Barabasz. Zwycięzca wyborów [FRAGMENT KSIĄŻKI] [ SZYMON HOŁOWNIA] [LUDZIE W CZASACH JEZUSA]

Szymon Hołownia
Szymon Hołownia, „Ludzie w czasach Jezusa”, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2017 Materiały Prasowe
Analizując przykład Barabasza widać jak trudny jest wybór między dobrem i złem przebranym za dobro - pisze Szymon Hołownia w książce „Ludzie w czasach Jezusa”.

Jeszcze jeden, bardzo ciekawy wątek, pojawia się w biblijnych komentarzach, sugerujący, że domagający się ukrzyżowania Jezusa tłum, drący się jak opętany, rzeczywiście był opętany. Nie byłby to pierwszy przypadek wzmiankowany w Ewangelii. Coś nie tak z duchowym deklem musieli mieć choćby mieszkańcy Gerazy, którzy po tym, jak Jezus uwolnił jednego z nich od wrednego ducha, zamiast w radość - wpadli w lęk i zaczęli usilnie Go prosić, żeby już sobie od nich poszedł (a może po prostu mieli do Niego żal o to, że wypędzone złe duchy weszły w świnie, które poszły się utopić - świnie dla Żydów były zwierzętami nieczystymi, ale dla zhellenizowanych gerazeńczyków widać nie). Może wytłumaczenie jest prostsze. Może po prostu zadziałała tu psychologia tłumu, któremu wystarczyło rzucić (a zrobili to polityczno-religijni wrogowie Jezusa) hasło, by zaraz zaczął się nakręcać i domagał się uwolnienia gościa, który z nożem w ręku walczył o ich niepodległość, a nie Tego, który kazał Piotrowi schować miecz, polecał „oddawać cesarzowi, co cesarskie”, słowem: nie miał dość - wybacz mi, Panie Jezu - jaj, by stać się takim mesjaszem, jakiego wymarzyli sobie ci udręczeni ludzie. Finał znamy. Jerozolimska tłuszcza dostała z powrotem owego „misia na miarę naszych możliwości”. Trzydzieści lat później on i jemu podobni ruszą na narodowowyzwoleńcze barykady, co skończy się tym, że ich naród na następnych 19 wieków będzie mógł zapomnieć o samostanowieniu, autonomii, państwowości.

Wracając jednak do Barabasza. To mnie naprawdę boli, że nie wiem o tym człowieku nic więcej. Nie lubię, gdy historia zazdrośnie strzeże prawdziwej historii ludzi, których przeszyła na sztandar jakiejś sprawy. Konfrontacja jest tu nader oczywista. Barabasz nieprzyjaciół dźga nożem, Jezus każe ich kochać. Barabasz zabija, Jezus leczy. Barabasz to wódz wymyślony przez ludzi, Jezus to król, którego legitymacja nie pochodzi z tego świata.

CZYTAJ TAKŻE: Niezwykła Tajemnica Wielkiej Nocy

Wreszcie - i to jest dopiero paradoks - Barabasz, aktywny przywódca, działacz, w tej konkretnej sytuacji, gdy zastajemy go przed sądem Piłata, jest po prostu pionkiem: nie ma nic do gadania i na nic nie ma wpływu. Nic od niego nie zależy, wszystko zależy od innych. Jezus - dokładnie odwrotnie! On do samego końca podejmuje decyzje, sam stanowi o sobie. To Jego wybór, że nie ucieka spod krzyża, zostanie zabity, do końca będąc wolnym człowiekiem, a Barabasz przeżyje jako niewolnik tych, co wykrzyczeli mu amnestię. Swoją słabość obnażają zresztą w konfrontacji z Panem wszyscy aktorzy tego dramatu: Barabasz, człowiek siły - jest bezsilny; siłą Sanhedrynu ma być jego rozpoznawanie prawdy - okazuje się, że sędzia jest ślepy; Piłat podobno ma totalną władzę, a w końcu wbrew sobie ustępuje Żydom (bojąc się, że zrobią kolejne rozruchy, znów będą okupować mu dom albo obnażać szyje, krzycząc, by ich od razu pozabijał, a nie brukał ich świętości - wszystkie te sytuacje parę razy już na nim ćwiczyli).

Czy Barabasz był do szpiku złym człowiekiem? Nie ma żadnych danych, które pozwalałyby to stwierdzić. Czy nie zasługiwał na życie? No jasne, że zasługiwał. Każdy zasługuje. Dlaczego więc dobrym czynem miałoby być zgładzenie go kosztem wolności Jezusa? Hola, hola - a kto mówi, że byłby to czyn dobry? W żadnej śmierci nie ma nic dobrego, egzekucja Barabasza byłaby więc złem. Zabicie Jezusa było jednak aktem, na którego opis w ludzkim języku nie ma słów. Bo jak zmieścić w słowach to, że stworzenie z niepojętym okrucieństwem, po torturach i wszystkich dostępnych upokorzeniach, zabija swojego Stwórcę? Funduje mu śmierć dla zdrajców i niewolników?

Analizując passus o Barabaszu, mistrzowie duchowości i kaznodzieje powtarzają zwykle, że oto trzeba bardzo uważać, by mając do wyboru dobro i przebrane za dobro zło (bo ono zawsze przebiera się za dobro), dokonać roztropnego wyboru. To prawda, ja widzę tu jednak coś jeszcze. Otóż w mojej amatorskiej ocenie akurat tu nie mieliśmy sytuacji: zło i dobro. Bo jeśli wierzymy w historyczność Ewangelii, musimy uznać - jako się rzekło wyżej - że Barabasz nie był jedynie symbolicznym antychrystem, był żywym człowiekiem, a żaden człowiek, choćby najgorszy, złem nie jest. Szatańskim pomysłem był więc nie wybór Barabasza, ale samo wzięcie udziału w akcie wybierania, kto ma żyć, a kto ma dziś umrzeć w mękach. To nie Barabasz jest więc „małpą” Jezusa, to ten wrzeszczący tłum jest przerażającą parodią Boga. Uzurpującą sobie Jego wyłączne prerogatywy. Miara zepsucia, rozkładu świata rzeczywiście w tym dniu się wypełnia: relację Boga z ludzkością ludzkość kończy, poddając Go procedurom demokracji. A precyzyjniej: ochlokracji, bo tak fachowo określa się sytuację, gdy najważniejsze decyzje dotyczące losu zbiorowości podejmuje tłum, motłoch, kierująca się kaprysem, emocją, lękiem, żądzą albo po prostu głupotą tłuszcza.
Co się działo z Barabaszem po amnestii? Jeśli zachował narodowowyzwoleńczy temperament, pewnie i tak zginął, czy to w czasie wojny żydowskiej, czy przy innej rozruchowej okazji ciut wcześniej. Może nadal wiódł życie jakiegoś jerozolimskiego rzemieślnika, może miał stragan, minihutę szkła - robił błyskotki dla pielgrzymów, coś naprawiał, czymś handlował? Przeprowadził się na wieś? A może stał się cud i poruszony całym zajściem, w którym brał udział, zrozumiał, że popękaną na wszystkie strony Palestynę da się skleić tylko w jeden sposób: nie zabijając okupantów (niczym William Wallace) i rabując bogatych (jak nasz słowacko-polski Janosik), ale próbując wdrożyć w życie koncept polityczny rabbiego Jezusa z Nazaretu.

Bardzo ciekawie wyłuszcza go wspomniany już wyżej Mark E. Moore. Pisze on, że w Izraelu, w którym najwyższym władcą i źródłem wszelkiej władzy był zawsze Bóg, król był „złem koniecznym”, tymczasowym wyjściem awaryjnym na czasy jakiegoś kryzysu. Naród wybrany tak się jednak oswoił z systemem sprawnie działającym u pogan (którzy królów mieli zawsze), że w pewnym momencie zapomniał już o pierwotnych ideałach. Życie w Palestynie w ostatnich wiekach przed Chrystusem stało się już tak nieznośne, że Żydzi wypatrywali sobie oczy za mesjaszem, królem nowej jakości, innego porządku, za Sługą Jahwe. I Bóg im Go dał. Dał im swojego Syna, który nie unieważnił ziemską politykę, ale zaproponował zupełnie nowy model jej uprawiania.

CZYTAJ TAKŻE: Niezwykła Tajemnica Wielkiej Nocy

Moore zwraca uwagę, że Jezus w Ewangelii nie ochrzania wcale Jakuba i Jana za wyrażone przez nich wprost pragnienie zasiadania na stołkach tuż obok Niego, gdy już obejmie władzę. Nie, On im jedynie mówi, w jaki sposób mogą wymarzoną pozycję osiągnąć: przez służbę innym, aż do oddania za nich życia. Jezus nie wypiera się władzy ani jej w jej istocie nie potępia. Mówi tylko, że jedyną pochodzącą rzeczywiście od Boga formą jej sprawowania jest troska o najsłabszych i totalne niezwracanie uwagi na własne korzyści: splendor, dochody, zewnętrzne oznaki autorytetu, wreszcie siłę. Moore cytuje Vaclava Hacla, który pisał, że dla dysydenckiego ruchu, w którym uczestniczył, idea siłowego odsunięcia komunistów od władzy nie była zbyt radykalna, ona była za mało radykalna! Czy polityczne metodologium Jezusa z Nazaretu nie trąci nam dziś skrajną utopią? Bo co - może w niebie tak będzie, ale tu, na ziemi, wyobrazić sobie prezydenta, który je z bezdomnymi, czasem może śpi z nimi na ulicy, który jeździ do pracy komunikacją miejską, nie stroi się w ordery, a w kościołach nie siada w pierwszej, a w ostatniej ławce? Zaraz zacznie się litania: nierozsądne, niebezpieczne, nieskuteczne. Bardzo jestem ciekaw, kiedy do nas wszystkich, którzy tak święcie przekonani jesteśmy, że jesteśmy Jezusami, dotrze, że jesteśmy Barabaszem.

On już pewnie swoje z Chrystusem przegadał i wie, że jedyna rewolucja, jaka ma szansę w historii świata się powieść (a nie być w końcu utopiona we krwi przez kolejną rewolucję), to ta, która nie operuje na poziomie klas społecznych, narodów, zbiorowości, ale tłumaczy człowiekowi, co zrobić, by kochać, przyjaźnić się, rozumieć, słuchać, wspierać, dzielić się. Podkręcanie tłumu zostaje w niej zastąpione przez budowanie wspólnoty. Tłum od wspólnoty zaś rozróżnić łatwo: we wspólnocie ludzie nie tyle krzyczą, co pytają, czy może nie trzeba czegoś temu, co akurat nie krzyczy z nimi.

Proszę popatrzeć dookoła: jak często, z najszczerszych motywów, wybieramy Barabaszów. Później nosimy kwiatki na ich groby, które akurat nie okazały się puste. Przekonujemy się, z wciąż świeżym od dwóch tysięcy lat zdumieniem, że mesjasze pochodzący z demokratycznych wyborów, którzy mieli odsunąć stare, by zbudować nowe, są w stanie najczęściej zrealizować tylko pierwszą część zadania. Po czym kończą jak każdy.

Szymon Hołownia, „Ludzie w czasach Jezusa”, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2017Materiały Prasowe

Wideo

Materiał oryginalny: Barabasz. Zwycięzca wyborów [FRAGMENT KSIĄŻKI] [ SZYMON HOŁOWNIA] [LUDZIE W CZASACH JEZUSA] - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Czyli, interpretacja wydarzeń po lewacku.
Ale to i tak dobrze, że nie wyszedł z tego pornol.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3