Babciu, przytul mnie, dziadeczku, pamiętaj, że bardzo cię kocham

Majka Lisińska-Kozioł
Babcia Zosia z wnuczkami starszą Anią i młodszą Sonią. Jak zawsze  w dobrej komitywie
Babcia Zosia z wnuczkami starszą Anią i młodszą Sonią. Jak zawsze w dobrej komitywie Andrzej Banaś
Reportaż. Są wyjątkowi. Z otwartymi ramionami powitali na świecie wnuki; i te zdrowe, i te nieuleczalnie chore. Babcia Zosia piecze serniki oraz pyszne szarlotki. Jest na każde zawołanie Ani i Soni. Dziadek Janek to specjalista od usypiania małej Gabrysi.

Ania miała być przede wszystkim zdrowa. Ale Bóg dał rodzicom córcię z przepukliną rdzeniowo kręgową. To oznaczało, że będzie dziewczynką niepełnosprawną. W dodatku zabiegi ratujące jej życie sprawiły, że ma dziś spore ograniczenia w rozwoju.

- Nie założono jej w porę zastawki i płyn rdzeniowy zbierał się w głowie, siejąc spustoszenie w mózgu. Gdyby lekarze tego dopilnowali, moja Ania byłaby zupełnie inną dziewiętnastoletnią panienką - mówi babcia Zosia. - Ale dziś nie ma co się oglądać za siebie. No, chyba żeby powspominać miłe chwile.

Bo z Anią bywa przecież fajnie. Jej znakomita pamięć nieustająco zachwyca babcię . Do dziś nie zapomniała, gdzie przed laty były razem, w jakie zabawy najchętniej się bawiła, co lubiła jej najlepsza koleżanka.

Dziadek
Dziadek Janek ma tylko Gabrysię. Jego wnuczka nie mówi, nie siedzi i nie chodzi. Urodziła się w ciężkiej zamartwicy z zespołem wad wrodzonych, w pierwszym roku życia przeszła cztery poważne operacje. Karmiona jest przez pega wprost do brzuszka sześć razy na dobę. Co jakiś czas zdarzają się dni, gdy mięśnie dziecka się naprężają. Mała cierpi, a dziadkowi pęka serce.

Codziennie, od pięciu lat, toczy się walka o życie dziewczynki. O to, by było jej jak najlepiej, starają się lekarze, pielęgniarki i terapeutki z Hospicjum Domowego Alma Spei. I cała rodzina.

Dziadek wiedzie prym, bo jest od dziesięciu lat na emeryturze.

Przez długi czas zawoził wnusię do specjalistycznego przedszkola. Teraz robi to mama, ale gdy mała nie może zasnąć, dziadka Janka nie da się zastąpić.

- Słuch został mojej wnusi absolutny - mówi dziadek. - Przez to budzi ją każdy szmer i z usypianiem są kłopoty. A ja mam proszę pani starczą cierpliwość. I - jak śmieje się rodzina - rękę Kaszpirowskiego.

Bo gdy mała nie może wpaść w objęcia Morfeusza ani przy mamie, ani przy babci - wystarczy, że dziadek pogłaszcze wnusię, zagada cichutko i w kwadrans sen otula Gabrysię delikatną, ciepłą kołderką.

Babcia
Babcia Zosia pokochała Anię całym sercem. Cierpliwie uczyła ją pierwszych słów, opowiadała bajki, czytała ulubione książeczki. - Wiedziałam, że córce jest ciężko, a jednak powiedziała kiedyś: dobrze się stało, że mamy Anię. Bóg wiedział, że u nas będzie miała dobre życie, że nie damy jej na zmarnowanie. Byłam dumna z mojego dziecka i z mojej wnusi, która centymetr po centymetrze, minuta za minutą zdobywała kolejne umiejętności, poznawała świat i lgnęła do ludzi.

Gdy Ania miała 5 lat, babcia poszła na wcześniejszą emeryturę, żeby pomóc w opiece nad wnuczką i żeby jej mama mogła wrócić do pracy. - W tedy jeszcze żył mój mąż i łatwiej było nam się we trójkę przemieszczać. Robiliśmy więc wypady za miasto, jeździliśmy na działkę - opowiada babcia Zosia.

Po kilku latach - niespodzianka. W rodzinie urodziła się Sonia, dziś prawie siedmiolatka. Zdrowa, rezolutna, drobna i z wielkim, kochającym sercem. - Moja druga wnusia; zdolna, mądra, śliczna i przywiązana do starszej siostry.

A nie ma większej radości dla babcinego serca jak bliskość między wnuczkami. - Mam wiele satysfakcji, gdy patrzę, jak Sonia pomaga Ani; a to włączy jej komputer, a to poprawi rysunek, a to uściska siostrę, a to upomni, żeby odłożyła na talerzyk kolejny kawałek ciasta.

Bo Ania uwielbia słodycze. I tę słabość ma chyba po babci. - Dla łakoci bez żalu mogłabym zrezygnować z obiadu - śmieje się pani Zosia. No i piecze co tydzień obu swoim wnusiom domowy żółciutki serniczek albo szarlotkę tak pyszną, że nawet na myśl o niej cieknie ślinka.

Ale jak Ania z ciastem przedobrzy, babcia ordynuje jej rundkę na wózku wokół mieszkania. Żeby mogła spalić choć trochę ciasteczkowych kalorii.

Babcia z trzymaniem linii nie ma problemu. Każdego dnia ma zapewniony 15-minutowy marsz od siebie do domu córki. Rano
mama odwozi dzieci do szkoły, a po południu, gdy wracają - czeka na nie babcia. Z obiadem, z dobrym słowem, z uśmiechem. No, chyba że któraś wnuczka nie idzie do szkoły; wtedy babcia melduje się przed śniadaniem.

Dziadek
Nie jest łatwo pogodzić się z losem, gdy człowiek wymarzył sobie zdrową wnuczkę, a ten zsyła mu bezbronne i chore maleństwo. Bo przecież każdy dziadek ma coś do opowiedzenia, coś do przekazania. A z Gabrysią pogadać się nie da. Można się tylko troszczyć o nią i modlić, żeby nie było gorzej.

- Chcemy, żeby żyła i żeby z nami była. O to się staramy, bo nawet dziecko, które nie mówi - rozróżnia wyczuwa dobro i miłość. Czuje troskę i delikatność, ale też strach oraz zniecierpliwienie opiekuna.

Gabrysia wie, że dziadkowi się nie spieszy, że nerwy zostawił w swoim mieszkaniu, na piętrze, więc gdy staje przy Gabrysinym łóżeczku, czas płynie tylko dla nich obojga. Dziadek wysyła sygnały, a Gabrysia je odbiera. - Porozumiewamy się bez słów. Kto wie, może nadajemy na tych samych falach?

Babcia
Sonia jest samodzielna, ćwiczy karate, tańczy hip-hop, pięknie maluje, ale lubi być doceniona. A tak pochwalić jak babcia Zosia nie potrafi nikt na świecie. No, a Ania chce bliskości, więc na ogół wita babcię słowami: a przytulisz mnie mocno? I babcia wnusię przytula. - Kocham tę moją Anię nadzwyczajnie - mówi. - Jest łagodna, spokojna, ale uparta. Potrzeba wiele cierpliwości, żeby ją do czegoś przekonać i sama nie wiem skąd, ale cierpliwość mam anielską.
Sonia ma mnóstwo zajęć i drugie tyle pomysłów. Ale jak trzeba jej pomóc odrobić lekcje - babcia jest na miejscu. W rewanżu młodsza wnuczka maluje dla niej urokliwe obrazki. Ania dorzuca do nich czerwone serduszka; ich rysowanie ćwiczyła miesiącami. Dlatego w babcinej szufladzie laurek i rysunków od wnuczek uzbierała się już pełna teczka. - Bo ja proszę pani żadnego dowodu miłości nie wyrzucam. Mam wszystkie, co do jednego. Ale mam też wiele fajnych wspomnień. Choćby z wakacji.

Dziadek
Gabrysia lubi słuchać bajek. Spokojnieje wtedy i rozluźnia się. Jak przychodzi pora, dziadek opowiada i te o krasnoludkach, i o sierotce Marysi, i o czerwonym kapturku, o świnkach, kotkach oraz złotych rybkach.

I specjalnie dla wnuczki nauczył się grać na organkach. Ma w repertuarze i żwawe krakowiaczki, i spokojne kołysanki. On gra, a ona słucha. - Wiem, że chore dziecko potrzebuje pomocy całej rodziny. Tata i babcia Gabrysi dają pieniądze, bo pracują. Jej mama całodobową obecność. A ja - mówi dziadek Janek - daję jej cierpliwość. I piosenki, które mała tak lubi. I czas w upalny dzień pod drzewem w ogrodzie oraz poczucie bezpieczeństwa w zimowe wieczory.

Babcia
Wyjazd z Anią to poważne logistyczne przedsięwzięcie. W domu ma prysznic, pod który może wjechać wózkiem, w pokoju specjalny podnośnik, bo dziś podniesienie jej w pojedynkę to zadanie prawie niewykonalne. Na wakacje trzeba więc wybierać się w miejsca dla niej przyjazne.

Gdy była mała, babcia Zosia zabierała ją nad morze albo na turnusy rehabilitacyjne. Teraz jeżdżą co roku do ukochanej cioci Heleny. - Jest nam tam dobrze. Ania słucha ludowych piosenek, które ciocia Helena śpiewa specjalnie dla niej. Na Sonię czeka basen, a na wszystkich zdrowe jedzenie, świeże powietrze i relaks.

Podczas najbliższych ferii Sonia pewnie poszaleje na sankach. Ania zostanie z babcią. Będą spacerować po Rynku i Plantach. Wstąpią do kawiarenki, posiedzą, pogadają. - Bo Ania jest smakoszem kawy - wyjaśnia babcia Zosia. - Będziemy też pisać na komputerze. Moja starsza wnusia to uwielbia.

Ania pisze sylabami, babcia siedzi obok i służy pomocą. Będzie fajnie i wesoło, także wtedy, gdy wpadnie zaprzyjaźniona pielęgniarka albo wolontariuszka z hospicjum Alma Spei. Bo Ania to bardzo towarzyska nastolatka.

Dziadek
- Człowiek w moim wieku, proszę pani - bierze życie, jakie jest. Nie myśli o tym, co mogło być i przywyknie nawet w końcu do hospicyjnego auta przed domem. Ale i on chciałby kiedyś usłyszeć: - Dobrze, że jesteś, dziadeczku.

I Gabrysia - mała, chora dziewczynka też by tego chciała. Tylko że nie umie wyrazić swojej miłości słowami. Zmienić to może tylko cud. A te się przecież czasem zdarzają. Tymczasem dziadek i wnuczka trwają sobie jedno przy drugim. Dziadek bierze Gabrysię na ręce, a ona opiera policzek na jego policzku. - To taka nasza "przytulanka". Czuję, że mała to lubi, a dla mnie ta bliskość to czysta przyjemność.

Babcia
Ania i Sonia mają więcej szczęścia niż Gabrysia, bo mogą swojej babci powtarzać każdego dnia, że za nią przepadają. - No i obie, najchętniej jednocześnie, siedziałyby mi na kolanach. A ja kocham dziew czynki najbardziej na świecie.
I prawdę mówiąc, nie ma w tym nic dziwnego, bo wnuki dla wszystkich dziadków są przecież najważniejsze.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie