć ładne nogi. Jeden siniak więcej nie zrobi różnicy.

- Pani uprawia aż trzy formy piłkarskiej aktywności: grę na dużym boisku, w hali - futsal oraz beach soccer - piłkę plażową. Co sprawia Pani największą przyjemność?

- Zakochałam się w beach soccerze. Teraz nie ma dnia, żebym za nim nie tęskniła, ale w tym momencie roku gram w futsal. Obie dyscypliny da się pogodzić, bo w futsal gra się zimą, a w beach soccera latem. Zrezygnowałam natomiast - myślę, że na jakiś czas - z gry na trawie. Brakowało mi jakiegoś osiągnięcia. Najwyżej grałam w I lidze (czyli na drugim poziomie rozgrywek, w Wandzie Kraków - przyp.), dlatego uznałam, że pora skupić się na tym, co aktualnie sprawia mi większą przyjemność.

- I przynosi sukcesy. Świeżutki jest ten w futsalu - brąz mistrzostw Polski wywalczony z ekipą Wandy Słomniczanki. A w beach soccerze jest Pani mistrzynią Polski, no i zagrała Pani w czymś w rodzaju Ligi Mistrzyń.

- Dokładnie tak. Turniej Euro Winners Cup w ubiegłym roku odbył się w portugalskim Nazare. Zajęłyśmy tam z Grembachem Łódź piąte miejsce - to świetny wynik.

- Plażowej piłce nożnej uroku dodaje sceneria, w jakiej rozgrywane są mecze? Ważne turnieje - z reguły na fajnych plażach.

- I odbywają się zazwyczaj w wakacje, kiedy te miejsca są pełne ludzi. Jest więc wielu kibiców, fajna atmosfera. Z Portugalii ja pamiętam też jednak niemiłą sytuację, bo w ostatnim meczu w 1 minucie dostałam czerwoną kartkę.

- Zdarzają się Pani często?

- Na trawie zdarzyło się raz. Częściej dostaję żółte kartki, głównie za pyskówkę.

- Mówi się, że bramkarz i lewoskrzydłowy są największymi świrami w drużynie. Co Pani na ten temat powie?

- Myślę, że tak. Często zresztą spotykam się z opinią, że ze mnie świr (śmiech). Na boisku bywam impulsywna, chociaż trenerzy w futsalu troszkę mnie przystopowali; wiem, że czasem lepiej się uspokoić, nie dyskutować z sędziami, bo to może tylko zaszkodzić drużynie, a nie pomóc.

- Męska piłkarska szatnia to teren niewyszukanych żartów, szyderczych tekstów. Jak to jest u kobiet?

- Oj, akurat trafił pan na osobę, która jest największym szydercą w szatni. Ale każda każdej dogryza i nikt się na nikogo nie obraża, wręcz przeciwnie. W moich drużynach jest super atmosfera.

- A kobieca szatnia płacze po porażkach?

- To zależy od zawodniczki. Świeży przykład: po porażce w półfinale mistrzostw Polski część dziewczyn płakała, część trzymała smutek w sobie, część była raczej zdenerwowana tym, że nic nam nie wychodziło. Ja bardzo przeżywam porażki, ale wtedy akurat nie płakałam. Natomiast następnego dnia, po meczu o trzecie miejsce, były u mnie łzy, ale łzy szczęścia. I taka ulga, że nie jest znowu to czwarte miejsce, jak w poprzednich latach, tylko brązowy medal.

- Medal. A jak jest z pieniędzmi w kobiecej piłce?

- Nie ma pieniędzy!

- Gracie dla przyjemności, dla chęci odniesienia sukcesu.

- Dokładnie tak. Za mistrzostwo Polski na piachu cała drużyna dostała premię od związku piłki nożnej, ale nie oszukujmy się - były to symboliczne pieniądze. Każdy, zarówno zawodniczki, trenerzy, jak i osoby, które nam pomagają, w kobiecej piłce dokłada do interesu.

AZS UJ Kraków - Wanda Słomniczanka. Popis "Jagiellonek" w pó...

- Pani z czego się utrzymuje?

- Jestem pracownikiem administracyjno-biurowym, do godziny 15 siedzę w biurze w Sieprawiu. Natomiast od godziny 15.30 do 19, praktycznie codziennie, jestem trenerem piłki nożnej. Prowadzę trzy grupy chłopców w Hejnale Krzyszkowice.

- Ośmio- i dziesięciolatków, tak? Kolejne oblicze piłki, jakie Pani zna.

- Tak. A mam też grupę starszą, trampkarzy, chłopców w wieku około 13 lat. I to jest dopiero inny klimat! Bo już pojawiają się jakieś teksty w moim kierunku... Ale ja mam taki charakter, że na za wiele sobie nie pozwolę. Jest dobrze, jestem bardzo, bardzo zadowolona z tej pracy. Rzadko zresztą używam słowa „praca”, mówiąc o trenowaniu. Wiadomo, że jest z tego zarobek, ale jest to po prostu moja pasja, spełnianie się.

- Przyszłość zawodową wiąże Pani właśnie z pracą trenerską?

- Myślę, że tak. Chociaż na pewno nie będę tylko trenerem, bo nie da się z tego wyżyć.

- Strasznie ta piłka w Pani życiu dominująca. Co jeszcze Pani lubi robić?

- Śpiewać. Lubię, ale nie umiem (śmiech). Chociaż są tacy, którzy mówią, że fajnie śpiewam. Myślę, że gdybym nie grała w piłkę, to do jakiejś szkoły śpiewu bym się zapisała. A tak, to został mi kiedyś tylko chór kościelny, i było OK.

- W piłkę zdarza się Pani jeszcze grać z mężczyznami?

- Oczywiście, przeważnie w Sieprawiu na „orliku”. Nie ukrywam, że wolę grać z facetami niż z kobietami. To zupełnie inna gra - szybsza, więcej się dzieje.

- A jak ci faceci traktują Panią na boisku? Ja chyba nie byłbym w stanie grać tak, by nie uważać, żeby kobiecie nie zrobić krzywdy, nie sfaulować.

- Niektórzy są w stanie. A ja nawet lubię, kiedy tak jest. Zdarzyło się kilka niemiłych sytuacji, że ktoś wjechał mi w nogi wślizgiem. Kiedyś kolega zareagował: „Co ty robisz? Przecież to dziewczyna”. Na co ja zareagowałam: „Tak jest dobrze, tak mam być traktowana. Nie chcę forów”.

- Z koleżankami od piłki dużo spędza Pani czasu poza treningami, meczami?

- Staram się. Wiadomo, że drużynę buduje atmosfera w szatni. Z dziewczynami z Łodzi mamy taki kontakt, że na nasze mecze futsalu przyjeżdżają praktycznie co weekend. Nie mam koleżanek, przyjaciół, które są spoza środowiska piłkarskiego.

- Pani, pomimo zawieszenia gry na trawie, jest w momencie rozwoju kariery.

- Myślę, że ostatnie dwa-trzy lata to taki dobry okres, kiedy naprawdę poważniej zaczęłam o myśleć o piłce.

- A napis w tatuażu brzmi...

- „Jeśli na boisku czujesz się jak ptak, to poczuj, jak wspaniale jest latać i fruń jak najwyżej po marzenia”.

Sportowy24.pl w Małopolsce

DZIEJE SIĘ W SPORCIE - KONIECZNIE SPRAWDŹ:

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3