Baśnie Teofila Ociepki

Redakcja
Różnie ich określamy: malarze prymitywni, niedzielni czy też naiwni. W przeciwieństwie do swych profesjonalnych kolegów wykształconych dziś na Akademiach Sztuk Pięknych, a kiedyś w solidnym warsztacie mistrza, nigdy się malarstwa nie uczyli. Są więc samoukami, autodydaktykami, absolwentami własnej akademii. Widzą świat trochę jak dzieci, trochę jak średniowieczni politycy.

Co powiesić na ścianie?

 Teofila Ociepkę, niedzielnego malarza z kopalni "Wieczorek", który zaczął malować jeszcze przed II wojną światową w roku 1927, często przyrównywano do Hieronima Boscha, który również zaludniał swoje płótna przedziwnymi stworami ma poły realnymi, na poły fantastycznymi. Był on jednak malarzem profesjonalnym. Tymczasem Teofil Ociepka to prosty maszynista elektrowni ze śląskiej kopalni.
 Malarz profesjonalny uwikłany jest prawie zawsze w tradycję przekazaną mu przez profesorów, innych twórców, przez rozmaite konwencje artystyczne, spory zazwyczaj zasób wiedzy o otaczającej nas rzeczywistości, we własny, analityczny intelekt w końcu. Wielu badaczy sztuki malarzy naiwnych uważało, że prymitywiści oczami dziecka przedstawiają najbliższe im otoczenie lub poddają się indywidualnym wizjom ze świata snów i marzeń. Jest w tym trochę prawdy ale tylko trochę. W rzeczywistości ci niedzielni twórcy zapładniają swą wyobraźnię poprzez lekturę książek, gazet czy przypadkowych wydawnictw. Zawzięcie studiują prasowe czy książkowe ilustracje, przyglądają się kolorowym pocztówkom...
 Tak więc i oni mają swoją tradycję, swoje galerię sztuki czy albumy z reprodukcjami. Nie są jednakże wiernymi kopistami tego co zobaczyli, czy kiedyś usłyszeli. Ze strzępów zapamiętanych obrazków, opowiadań, snów czy własnych wizji tworzą nowy, im tylko przynależny świat. Próżno go szukać u malarzy akademickich u wielkich mistrzów światowego malarstwa. A ten świat jest nam potrzebny w ten sam sposób jaki potrzebujemy dziwnych, często nawet kolorowych, snów. Zapamiętane, pozostające w naszej pamięci, mają wartość terapeutyczną, pozwalają, na chwilę przynajmniej, oderwać się od męczącej rzeczywistości. Tego samego dostarczają nam obrazy malarzy naiwnych.
 Badacze malarstwa Teofila Ociepki, który po wojnie zażywał sławy mistrza pokazując swe obrazy w: Warszawie, Szczecinie i oczywiście Katowicach, a także w Londynie, Bazylei, Zagrzebiu, Wiedniu, Amsterdamie i Paryżu, ustalili nawet niektóre z lektur inspirujących mistrza Teofila. Były nimi między innymi "Saturn" Jakoba Lorbera oraz książka zatytułowana "72 Imiona Boże". Ta ostatnia na całe życie wywarła wielki inspiratorski wpływ na malarstwo Ociepki. Nie można także zapomnieć, że mistrz Teofil wychował się wśród robotniczego ludu Śląska. W owym czasie z pokolenia na pokolenie przekazywano sobie w śląskich rodzinach tajemniczych, często mrożących krew w żyłach, podań i legend. Były wśród nich baśniowe utopce, rusałki, diabły i zwierzęta z innych planet. Byli też święci. To oni wraz z całą plejadą przedziwnych stworów zaludniali obrazy Teofila Ociepki. Obrazy nadmiernie kolorowe, gdzie fantazyjna flora była kryjówką dla równie fantazyjnych stworów. Owa bogata kolorystyka obrazów Teofila Ociepki podporządkowana była konkretnym, przedstawionym na obrazie, postaciom zwierząt i ludzi, nie zaś w myśl zasad akademickich, kryterium doboru kolorów pokrywających płótno.
 Kim więc był Teofil Ociepka? Ilustratorem swoich tajemniczych lektur okultystycznych, kopistą oglądanych kiedyś ilustracji? Nie, Ociepka był w pełnym tego słowa znaczeniu wizjonerem. Można natomiast szukać inspiracji owych wizji. Kilka z nich odsłoniłem już przed państwem w tym tekście. Tak jak i u wielu malarzy niedzielnych sztuka była dla mistrza Teofila wytchnieniem od codziennego trudu zawodowej pracy. To właśnie w opozycji do niego tworzył on inny od rzeczywistego świat, wierząc przy tym, że poprzez sztukę rozwiązuje zagadkę naszego bytu.
 Pisząc już po raz drugi o sztuce malarzy naiwnych, przypominam sławnych malarzy prezentujących ten rodzaj sztuki. Radzę abyście państwo rozglądnęli się wokół siebie. Spróbujcie czasem zaglądnąć do jakiejś mało znanej galerii, może na jej ścianach zobaczycie obrazy nieznanego naiwnego malarza. Jeżeli oczarują was, jeżeli uśmiechniecie się do nich życzliwie, nie wahajcie się przy ich zakupie. Zrobicie wielką przyjemność artyście, sami zaś zyskacie odrobinę kolorowego snu. Być może będzie to sen, który wam się przyśnił, i pomimo nieustannych wysiłków nie możecie go sobie przypomnieć.

Andrzej Warzecha

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie