Antyglobalizacja

Redakcja
Narodziny nowej ideologii

KRYSTYNA GRZYBOWSKA

KRYSTYNA GRZYBOWSKA

Narodziny nowej ideologii

Kto na analfabetyzmie ekonomicznym społeczeństwa chce zbić polityczny kapitał i przejąć rządy dusz?

Panika w Pradze. Policja i armia czeska zostały postawione w stan najwyższego pogotowia. Do Pragi ściągnięto 11 000 policjantów i 1 600 żołnierzy, w pogotowiu są armatki wodne i broń gazowa. Wszystko po to, aby strzec i pilnować przedstawicieli świata finansjery, którzy rozpoczynają jutro (w sobotę) wspólną konferencję Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego IWP. Finansiści mają obradować nad sposobami dalszego umorzenia długów najuboższym krajom świata, koniecznością wprowadzenia ograniczenia wahań kursów wymiennych walut, polityką kredytową IWP i Banku Światowego. A przede wszystkim dyskutować się będzie o tym, czy globalizacja może przynieść korzyści krajom Trzeciego Świata. Naprzeciwko 15 tysięcy bankierów, finansistów, delegatów rządów i dziennikarzy stanąć ma od 20 do 50 tysięcy przeciwników globalizacji z Czech, Europy Zachodniej i z Ameryki Północnej.
 Globalizacja jest zjawiskiem polegającym na kurczeniu się świata, a właściwie świata gospodarczego przy równoczesnym komasowaniu się kapitału w wielkie koncerny i korporacje. Przeciętny zjadacz chleba w krajach uprzemysłowionych nie odczuwa oddziaływania globalizacji, nie interesuje się fuzjami banków i koncernów, najwyżej musi przyzwyczajać się do nowych nazw firm, które wyprodukowały towar, po który sięga w supermarkecie. Nie zastanawia się nad problemem upadku demokracji w gospodarce światowej i dyktatem wielkich i najbogatszych państw. A także nad wpływem globalizacji na sytuację w krajach Trzeciego Świata. My po tej stronie Europy nie odczuwamy skutków globalizacji, nasi politycy są jeszcze na etapie dyskusji, czy należy wpuszczać do Polski więcej kapitału zagranicznego, czy nie. Tymczasem na Zachodzie takiego problemu nie ma już dawno, nie ma podziału na kapitał zagraniczny i krajowy, nie chodzi też o to, czy kapitał zagraniczny odbierze jakiemuś krajowi tożsamość narodową. Koncerny i korporacje są ponadnarodowe, a ich wpływy mają charakter światowy.

Motylki z Seattle

 Przeciwko wszechwładzy koncernów protestowali przedstawiciele ruchów lewackich i lewicowych w listopadzie 1999 roku w Seattle w USA podczas konferencji Światowej Organizacji Handlu WTO. 50 000 demonstrantów, w tym część przebranych za żółwiki i motylki, zebrało się przed Centrum Kongresowym w Seattle. Na zbudowanej przez nich "piramidzie bogactwa i wyzysku" wymalowane zostały słowa: chciwość, rasizm, mord, nienawiść, a nawet ludobójstwo. To, co przeciwnicy globalizacji chcieli wyrazić wyglądało następująco - na szczycie piramidy znajdują się koncerny, handlarze broni i ludzie bogaci, na dole ciężko harująca klasa robotnicza, środowisko naturalne i cierpiące zwierzęta rzeźne.
 Na demonstrację przybyli farmerzy ze środkowego wschodu Stanów Zjednoczonych, aktywiści ruchu ochrony lasów deszczowych z Francji, działacze Greenpeace z Ameryki Łacińskiej i Chińczycy walczący o niezawisłość Tybetu. Skandowano hasła w rodzaju "precz ze światową organizacją handlu"! Synonimem wszystkiego złego co przyniósł kapitalizm ludzkości był Bill Gates, najbogatszy człowiek świata, twórca Microsoftu, z którego demonstranci gorliwie korzystali, żeby się skrzyknąć do Seattle.
 Prezydent USA Bill Clinton skomentował awantury w Seattle w tonie raczej łagodnym, stwierdzając, że demonstranci reprezentowali miliony zaniepokojonych i zagubionych ludzi i zwrócił uwagę, że globalna komercjalizacja nie może być już więcej domeną ministrów, głów państw i przewodniczących rad nadzorczych. Sekretarz generalny ONZ Kofi Annan powiedział z okazji protestów w Seattle, że w obliczu gwałtownych zmian w handlu światowym i technologii informatycznej wielu ludzi ma poczucie krzywdy i opuszczenia.
 Policja aresztowała kilkudziesięciu przeciwników globalizacji, w tym grupę anarchistów ze stanu Oregon, którzy pstrzyli śródmieście Seattle literami "A". Demonstracje zaowocowały martyrologią. Prekursor ruchu antyglobalistów Ralph Nader doszedł nawet do wniosku, że dzięki demonstrantom klimat polityczny w USA "uległ radykalnej zmianie". Z Seattle wyrosła postać Lori Wallach, 36-letniej Amerykanki, która działa w organizacji obrony praw konsumenckich Public Citizem, założonej przez wyżej wymienionego Ralpha Nadera. Zdaniem Lori Wallach, to właśnie zorganizowana przez nią i jej ludzi demonstracja sparaliżowała szczyt w Seattle. Nie brak jest głosów, że załamanie się rozmów w Seattle, wywołane niekoniecznie czynnikami zewnętrznymi, to znaczy protestami, było początkiem rosnącego sprzeciwu wobec globalizacji. W Pradze pierwsze skrzypce w zorganizowaniu protestów przeciwko globalizacji odgrywa również kobieta, tylko że Czeszka Alice Dvorská, rzeczniczka inicjatywy przeciwko Globalizacji Gospodarki Inpeg.

Decentralizacja i samostanowienie

 Ruch przeciw globalizacji składa się z ludzi o bardzo osobliwych poglądach i z tego też powodu można go nazwać ekstremistycznym. Są to - nowość na arenie politycznej - progresywiści, do nich należy Lori Wallach, a także Zieloni, ekologowie, działacze różnych kościołów, mnisi tybetańscy, drobni przedsiębiorcy, anarchiści, komuniści i inni lewacy. A także wegetarianie. Młoda chemiczka z Brna, Alice Dvorská, jest przeciwko przemocy, ale zapewnia, że jeśli policja zaatakuje demonstrantów, to będą zmuszeni się bronić.
 Niestety, ruch antyglobalistów jest jeszcze zbyt młody, aby móc sformułować jakiś jednolity i rzeczowy program. Lewacy np. domagają się zmiany systemu z kapitalistycznego na antykapitalistyczny, ale jak ten drugi ma funkcjonować, nikt nie wie. Padają hasła o decentralizacji gospodarki i samostanowieniu, ale są to tylko hasła, brak logicznego uzasadnienia i wytycznych dla antykapitalizmu.
 W umysłach przeciwników globalizacji panuje totalny chaos. Są radykałami ale odcinają się oni od wszelkich ruchów radykalnych, a więc od neobolszewików, neonazistów, skinów i organizacji uzależnionych, ich zdaniem, od rządów poszczególnych państw. Dvorská - czytamy w obszernym artykule na temat praskiego szczytu opublikowanym na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung" - jest przekonana, że część środków pochodzących z projektu Banku Światowego dla sfinansowania ekologicznie przyjaznych źródeł energii w Czechach poszła na budowę elektrowni atomowej w Lemelinie. Wie to od organizacji "CFB Bankwatch Network".
 Eskalacja protestów od Seattle poczynając, poprzez Waszyngton i Melbourne zmusiła rząd Republiki Czeskiej do szczególnej czujności. Pracownicy banków otrzymali zalecenie, aby w czasie szczytu nie nosili swoich urzędniczych "uniformów", bo mogą oberwać od demonstrantów. Lepiej będzie, jak założą swetry i dżinsy. Wokół Centrum Kongresowego w Pradze utworzono strefę zakazaną, w której nie mogą się odbywać żadne demonstracje. Panika, jaka wybuchła w Czechach, ma swoje humorystyczne strony - nie wpuszczono do kraju wegetariańskiej kuchni polowej, której towarzyszyło trzech Holendrów i jeden Amerykanin.

Fakty i ich interpretacja

 U podstaw ruchu antyglobalizacyjnego leży sposób interpretowania oczywistych faktów. Faktem jest, że półtora miliarda ludzi zamieszkujących najbogatsze państwa na północy naszej planety zużywa trzy czwarte wyprodukowanych na świecie dóbr i usług, podczas gdy pozostałe 4,5 miliarda na południu tylko jedną czwartą światowej produkcji. Ten statystyczny fakt służył już kiedyś do skonstruowania tezy o konflikcie Północ - Południe, teraz służy grupie bogatych ideologów z bogatej Północy dla uzasadnienia antykapitalistycznej krucjaty. Prawda jest trochę inna. Otóż bogate kraje Północy nie tylko konsumują trzy czwarte produkcji światowej, ale także wytwarzają trzy czwarte i to zarówno produktów przemysłowych, jak i rolniczych. Sama Unia Europejska mogłaby wyżywić cały świat. Kraje UE produkują więcej samochodów i maszyn niż potrzebują, dysponują wszystkimi koniecznymi surowcami i mogłyby z czysto ekonomicznego punktu widzenia obyć się całkowicie bez żadnych kontaktów z Indiami, Bangladeszem i Indonezją.
 Państwa rozwijające się, które zamieszkuje trzy czwarte ludności świata, produkują tylko jedną czwartą produktu społecznego: Azja 12 procent, Ameryka Południowa 7 procent, Afryka 4 procent. Szczególnie biedne kraje Azji Południowo-Wschodniej (Indie, Pakistan, Bangladesz), zamieszkane przez 20 procent ludności świata, wnoszą tylko 2 procent do produktu światowego. Jeśli te kraje ze światowego tortu dostają mało, to nie dlatego, że obdarowały je kraje bogate, tylko dlatego, że mniej do niego wniosły niż inne.
 Brytyjski ekonomista Peter F. Drucker posłużył się następującym przykładem: gdyby oddzielono rozwijające się kraje Południa i wysoko uprzemysłowione kraje Północy murem i pozostawiono każdą z tych grup z jej surowcami, ludźmi, kapitałem, wiedzą i kulturą samej sobie, na Północy w ogóle by tego nie zauważono, Południe natomiast zostałoby całkowicie zrujnowane gospodarczo. Tymczasem ideolodzy spod znaku antyglobalizacji utrzymują, że pozostawienie Trzeciego Świata własnemu losowi spowodowałoby znaczną poprawę warunków życia w tych krajach. W rzeczywistości Trzeci Świat nie dlatego jest biedny, że ma zbyt intensywne stosunki gospodarcze z państwami uprzemysłowionymi, tylko dlatego, że te stosunki są zbyt ograniczone. Powodem biedy jest nie zainteresowanie, ale brak zainteresowania ze strony międzynarodowych koncernów.
 Najlepiej rozwijającymi się spośród byłych najuboższych krajów świata są dziś Hongkong, Tajwan, Korea Południowa i Singapur. Forsowały one konsekwentnie wolny handel i wielkie międzynarodowe koncerny stoją w kolejce, aby móc założyć w nich swoje filie. W Hongkongu najnowszy snobizm, to zatrudnianie angielskich absolwentów Oksfordu jako pomocy domowych. Współczesne kraje ubogie to obok wielu państw afrykańskich Kuba, Korea Północna i Indie, gdzie postawiono na system autarkiczny i zamknięto granice dla międzynarodowego kapitału. Powód jest prosty - dobrowolny handel jest zawsze korzystny dla obu partnerów, inaczej nigdy by do niego nie doszło. Gospodarka światowa nie jest grą o sumie zerowej, w której wygrana jednego partnera oznacza przegraną drugiego. Na wolnym handlu zyskują obaj partnerzy. Im żywsze stosunki handlowe utrzymuje jakiś naród, tym jest bogatszy. Jeśli dziś jeszcze w Indiach czy Bangladeszu ludzie umierają z głodu, to mogą za to podziękować także wielu dobrze odżywionym i doskonale płatnym zachodnim teoretykom sprawiedliwości społecznej.
 Polska, statystycznie rzecz biorąc, należy do grupy najbogatszych państw świata, jeśli sądzić po wystąpieniach niektórych naszych polityków, jest w równie tragicznej sytuacji co Bangladesz czy Pakistan. Różnica między lewakami demonstrującymi przeciw globalizacji a polskimi narodowcami przestrzegającymi przed zagrożeniami ze strony zagranicznego kapitału jest w istocie żadna. I jedni, i drudzy chcą na niewiedzy prostych ludzi, na analfabetyzmie ekonomicznym społeczeństwa zbić polityczny kapitał i przejąć rządy dusz.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie