Bankowiec w stresie strzyże nas, by portfele bankierów nadal puchły

Zbigniew Bartuś
Udostępnij:
W minionym roku polskie kopalnie węgla straciły ponad miliard złotych i nie zwolniły nikogo, prócz jednego prezesa. Banki zarobiły z kolei 16,2 mld zł. To rekord w całej historii Polski, a mimo to chcą wysłać na bruk tysiące pracowników. Prezesi mają się świetnie.

Górnik powiedziałby, że „banki nas rżną”. Ale język związkowca działającego w polskiej bankowości różni się od języka związkowca z kopalń węgla niczym mowa lordów od łaciny podwórkowej. Górniczy liderzy „S” używają takich zwrotów jak: „ta świnia prezes niech spier…” oraz „ze złodziejami rozmowy nie ma”. I to wtedy, gdy chcą być dyplomatyczni (czyli chwilowo nie rzucają mięsem i śrubami). Bankowym liderom „S” przez gardło przechodzi co najwyżej „budzące niepokój nieprzestrzeganie rekomendacji H.”

–Pan sobie wyobraża, że my przy takim haśle palimy opony? Albo bijemy się z policją? – śmieje się działacz bankowy. I próbuje sobie wyobrazić, jaką bronią mogliby się w takiej walce posłużyć jego koledzy. _– _Segregatory? Zszywacze? Kredyt hipoteczny?

Szybko jednak poważnieje. Bo „nieprzestrzeganie przez banki rekomendacji H” jest dla większości Polaków o wiele groźniejsze od problemów górnictwa. Kowalscy mogą przez to stracić dom, a Nowakowie – oszczędności życia...

Wystarczy poczytać internetowe fora polskich bankowców, by się przekonać, że są oni skrajnie sfrustrowani i wkurzeni. Mimo to bankowi związkowcy próbują zachować spokój. Wstrzemięźliwość i dyplomatyczny styl może wynikać stąd, że jest ich w sumie ok. 19 tys. na 180 tys. pracowników banków (gdy kopalnie utrzymują ponad 105 tys. działaczy na… 100 tys. górników). W dodatku związki działają głównie w NBP (który jako bank niekomercyjny ma inne problemy), kontrolowanym przez państwo PKO BP oraz bankach, które u zarania III RP wypączkowały z NBP.

W pozostałych instytucjach, zwłaszcza nowych, związków prawie nie ma. Najistotniejsza różnica między górnictwem a bankowością jest jednak taka, że właścicielem kopalń jest rząd, a 70 proc. banków w Polsce należy do zagranicznych (często globalnych) gigantów finansowych. Mieli oni dostarczyć biednej Polsce kapitał na rozwój sektora, ale – jak na razie – fantastycznie zarabiają, odbijając sobie straty poniesione podczas kryzysu na Zachodzie, przeważnie w macierzystych krajach.

Wszystkie banki w Polsce powinny stosować, ogłaszane przez Komisję Nadzoru Bankowego, rekomendacje: od A do U. W tym H.

W uproszczeniu – rekomendacja H to wydany przez KNF „zbiór dobrych praktyk” dotyczący kontroli wewnętrznej. Czytamy w nim: „Zarząd i kadra zarządzająca wyższego szczebla, a także rada nadzorcza, są odpowiedzialni za promowanie wysokich standardów etycznych (…). W ramach promowania wartości etycznych, banki powinny unikać stosowania polityk i praktyk, które mogą nieświadomie zachęcać lub stanowić pokusę do niewłaściwych działań.”

Jako przykład złych „polityk i praktyk” KNF podaje m.in. „nadmierny nacisk na cele wydajnościowe lub inne wyniki operacyjne, szczególnie krótkoterminowe”. Tłumacząc to na język górnika: nie można narzucać pracownikom absurdalnych planów sprzedaży kredytów, lokat, struktur itp., bo to ich zmusza do chamskiego wciskania klientom wszystkiego jak popadnie, bez oglądania się na etykę, przyzwoitość i inne duperele.

Rekomendacja H opisuje, w jaki sposób bank ma zorganizować wewnętrzne kontrole, by zapobiegać niewłaściwym „politykom i praktykom”. Czy to w Polsce działa? Działacze związkowi wybuchają śmiechem. Ale tylko „prywatnie”; tłumaczą, że bardzo by nie chcieli, by krytyka płynąca z ich ust została odebrana jako atak na konkretnego pracodawcę, czyli bank. Więc tam, gdzie górnik wrzeszczy prezesowi do ucha, bankowiec szepcze.

– Mogę powiedzieć, że przeciętny pracownik przeciętnego banku w Polsce działa pod coraz silniejszą presją wyniku – przyznaje Mieczysław Bielawski, szef sekcji bankowej w Sekretariacie Krajowym Banków, Handlu i Ubezpieczeń Solidarności. Dodaje, że wynagrodzenie szarych bankowców zależy w coraz większym stopniu od wykonania wiecznie śrubowanych planów sprzedaży. Pensje szarych bankowców stoją w miejscu od siedmiu lat. By inflacja nie zżerała dochodów, pracownik musi zasłużyć na nagrody i premie , a te przyznawane są tym, którzy wykonają plan.

– O każdym nowym planie mówi się, że jest nierealistyczny, nie do wykonania. Po czym jednak nadludzkim wysiłkiem coraz mniej licznego personelu udaje się go wykonać i… Góra ustala kolejny, jeszcze bardziej wyśrubowany – opisuje Bielawski.

Związkowcy już kilka lat temu zauważyli, że mordercza presja na zwiększenie sprzedaży i wynik zmusza wielu pracowników do zachowań nieetycznych, co z kolei przekłada się na sytuację klientów.

– Jak ktoś wciska 80-letniej babci trzecią kartę w sytuacji, kiedy ona w ogóle nie potrafi się kartami posługiwać, to jest chyba coś nie tak? – pyta retorycznie związkowiec.

Na forach pracowników banków codziennie można przeczytać tysiąc takich historii. Komentarze mieszczą się między: „sprzedałem duszę diabłu” a „wciśnij kredycik, albo cię nie ma”. To ostatnie trzeba traktować całkiem serio: w zeszłym roku banki w Polsce po raz kolejny pobiły historyczny rekord, zarobiwszy na czysto 16,2 mld zł. Mimo to zwolniły tysiące ludzi – i zamierzają wyrzucić na bruk kolejnych. Jedne z powodu fuzji, inne – bo chcą utrzymać bądź poprawić wynik. Tego oczekują właściciele. I od tego zależą wynagrodzenia zarządu i rady nadzorczej.

– Na płace szarych pracowników owe historyczne rekordy nie przekładają się nijak, bo właściciele się nimi nie dzielą. Wytłumaczenie jest zawsze jedno: wynagrodzenia dyktuje rynek. Nie można ludziom płacić więcej niż to wynika z jego nieomylnych wyroków__– komentuje przewodniczący Bielawski.

Zdaniem związkowców, zależność między rosnącą presją na szarych pracowników banków a pogarszającą się sytuacją klientów przeoczył (?) Związek Banków Polskich (ZBP). Wprawdzie w 2010 roku UNI Global Finance, międzynarodowa federacja związkowa, do której należy m.in. bankowa sekcja „Solidarności”, zaniepokojona „przypadkami rozbojów na klientach”, stworzyła Modelową Kartę Odpowiedzialnej Sprzedaży Produktów Finansowych – i najważniejsze instytucje finansowe, w tym banki, ją przyjęły. Ale…

– W mediach wygląda to świetnie, a naprawdę są ogólniki niewarte papieru, na którym zostały zapisane - komentował w „Gazecie Bankowej” Ferdynand Nowak z Forum Związków Zawodowych.

Liczne skargi klientów banków wpływające do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich skłoniły prof. Irenę Lipowicz do napisania listu do ZBP. Kolejnego, bo nie tak dawno zwracała już bankowcom uwagę na „problem agresywnej polityki sprzedażowej i brak rzetelnego informowania klientów przez pracowników banku o istocie oferowanego produktu, jego prawnych cechach oraz ryzyku i korzyściach związanych z zawarciem danej umowy”.

Związkowcy wezwali KNF do lepszego nadzoru nad bankami, pod kątem przestrzegania rekomendacji H. - Mówiąc brutalnie: w ogniu konkurencji banki mają gdzieś kontrole służące eliminacji zachowań nieetycznych. Powszechnie się tej rekomendacji nie stosuje, tylko pozoruje jej stosowanie – mówi nam jeden ze związkowców.

– Ponieważ w tej sytuacji wewnętrzne audyty niczego nie zmienią, niezbędny jest audyt niezależny. Napisaliśmy w tej sprawie do KNF, ale otrzymaliśmy lakoniczną odpowiedź, że wszystko jest w porządku i pod kontrolą – wyjaśnia Mieczysław Bielawski.

Z charakterystycznym dla bankowców spokojem dodaje, że w ramach unijnego projektu „Solidarność” wespół z Instytutem Medycyny Pracy zrobiły badania stresu, jakiemu poddawani są pracownicy różnych branż.

Wyszło na to, że najbardziej stresogenne jest sprzedawanie Polakom produktów bankowych. Kopanie węgla kamiennego to przy tym igraszka.

***

Połowa kasjerów w polskich bankach zarabia mniej niż 2,8 tys. zł. Przeciętna pensja specjalisty ds. obsługi klienta wynosi niecałe 3,5 tys. zł. Kierownicy zespołów dostają średnio 8,8 tys., a dyrektorzy departamentów 21,4 tys. zł (dane za: Sedlak&Sedlak).

A zarobki prezesów? W 2013 r. wyniosły średnio 2,9 mln zł rocznie, ale Luigi Lovaglio, prezes Pekao SA (należącego do włoskiej grupy UniCredit) dostał 8,3 mln zł, czyli 691 tys. miesięcznie i prawie 23 tys. zł dziennie. To prawie dwa razy więcej niż rok wcześniej. Fundusz płac dla pozostałych pracowników nie wzrósł.

Na kolejnych miejscach znaleźli się: Sławomir Sikora z City Handlowego (407 tys. miesięcznie), Cezary Stypułkowski z mBanku (305 tys.), Richard Górski z banku BPH (237 tys.), Małgorzata Kołakowska z ING Banku Śląskiego (270 tys.), Józef Wencer z BGŻ (182 tys.), Federic Amoudru z BNP Parisbas (143 tys.)

Prezes najwyżej wycenianego europejskiego banku HSBC zarobił w 2012 roku 10,5 mln euro, a prezes Santandera – ok. 4 mln euro.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie