Apetyt na pudło

Redakcja
Sen o medalach (2)

KRZYSZTOF KAWA

KRZYSZTOF KAWA

Sen o medalach (2)

Przed tygodniem marzyliśmy o trofeach lekkoatletów. Ale przecież oni stanowią tylko jedną szóstą naszej 184-osobowej ekipy na wrześniowe igrzyska w Sydney.

Sen drugi. Tym razem o medalach zestrzelonych, wyłowionych z wody, albo tak ciężkich, że mogą je podnieść tylko nasi ciężarowcy.
Nie bez powodu zaczynamy od strzelnicy. Przecież właśnie tam Polska zdobyła pierwszy złoty medal ostatnich igrzysk w Atlancie. Ponieważ był to w ogóle pierwszy medal tamtej olimpiady, Renata Mauer odbierała go z rąk przewodniczącego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, Juana Antonia Samarancha. Strzelectwo to trochę loteryjna dyscyplina. Faworytom, a za taką uchodzi teraz Mauer-Różańska, bardzo trudno powtórzyć osiągnięcia.
 Liczymy, że tym razem los obdarzy szczęściem także Jerzego Pietrzaka, jedynego w olimpijskiej ekipie obok koszykarek reprezentanta Wisły Kraków. W Atlancie Pietrzak był tuż za podium. Po powrocie poważnie myślał o zakończeniu kariery. Niewielu doceniło jego sukces, warunki do treningów pogarszały się, a strzelectwo to bardziej hobby niż zawód. Znalazł jednak w sobie motywację do żmudnej pracy. Po cichu, ale pewnie zdobył nominację w konkurencji pistoletu pneumatycznego. Jeśli mielibyśmy typować "czarnego konia" w Sydney, postawilibyśmy na Pietrzaka. Krakowianin ma 38 lat, ale co to za wiek w tym sporcie, skoro Krzysztof Kucharczyk ma 5 lat więcej (najstarszy w olimpijskiej ekipie) i jadąc na igrzyska po raz czwarty, poważnie myśli o sukcesie życia.
 Tak, ani chybi, ustrzelą jakiś medal.

Woda - nasz żywioł

 Sydney to miasto portowe, dla naszych żeglarzy i deskarzy miejsce wprost wymarzone. Woda od pewnego czasu jest polskim żywiołem.
 Można by ich nazwać "Pokolenie rocznik 70". Cała dziewiątka żeglarzy to ludzie młodzi lub bardzo młodzi. Najmłodszy Przemysław Miarczyński (klasa Europa) ma 21 lat. To znakomity wiek, przekonał nas o tym przed czterema laty 25-letni dziś Mateusz Kusznierewicz. Jego złoty medal w klasie Finn stał się inspiracją dla żeglarzy we wszystkich klasach i kategoriach. Kusznierewicz osiągnął wszystko - jest mistrzem olimpijskim, świata (w tym roku po raz drugi) i Europy, prowadzi ustabilizowane materialnie życie, a mimo to nie zatracił apetytu na sukcesy. Może nie wygrać, jeśli nie trafi na sprzyjające wiatry, lecz trudno sobie wyobrazić, by znalazł się poza podium.
 Ci, którzy podążają jego śladem, też są bez kompleksów. Na przykład Anna Gałecka, startująca w klasie Mistral, która trenuje w Australii już od początku sierpnia, twierdzi, że obawia się jedynie rekinów. Paweł Kacprowski i Paweł Kuźmicki na jachcie klasy 49-er odnosili wielkie sukcesy wśród juniorów. W Sydney okaże się, czy wydorośleli.
 Na akwenach, tyle że zamkniętych, będą walczyć kajakarze i wioślarze. Historia uczy, że to najmniej przewidywalni ludzie.
 Podczas ostatnich mistrzostw Europy osady kanadyjkarzy - Paweł Baraszkiewicz i Daniel Jędraszko oraz Baraszkiewicz i Michał Gajownik - wygrywały jak na zawołanie. A przecież na poznańskim torze Malta mieli za rywali wszystkich najgroźniejszych zawodników. Świetnie wypadły także kajakarki Beata Sokołowska i Aneta Pastuszka, brązowy medal na 500 m zdobyła Elżbieta Urbańczyk, tyle że w nieco słabszej obsadzie. Z dwójki kajakarzy Marek Twardowski - Adam Wysocki, ten pierwszy szybko dochodzi do pełnej dyspozycji po kontuzji. Naszymi atutami powinni też być Grzegorz Kotowicz w K-1 oraz osada K-4 (Adam Seroczyński, Marek Witkowski, Dariusz Białkowski, Paweł Łakomy).
 Tyle że równie duży optymizm panował przed wyjazdem do Atlanty, a skończyło się na jednym, najskromniejszym medalu. Są tacy, którzy przestrzegają, że wnioski z tamtej porażki nie zostały wyciągnięte. Bo przecież znów kajakarze spędzają bardzo istotne tygodnie przed wyjazdem w Wałczu. Nowością, i co tu dużo mówić, ryzykownym eksperymentem, są zabiegi w kriokomorach.
 Nieco ciszej jest o wioślarzach, z których także żaden nie przekroczył 30. roku życia. Podczas ostatnich sprawdzianów bodaj najbardziej zawodziła czwórka bez sternika, mająca olimpijską nominację od ubiegłorocznych mistrzostw świata. Do Sydney leci aż siedem osad, tak licznej reprezentacji nie mieliśmy nigdy wcześniej. Plan minimum to wejście czterech osad do finałów, dwie z nich mają walczyć o medale. Najwięcej szans daje się dwójce podwójnej wagi lekkiej: Tomasz Kucharski - Robert Sycz, dwukrotnym mistrzom świata.

Kanadyjkarze wiedzą jak

 W Małopolsce oczekujemy na dobre wyniki slalomistów. Reprezentacja kajakarzy górskich liczy 6 osób: w K-1 Beata Grzesik z AZS AWF Kraków, w C-1 Krzysztof Bieryt ze Startu Nowy Sącz i dwie załogi kanadyjkarzy: Krzysztof Kołomański - Michał Staniszewski oraz Sławomir Mordarski - Andrzej Wójs (trzej ostatni AZS AWF Kraków). Na ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Hiszpanii nie udało się wywalczyć miejsca w K-1 mężczyzn.
 Wicemistrzowie świata Kołomański i Staniszewski w tym sezonie regularnie plasowali się w pierwszych trójkach Pucharu Świata (w klasyfikacji końcowej zajęli 2. miejsce) i w Sydney mają realne szanse na osiągnięcie takiego wyniku. Twierdzą, że nie zawiodą, bo są mądrzejsi o doświadczenia z Atlanty, dokąd udali się w glorii mistrzów świata i przeżyli spore rozczarowanie. Z pewnością na dobre wychodzi im rywalizacja z Mordarskim i Wójsem. W C-1 Bieryt walczył o miejsce w składzie z Mariuszem Wieczorkiem. Żaden z nich jednak nie zgłosił w międzynarodowej obsadzie medalowych aspiracji.
 Słabo spisywała sie także wicemistrzyni świata Beata Grzesik. W Pucharze Świata i mistrzostwach Europy miała kłopoty z kwalifikowaniem się do finałów. Może brakowało jej luzu, bo wprawdzie to ona wywalczyła olimpijskie miejsce dla Polski w K-1, lecz mogła obawiać się, że zdystansuje ją Katarzyna Chwastowicz lub Agnieszka Stanuch. A może po prostu forma przyjdzie dopiero we wrześniu.

Jędrzejczak jest nasza!

 W pływaniu rezerwujemy sobie prawa do trofeum Otylii Jędrzejczak. Problem w tym, że podobne rości sobie województwo śląskie. To fakt, że nasza najlepsza delfinistka nadal reprezentuje Pałac Katowice, ale dla nas istotniejsze jest to, że prawdziwy postęp zrobiła dopiero po przyjściu do krakowskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Nawet jej trenerka Maria Jakóbik zwróciła nam przed rokiem uwagę, by traktować Otylię jak krakowiankę. Podporządkowaliśmy się tej dyrektywie nawet nie przypuszczając, że wkrótce Jędrzejczak stanie się największą nadzieją pływackiej ekipy na igrzyska. Zdecydował o tym zarówno progres w osiąganych przez 17-latkę czasach, jak i tytuł wicemistrzyni na 100 m i mistrzyni Europy na 200 m motylkiem z rekordem kraju 2.08,63.
 Australijka Susan O’Neill pobiła w czerwcu rekord świata na tym dystansie i jest on już o 3,5 sekundy lepszy od rekordu Polski, lecz w rywalizacji olimpijskiej wyniki Polki dają nadzieję na medal. Marzą o tym także znacznie bardziej doświadczeni Alicja Pęczak (100 i 200 m stylem klasycznym) i Mariusz Siembida (100 m stylem grzbietowym) oraz trenujący na co dzień w Stanach Zjednoczonych Bartosz Kizierowski (50 i 100 m st. dowolnym, 100 m grzbietowym; wszyscy sztafeta 4x100 m st. zmiennym).
 Szkopuł w tym, że nasi pływacy jakoś zawodzą na igrzyskach. Bez wielkich zdobyczy powracali z olimpiad nawet rekordzista świata na 400 m kraulem Artur Wojdat (brąz w 1988 roku) oraz mistrz świata i Europy Rafał Szukała (5. w 1996).
 Pływać na chwalonym przez wszystkich obiekcie w Sydney (bardzo "szybka" woda, w której niemal nie czuć chloru) będą też Dorota Idzi, Paulina Boenisz i Igor Warabida, ale będzie to dla nich tylko jedna z konkurencji pięcioboju nowoczesnego. W tej dyscyplinie mamy wspaniałe olimpijskie tradycje. Wystarczy przypomnieć podwójnego złotego medalistę z Barcelony Arkadiusza Skrzypaszka, a wcześniej mistrza olimpijskiego i dwukrotnie świata Janusza Peciaka. Ten ostatni, pracując od 15 lat w Stanach Zjednoczonych, zdołał już wychować zawodnika, który zdobył w sztafecie mistrzostwo świata (Chad Senior), a w Australii będzie rywalizował z Warabidą.

Podrzucą, ile trzeba

 Nadchodzą najciężsi. Oto "Kruszyna", czyli mistrzyni świata w judo Beata Maksymow. Za nią ważący do stu kilogramów Paweł Nastula i przekraczający tę wagę Rafał Kubacki. Ursus dał sobie radę z Krotonem, ale w Sydney rywale będą lepiej wyszkoleni. Może jednak "pękną" na widok jego rzymskiej brody? Nastula jak Kubacki, nie zachwycał w ostatnich miesiącach, miał nawet kłopoty z olimpijską nominacją.
 Na zapaśniczej macie w Atlancie było wybornie, aż trzy złote medale, po jednym srebrnym i brązowym. Andrzej Wroński jest już dwukrotnym mistrzem olimpijskim. Trzy razy wygrał tylko legendarny za życia Aleksander Karelin. W memoriale Pytlasińskiego, ostatnim poważnym sprawdzianie przed Sydney, nasi mistrzowie stylu klasycznego: Dariusz Jabłoński (kat. 54 kg), Włodzimierz Zawadzki (63), Ryszard Wolny (69) i Wroński (97) - wygrywali. Odwrotnie jak w turnieju Ziółkowskiego Marek Garmulewicz, mistrz Europy, brązowy medalista mistrzostw świata w stylu wolnym.
 Do innego rodzaju sportów walki należy szermierka, w której rewelacją ostatnich miesięcy jest 19-letnia florecistka Sylwia Gruchała. Mistrzyni Europy seniorek zdała maturę i egzaminy na studia, po czym wygrała ostatnie zawody Pucharu Świata w Moskwie (inna sprawa, że nie były one najmocniej obsadzone). Florecistki niemal gwarantują nam medal w drużynie, podobnie jak szabliści: Norbert Jaskot, Marcin Sobala i Rafał Sznajder.
 Medale leżą także na pomoście, wystarczy je podnieść. Zabraknie wprawdzie zdyskwalifikowanego za stosowanie dopingu brązowego medalisty z Atlanty, Andrzeja Cofalika, lecz wybierają się na antypody 19-latkowie Szymon Kołecki i Agata Wróbel. Oboje są pewni siebie i przygotowani na pobicie, w razie czego, rekordów świata. Kołecki, na przykład, ma taką taktykę - w rwaniu zalicza dwa, trzy mocne podejścia, tak by nie stracić za dużo do czołówki. Po czym podrzuca, ile trzeba. Bo, jak mówi, o sukcesie w ciężarach decyduje podrzut. W trakcie przygotowań dużo śpi - w nocy, po śniadaniu, po obiedzie. Oby nie przespał swej szansy!
 Przed czterema laty miłą niespodziankę brązowym medalem w drużynie sprawiły nam łuczniczki. Tym razem w składzie jest Agata Bulwa z Dąbrowy Tarnowskiej, brązowa medalistka halowych mistrzostw świata z 1999 roku. Ten tytuł wcale nie dawał jej olimpijskiej przepustki. Miejsce w ekipie wywalczyła po miesiącach starań, na ostatnich zawodach Pucharu Europy.

Wielka niewiadoma

pod koszem i na trawie

 W Sydney ze szczególnym zainteresowaniem będziemy obserwować przebieg dwóch turniejów w sportach zespołowych: koszykówki kobiet i hokeja na trawie mężczyzn.
 Trenerzy Tomasz Herkt i Andrzej Nowakowski z Wisły (kierownikiem drużyny będzie prezes tego klubu Ludwik Miętta) zabierają aż cztery krakowianki: Patrycję Czepiec, Ilonę Madrą, Annę Wielebnowską i Krystynę Szymańską-Larę. Dyspozycja tej ostatniej po ciężkiej kontuzji nogi do końca będzie wielką niewiadomą. Wszyscy jednak wiedzą, jak istotną rolę Lara odgrywa w zespole mistrzyń Europy, znamy też rezultaty spotkań kontrolnych rozgrywanych bez niej i Małgorzaty Dydek (do początku sierpnia występowała w rozgrywkach amerykańskiej WNBA). Obawy dotyczą obu nieobecnych, pierwsza przez ostatnie miesiące nie grała wcale, druga być może za dużo. W drugiej połowie sierpnia mogą jeszcze nastąpić zmiany w ekipie. Cel minimum, jakim jest dla debiutujących na igrzyskach koszykarek co najmniej wyjście z grupy eliminacyjnej, pozostaje bez względu na okoliczności aktualny.
 To samo dotyczy laskarzy, którzy swym awansem na igrzyska sprawili sporą niespodziankę. W grupie mają Australię, Indie, RPA, Koreę Południową oraz Hiszpanię. Cieszą się, że nie trafili na mistrzów olimpijskich i świata, czyli Holendrów, oraz Niemców i Brytyjczyków. Także Malezja, z którą nie udało się nam wygrać ani razu w czterech meczach towarzyskich, gra w drugiej grupie. Do półfinałów awansują po dwie najlepsze drużyny. Jedziemy po medal, choć oczywiście nie możemy go obiecać - mówi napastnik Piotr Mikuła, który strzelił Brytyjczykom w Osace pięć goli.
 Kto powiedział, że bez szans są tenisiści stołowi Lucjan Błaszczyk i Tomasz Krzeszewski (szczególnie w duecie), albo kolarze Zbigniew Spruch, Grzegorz Gwiazdowski, Piotr Wadecki czy torowiec Grzegorz Krejner? Czy skok w Sydney gimnastyka Leszka Blanika nie okaże się bardziej nokautujący dla rywali niż ciosy bokserów: Andrzeja Rżanego, Mariusza Cendrowskiego, Pawła Kakietka, Wojciecha Bartnika i najcięższego Grzegorza Kiełsy?
 Futuryści z PKOl zapowiadają co najmniej 20 medali, o trzy więcej niż w Atlancie, gdzie przecież nie sposób było narzekać. Liczba 20 stała się obowiązująca od ubiegłego roku, gdyż nasi zawodnicy tyle właśnie razy stawali na podium podczas mistrzowskich imprez w konkurencjach olimpijskich. Mamy żelaznych faworytów, z których część oczywiście zawiedzie i liczymy na niespodzianki, których nie sposób... policzyć.
 Ale śnić o nich możemy jeszcze cały miesiąc.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie