Bard z pogranicza

Redakcja
Jako jedyny zagraniczny wykonawca został zaproszony na 40. Festiwal Piosenki Studenckiej do Krakowa

   Czech Jaromir Nohavica jest ważny. W swoim kraju osiągnął wszystko. Kolejne wydawane płyty zdobywają miano platynowych. Z niecierpliwością oczekują na nie jego wielbiciele. Zapełnia największe sale koncertowe. Podobnie jest na Słowacji.
   W Polsce wciąż jest niszowy i elitarny. Ukazała się tu tylko jedna jedyna jego płyta: wydany jesienią zeszłego roku album "Babilon". Jednak ci, co go poznali, nie mają wątpliwości. To wybitny artysta. Jakich mało. Coraz częściej mówi się o nim "bard pogranicza", "bard środka Europy".

Wielcy nie żyją

   W 1980 r. śmierć zabrała Rosjanina, Władimira Wysockiego. 10 lat temu w Monachium zmarł nagle Czech, Karel Kryl. W tym roku odszedł Jacek Kaczmarski. Nohavica tłumaczył i śpiewał Wysockiego. Podziwiał Kryla, który odwzajemniał uznanie dla młodszego kolegi. Dla Kaczmarskiego napisał piosenkę "Jacek". Kiedy dowiedział się o jego chorobie, na koncertach charytatywnych zbierał pieniądze na leczenie.
   Wysocki, Kryl, Kaczmarski - wszyscy oni byli bardami, których dokonania przekroczyły granice ich rodzimych krajów. Wysocki nie dożył czasów, kiedy mógłby zmierzyć swą twórczość z wolnością. Krylowi i Kaczmarskiemu, którzy poznali się na emigracji (obaj pracowali w rozgłośni Radia Wolna Europa), to się udało. Po obaleniu komunizmu w Czechosłowacji i Polsce powrócili, przynajmniej na jakiś czas, a ich koncerty i płyty stały się wydarzeniami. Z czasem, niestety, o coraz mniejszym znaczeniu. Obaj nie zdecydowali się pozostać na stałe w ojczyznach.
   Bardowie okresu komunizmu i krzywdy odeszli.

Jarek

   Jaromir Nohavica urodził się w 1953 r. w Ostrawie na Śląsku. Można ją porównać z polskimi Katowicami. Jak śpiewa Nohavica, kiedy Bóg rozdawał urodę, pominął jego rodzinne miasto: Ostrawo, gorzkie moje szczęście, Ostrawo z czarną gwiazdą nad głową.
   Mimo że nie najpiękniejsza, to jednak Ostrawa i jej mieszkańcy przewijają się w jego piosenkach. Ba, Nohavica jest nawet autorem hymnu pierwszoligowego zespołu piłkarskiego Banik Ostrawa.
   Nigdy nie przeniósł się do Pragi. Za to przez 20 lat mieszkał w Czeskim Cieszynie. Przyjechał do niego, bo ożenił się z rodowitą cieszynianką. Twardy Śląsk i rozdarty granicą Cieszyn. Kultura polska, czeska i śląska, ale także słowacka, bo przecież 40 lat przeżył Nohavica w Czechosłowacji. Dla człowieka otwartego to skarbnica, z której można było czerpać pełnymi garściami. I Nohavica tak czynił.
   Jako wykonawca swoich piosenek zadebiutował w 1982 r. Wcześniej pisał teksty dla innych. Pierwsza płyta ukazała się sześć lat później. Nie musi się jej wstydzić. To z niej pochodzi piosenka "Kometa", którą wykonywał na studenckim festiwalu zdobywca II miejsca Michał Łanuszka.

Pełnym głosem

   Pierwsze płyty nagrywał akompaniując sobie na gitarze i niewielkim akordeonie. Z czasem doszedł zespół i wyrafinowana aranżacja, ale nie zmieniło się jedno. W piosenkach wciąż opowiada o tym, co jest najważniejsze dla człowieka. Poważnie i żartobliwie mówi o życiu i śmierci, miłości, tęsknocie i cierpieniu, ale też o pięknie świata i jego okrucieństwie. O radościach i smutkach. Niejedną piosenkę napisał dla przyjaciół i dla dzieci.
   Po upadku komunizmu, w 1990 r. wydał płytę "W tym durnym roku". Zaczyna ją utwór "Jacek". Nagrał na niej też piosenkę, która stała się nieoficjalnym hymnem czechosłowackich poborowych. Rozpoczyna się ona od prostej obserwacji:
   Gdy mnie wzięli na żołnierza,
   ostrzygli mnie na zero.
   Wyglądałem jak idiota.
   jak i wszyscy w szeregu.
   Kolejne zwrotki mówią, że młodego człowieka uczono, aby był dobrym żołnierzem i strzegł swojej ojczyzny, a on najbardziej tęsknił za dziewczyną.
   Kiedy przyjechała po pół roku,
   miałem właśnie zapalenie płuc,
   po korytarzu wciąż ktoś chodził
   i nie wyszło z tego nic.
   Niestety, odwiedziny kończą się fatalnie. Dziewczynę spotyka przystojny major i bez problemu ją podrywa, bo jak śpiewa Nohavica: młoda dziewczyna miłości potrzebuje. Zdradzony żołnierz zostaje w koszarach.
   Ten utwór powstał dużo wcześniej, ale czyż możliwe było, aby coś takiego zdarzyło się w socjalistycznej armii czechosłowackiej?

Dziwne stulecie

   W 1996 r. Nohavica nagrał płytę "Dziwne stulecie". Została ona zgodnie przez publiczność i krytykę przyjęta entuzjastycznie. 16 piosenek odnoszących się do tragicznego XX wieku. Pierwsza to "Dzikie konie" dedykowana Władimirowi Wysockiemu. Druga - "Cieszyńska", jedna z najpopularniejszych w Polsce piosenek Nohavicy. Pozornie beztroska. Autor śpiewa o tym, jak byłoby pięknie, gdyby urodził się przed stu laty w Cieszynie. Miasto nie było podzielone granicą wzdłuż Olzy. Obok siebie zgodnie mieszkali poddani Franciszka Józefa różnych narodowości.
   Miałbym piękną żonę i troje dzieci
   Byłbym zdrowy i miał koło trzydziestki
   Całe długie życie przed sobą
   Całe piękne dwudzieste stulecie
   (...)
   Byłoby lato 1910 roku
   a za domem płynęłaby rzeka
   (...)
   dobrze, że człowiek nigdy nie wie,
   co go czeka.
   Ten zwrot "Piękne dwudzieste stulecie" brzmi niczym wyznanie wiary człowieka ufającego, że wszelka zawierucha ominie go bokiem. Tego spokojnego mieszkańca prowincjonalnego miasteczka chwyci jednak w swoje łapy bezwzględna pani historia. My to wiemy, on nie i może dlatego wydaje się nam, że jesteśmy od niego mądrzejsi. Za cztery lata rozpocznie się wielka wojna i on zapewne nie uniknie poboru do wojska. Jeśli szczęśliwie powróci do domu, to okaże się, że nie są to już Austro-Węgry, za które przelewał krew, ale Czechosłowacja. Pomieszka 20 lat i jego dom znajdzie się na kilka miesięcy w Polsce. A później, jeśli Polacy go nie wysiedlą, trafi pod niemiecką okupację. A już po wypędzeniu Niemców będzie mógł obserwować, jak po przeciwnych stronach Olzy stoją czołgi czechosłowackie i polskie, a dowódcy i politycy groźnie pomrukują na siebie. Do kolejnej wojny o Śląsk Cieszyński nie dojdzie, więc pomieszka w kraju, który tylko nazwą przypominał przedwojenną Czechosłowację.
   I pomyśleć, że ten człowiek przez całe swoje życie nie zmieniał adresu. Tylko granice przesuwały się, nie zważając na to, że on chciałby wieść spokojny żywot. A my? Zapewne o własnej przyszłości też myślimy, że jednak się nam uda.
   "Dziwne stulecie" to bardzo refleksyjna i piękna płyta. To z niej pochodzi słynne "Sarajewo", które także w wykonaniu Michała Łanuszki zabrzmiało na festiwalu. Na koncertach Nohavica często mówi, że XX wiek rozpoczęło Sarajewo i zakończyło Sarajewo. Zamach na arcyksięcia Ferdynanda był pretekstem do wybuchu I wojny światowej, okrutne oblężenie Sarajewa w czasie wojny w byłej Jugosławii zdało się mówić, że ludzie niczego się z doświadczeń XX stulecia nie nauczyli. A w jego piosence zakochany mężczyzna, w cieniu złowrogo brzmiącego słowa Sarajewo, planuje ślub, budowę domu, spokojne rodzinne życie.

Bard?

   Po "Dziwnym stuleciu" Nohavica wydał "Moje smutne serce", "Koncert" i ascetyczny "Babilon". Wszystkie odniosły sukces. Nie sposób wspomnieć nawet o części pięknych utworów Jarka, jak nazywają go przyjaciele. Piosenek, do autorstwa których się przyznaje, jest grubo ponad 200.
   Do 1989 r. Nohavica funkcjonował w Czechosłowacji na obrzeżach oficjalnej kultury. Od 10 lat króluje. Porzucił nałóg. Przez lata pił, i to bardzo ostro.
   Na jego koncertach w Czechach i na Słowacji publiczność śpiewa wraz z nim od początku do końca. U nas jeszcze nie, choć zdarzyło się już to kilkakrotnie, kiedy salę opanowali studenci bohemistyki lub zagorzali fani.
   Występował w wielu krajach, ale jak sam mówi: - Choć lubię poznawać nowe kraje, to przyznaję się, że jestem reliktem epoki austro-węgierskiej. Czechy, Słowacja i Polska - to mój region. Mieszkam w Ostrawie. Do Pragi mam cztery godziny jazdy, do Warszawy cztery, do Bratysławy trzy, do Wiednia znów cztery.
   Środek Europy, do którego przynależymy, jest w okresie bolesnych dla jego mieszkańców zmian. Przez większość XX wieku zniewolony, wybił się wreszcie na wolność. A wolność jest trudna.
   Piosenki Nohavicy przypominają również to, że w tej części świata, jak w wielu innych, nigdy nie żyło się łatwo, ale nawet w najcięższych czasach pozostawała nadzieja. I to bez znaczenia, czy jest się Słowakiem, Czechem czy Polakiem.

Niech tak zostanie

   Na ostatniej płycie, na "Babilonie" Jaromir Nohavica przekomarza się z krytykami jego twórczości, bo i tacy są:
   Piszę, co chcę, to, co mi się chce,
   Czego moje serce się domaga,
   A pan krytyk, znawca muzyki, cierpi z tego powodu,
   Ja to pojmuję, ja go rozumiem,
   Ale innych piosenek pisać nie umiem,
   Może i umiem, ale nie chcę,
   może odpuściłem ostatnią lekcję
   albo popadłem w blichtr pieniędzy i sławy,
   tylko co z tego, skoro mnie to tak bawi.
   Kilka lat wcześniej w innej piosence śpiewał:
   Nie umiem pisać wielkiej poezji,
   wypieszczony heksametr to nie mój świat.
   Mam jeden stary sweter, w którym żyję
   od wielu lat.
MARIUSZ SUROSZ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie