Azoty, czyli całe życie Szczypińskich

Azoty, czyli całe życie Szczypińskich

Andrzej Skórka

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Tarnów. Zbigniew Szczypiński urodził się w Brześciu, ale przypadek sprawił, że trafił do Azotów. Witold Szczypiński miał inne plany, a jednak poszedł w ślady ojca. Dziś jest dyrektorem firmy
Końcówka lat 60. Zbigniew Szczypiński (pierwszy z lewej) oprowadza po rozbudowywanych zakładach rządową delegację

Końcówka lat 60. Zbigniew Szczypiński (pierwszy z lewej) oprowadza po rozbudowywanych zakładach rządową delegację ©Archiwum rodzinne

Zbigniew brał udział w rozbudowie Azotów, która fabrykę z Mościc w latach 60 i 70 wyniosła do rangi największej w tamtych czasach firmy chemicznej w kraju. Za czasów Witolda zakłady rozrosły się w Grupę Azoty - jednego z gigantów w skali europejskiej. Ale już niestety nie za sprawą rozbudowy Tarnowa. Szczypińscy. Ojciec był przed 40 laty dyrektorem technicznym firmy z Mościc. Jego syn od kilku lat jest wiceprezesem spółki, a od kilkunastu dni także dyrektorem generalnym tarnowskich zakładów.

Prosty biurowy budynek kilkadziesiąt metrów w głębi fabryki. W środku czas jakby dawno temu stanął w miejscu. Na parterze posadzka z popularnego w minionej epoce lastryko, na ścianach coś a'la lamperia. Nie tak, jak w reprezentacyjnej, głównej siedzibie Azotów. Dopiero na piętrze robi się bardziej współcześnie.

Gdzieś w okolicy sali, w której przez całą dobę pracują dyspozytorzy zakładów. Kilka drzwi dalej urzęduje Witold Szczypiński. Od kilkunastu lat, odkąd objął stanowisko dyrektora technicznego Azotów. - Nie lubię wielkich gabinetów. Tu się najlepiej czuję - mówi .

Sentyment do miejsca


Gabinet jakich wiele. Niby nic szczególnego, a jednak. Dla wiceprezesa spółki ma znaczenie sentymentalne. - W tym samym pokoju pracę w Mościcach zaczynał pod koniec lat 50. mój ojciec - mówi.

Szczypińskiego-seniora z Mościcami związał przypadek. Urodził się w Brześciu nad Bugiem, w rodzinie kolejarskiej. - Dziadek był maszynistą kolei carskiej. I co jakiś czas rodzina rzucana była po różnych miastach - wspomina Witold Szczypiński. Jego ojciec kształcił się w najpierw w Częstochowie, potem w Piotrkowie. W 1931 r. rozpoczął studia na Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej. Tuż przed wybuchem wojny dostał dyplom specjalisty od technologii materiałów wybuchowych.

Skazany na Sarzynę


Po wojnie też nie od razu trafił do Mościc. Odbudowywał fabrykę materiałów wybuchowych w Krupskim Młynie, pracował w Złotym Stoku, Mąkolnie, wreszcie w chemicznych zakładach w Bydgoszczy. Awansował tam na dyrektora ds. technicznych i inwestycji. Być może osiadłby na Kujawach na stałe, gdyby nie tragiczny wypadek w zakładach.

W eksplozji na wydziale produkującym materiały wybuchowe zginęło 13 osób. Było kilkudziesięciu rannych. Władza oskarżyła Zbigniewa Szczypińskiego o niedopełnienie obowiązków i sabotaż gospodarczy. - Takie były czasy, że ktoś musiał być winny. No i padło na kilku, w tym na ojca - stwierdza Witold Szczypiński.

Wyrok inż. Szczypiński miał odpracowywać w zakładach chemicznych w Sarzynie. I to właśnie tam urodził się Witold Szczypiński. - Gdy miałem cztery lata, przeprowadziliśmy się do Tarnowa. Dlatego śmiało mogę powiedzieć, że czuję się mościczaninem - deklaruje.

Inżynierskie osiedle


W Mościcach Szczypińscy zamieszkali przy ul. Głogowej. W jednej z dawnych willi inżynierskich. Z tym, że po wojnie zaadaptowanej na trzy mieszkania dla pracowników fabryki. Parę lat później Zbigniew Szczypiński, już jako dyrektor techniczny, z rodziną przeniósł się do odrębnej inżynierskiej willi stojącej praktycznie vis a vis zakładów.

Cień Azotów w niczym nie zakłócił małemu Witoldowi dzieciństwa. - Mościce były czymś pośrednim między miastem i wsią. Do ulicy Chemicznej było miasto, na zachód wieś. Pamiętam dzikie brzegi Dunajca, mnóstwo zieleni w dzielnicy.

Zanieczyszczenia? Choć wtedy ich emisja była ponad dwukrotnie większa niż obecnie, nie miałem o tym pojęcia - wspomina.
Mimo że dorastał w rodzinie inżyniera, początkowo taki fach w ogóle go nie pociągał. Po podstawówce nie wybrał technikum, tylko mościckie IV LO. - Ogólne wykształcenie było lepsze w sytuacji, gdy młody człowiek nie bardzo jeszcze wiedział, czym będzie chciał zajmować się w przyszłości - mówi.

Oczyszczenie


Jakim cudem Zbigniew Szczy-piński w końcu zakotwiczył w 1959 r. Mościcach? Po prostu kolejny raz został służbowo przeniesiony i zatrudniony w Azotach na stanowisku głównego inżyniera produkcji. Sprawa "wypadków bydgoskich" ostatecznie wyjaśniła się w 1962 r. Szczypiński doczekał się wówczas rehabilitacji, a jego kara została wymazana.
« 2

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo