Bez klasy...

Redakcja
Udostępnij:
PRZEJMUJĄCO SZANOWNY PANIE REDAKTORZE!

BRUNO MIECUGOW

W przeszłości, która wydaje się niemal zamierzchła - chociaż lat upłynęło, historyczną skalą mierząc, niezbyt wiele - przepowiadano pojawienie się społeczeństwa bezklasowego. Miało to nastąpić w dość odległej perspektywie czasowej, a mnie się wydaje, że właśnie teraz stajemy się takim bezklasowym społeczeństwem. Oczywiście w innym sensie niż to marksistowskie ujęcie, w którym przynależność klasowa zależała od stosunku do środków produkcji. Wszyscy przecież znamy takie powiedzenia, jak: "zachować się z klasą", "mieć klasę" itp. Niestety, coraz rzadziej widujemy tego rodzaju zachowania, coraz trudniej spotkać można człowieka, o którym powiedzielibyśmy z czystym sumieniem, że ma klasę.
O naszych politykach wspominać w tym kontekście raczej nie warto, chociaż utarło się - nie wiedzieć czemu - nazywanie ich "klasą polityczną". Być może są to echa marksistowskiej teorii klas, z tym że wszystkich polityków (także lokalnych, ze szczebla samorządowego) łączy podobny stosunek nie tyle do środków produkcji, ile do środków płatniczych. Jak trudno zobaczyć wśród nich człowieka z klasą, wie każdy, kto ogląda transmisje z obrad parlamentarnych. Nie mam zresztą o to szczególnych pretensji właśnie do polityków, boć przecie są oni emanacją ogółu społeczeństwa, a ono właśnie staje się bezklasowe. Popatrzmy, jak to wygląda w różnych środowiskach.
Zacznijmy od tych, którzy do niedawna zaliczani byli do społecznych elit, czyli od artystów. Ileż mamy dziś aktorek, które potrafią - w sposób trafiający do przekonania - zagrać prawdziwą damę? Na palcach jednej ręki można też policzyć aktorów umiejących wcielić się w rolę dżentelmena z prawdziwego zdarzenia. A skoro nawet tego zagrać nie potrafią, to czegóż wymagać w życiu prywatnym? O aktorach estradowych powiedzieć można, iż programowo unikają zachowań z klasą, a przodują tu wokaliści najpopularniejszych zespołów. Nie wszyscy oczywiście decydują się na tak "śmiałe" gesty, jak ten, który zademonstrował lider zespołu "Big Cyc" na koncercie w katowickim "Spodku", ale podejrzewam, że niejeden miałby ochotę. (Nawiasem mówiąc, nic mi nie żal publiczności tego koncertu, bo kto decyduje się na oglądanie występów zespołu o nazwie "Big Cyc", niech się nie dziwi, że przy okazji będzie musiał oglądać big zad.)
W świecie sportu mamy wprawdzie wyraźny podział zawodników czy drużyn lub klubów na klasy, ale kryteriami są tu jedynie wyniki, natomiast jeśli chodzi o zachowanie, to nawet tym z ekstraklasy na ogół daleko do miana ludzi z klasą. Wystarczy popatrzeć na gesty, jakie wykonują po strzeleniu bramki, przekroczeniu mety czy pokonaniu poprzeczki. Z podobną klasą - czyli jej brakiem - reagują również na przegraną, okazując swój zawód i złość tak samo brzydko, jak uczucie radości czy tryumfu. Można więc powiedzieć, że nie umieją ani wygrywać, ani przegrywać z klasą. Natomiast klasę, jaką prezentują działacze sportowi, moglibyśmy podziwiać i oceniać na przykładzie wojny panów Dębskiego i Dziurowicza o wpływy (a może dochody?) w polskim futbolu.
Z braku miejsca ograniczyć się muszę do tych wybranych - na chybił trafił zresztą! - środowisk, choć mógłbym wziąć jakiekolwiek inne. Wszyscy grzeszymy, coraz częściej i coraz ciężej, brakiem klasy, zarówno od święta, jak i na co dzień. Najlepszym tego dowodem jest nasz stosunek do języka ojczystego. Jeśliby do polszczyzny zastosować per analogiam taki sam podział na klasy czystości, jaki używany bywa do określania stopnia zanieczyszczenia wód, to nurt naszego potocznego języka znalazłby się zapewne poza wszelką klasyfikacją. A jeśliby uwzględnić częstotliwość wulgarnych słów, to można by mówić nie o nurcie, ale raczej o ścieku.
Trudno zrozumieć ten dziś tak powszechny pęd do posługiwania się brzydkimi wyrazami. Nie ma on nic wspólnego ze skłonnością do języka dosadnego, jak twierdzą niektórzy. Językiem dosadnym posługiwać się mogą nawet ludzie z prawdziwą klasą, ale w języku tym słowa mocne czy nawet wulgarne używane bywają tam - i tylko tam - gdzie nadają wypowiedzi szczególne znaczenie (poloniści nazywają to "wyróżnikiem emocjonalnym"), a więc jako wyjątek. W naszej ulicznej polszczyźnie bywa odwrotnie: ciąg wulgaryzmów przerywany bywa z rzadka słowem normalnym.
Zgodzi się więc Pan Redaktor ze mną, że stajemy się społeczeństwem bezklasowym? A w najlepszym przypadku - zdeklasowanym...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie