Arogancja władzy

Redakcja
Kryzys paliwowy pokazał, że wyborcy europejscy są znacznie bardziej wrażliwi i drażliwi niż mogłoby się zdawać najbardziej doświadczonym politologom. Politycy mają coraz większe trudności ze zdobyciem zaufania swoich dotychczasowych zwolenników na czas dłuższy. Ci, co byli za, w mgnieniu oka, z szybkością iście internetową zmieniają stanowisko i są przeciw. W Niemczech nieustająca kampania polityków i mediów lewicowych zmierzająca do całkowitego skompromitowania byłego kanclerza Helmuta Kohla i jego zwolenników nie umocniła - wbrew oczekiwaniom - pozycji Gerharda Schrödera. Wystarczyła tylko jedna iskra, niezadowolenie z rosnących cen benzyny, aby popularność socjaldemokratycznego kanclerza poleciała na łeb na szyję. To samo zdarzyło się w przypadku Tony’ego Blaira i Lionela Jospina. Ale w błędzie są ci obserwatorzy, którzy spadek popularności socjalistów w tych trzech najpotężniejszych krajach Europy uzasadniają wyłącznie kryzysem paliwowym. Ludzie są zniechęceni i oburzeni arogancją władzy, nowym stylem rządzenia, który opiera się na dzieleniu dóbr bez udziału społeczeństwa. Rząd brytyjski chce nam wmówić, że przyczyna obecnych protestów jest taka sama jak w czasie kryzysu lat siedemdziesiątych. Jest to kłamstwo. Ci, którzy wówczas doprowadzili do zapaści w Europie, mieli na celu korzyści materialne, chcieli więcej pieniędzy i torpedowali wszelkie poczynania modernizacyjne. Dziś - twierdzi znany pisarz brytyjski Frederick Forsyth - mamy do czynienia z nową dyktaturą, dyktaturą jednego człowieka, Tony’ego Blaira. Zdaniem Forstyha, w Wielkiej Brytanii przestały się liczyć głosy parlamentarzystów, posłów z tylnych ławek Izby Gmin, którzy mają coś do powiedzenia na temat trosk i lęków obywateli. W przeszłości ci właśnie ludzie byli okiem i uchem mądrego premiera, dziś ich zadaniem jest pełna lojalność, chwalenie i popularyzowanie w okręgach wyborczych wielkości Tony’ego Blaira. Nie inaczej jest w Republice Federalnej Niemiec, gdzie decyzje polityczne i gospodarcze, zachowanie, a nawet styl życia kanclerza podporządkowane są jednemu celowi - popularności. Doprowadziło to do sytuacji, w której nikt nie jest zadowolony z populistycznych obietnic Schrödera. Biedni nie skaczą z zachwytu, że urzędy socjalne dadzą im na otarcie łez parę marek na olej opałowy, średnio zamożni, że będą mogli policzyć sobie o 20 fenigów więcej za ryczałt od litra benzyny, a bogaci zastanawiają się, czy będzie ich stać na zwiększenie zatrudnienia. Wszyscy czują się oszukani i opuszczeni przez rządzących.

Europa i reszta świata

Socjaliści, świadomi przemian zachodzących w świecie zachodnim, zmienili kierunek swojej polityki, choć twierdzą, że go tylko skorygowali. Autorem koncepcji nowej polityki lewicy nazywanej "trzecią drogą" był Tony Blair, labourzystowski premier Wielkiej Brytanii. W ślad za nim pospieszył socjaldemokratyczny kanclerz RFN Gerhard Schröder, z ociąganiem i niechętnie przyłączył się do tego grona francuski premier Lionel Jospin. Schröder, który objął władzę w RFN najpóźniej z tej trójki, ma jeszcze dwa lata na walkę o utrzymanie swojej wciąż jeszcze dość wysokiej pozycji na skali popularności. Blair i Jospin mają znacznie trudniejszą sytuację. Wybory parlamentarne we Francji i Wielkiej Brytanii odbędą się już w roku 2001 i właśnie teraz, kiedy notowania lewicy powinny rosnąć - spadają.
 Nie lepiej jest we Francji. Lionel Jospin stracił w kilka dni 20 procent na skali popularności i cieszy się poparciem mniej niż 40 procent społeczeństwa. Jospin, który zamierza startować w wyborach prezydenckich, znalazł się w tyle za Jacques’em Chirakiem. Jeszcze nigdy w historii V Republiki żaden premier nie upadł tak nisko w notowaniach. Nikt już nie chce słuchać, że wysoka akcyza od paliw służy społeczeństwu, najbiedniejszym oraz socjalnie słabym. Nikogo nie bawią dobre rady lewicowych ekologów, że dla zdrowia narodu lepiej chodzić piechotą albo jeździć tramwajem. Ludzie nie chcą mniej jeździć, oni chcą jeździć taniej. Na dodatek w rządzie francuskim wybuchła panika i zamieszanie. Zieloni chcą zmusić obywateli do zmniejszenia zużycia benzyny, a komuniści odwrotnie, nawołują do akcji protestacyjnych przeciwko zwyżkom cen benzyny i przeciwko rządowi, w którym uczestniczą. Rządzący we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii najwyraźniej nie wiedzą, czego oczekują ich poddani i czy istotnie biedni chcą tego, co im góra daje. Socjaliści europejscy muszą poszukiwać nowej, czwartej drogi. Podział na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych już się przeżył. Dobroczynność państwa nie zdała egzaminu. Nie istnieje nic takiego jak ścieżka między kapitalizmem a socjalizmem. Europejczycy na Zachodzie oczekują powrotu do kultury sprawowania władzy, gdzie jest miejsce na przeproszenie i przyznanie się do winy. Błędów władzy nie da się już ukryć i nie da się już robić z obywateli idiotów.
KG

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie