reklama

Bez sił i nadziei

RedakcjaZaktualizowano 
(INF. WŁ.) Jest stara, samotna, schorowana. Grozi jej operacja kręgosłupa i kolan. Cztery lata temu znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Przynajmniej tak jej się wtedy wydawało. Dzisiaj wie, że w życiu może być jeszcze gorzej.

Danuta Gruszewska musi spłacać kredyt, którego nie otrzymała. Ma prawo sądownie domagać się zwrotu skradzionych przez pracowników agencji pieniędzy, ale nie stać jej na adwokata.

   70-letnia Danuta Gruszewska żyje z kilkusetzłotowej emerytury. Starcza jej na chleb, makaron, mleko, margarynę i środki przeciwbólowe. Ma swój honor, więc z pomocy społecznej korzysta sporadycznie; tylko wtedy, gdy spółdzielnia chce ją eksmitować za niepłacenie czynszu. W 1999 r. miała też inny problem finansowy. Musiała w krótkim czasie zapłacić za "użytkowanie gruntu pod grób murowany"na cmentarzu w Grębałowie. Zmuszały ją do tego wielokrotnie ponawiane pisma z Zarządu Cmentarzy Komunalnych w Krakowie.
   Zarząd dawał jej do zrozumienia, że zamierza wszelkimi możliwymi sposobami wyegzekwować tę opłatę. Jej wysokość przyprawiła Danutę Gruszewską o zawrót głowy: 1 333 zł. _- Pytałam, co będzie, jeśli nie zapłacę w terminie. Odpowiedziano mi, że będą musieli sprzedać miejsce komuś innemu. A prochy mojej mamusi? Zobaczyłam tylko wzruszenie ramion. Urzędniczka - widząc, że zalewam się łzami - dodała jednak łaskawie, że mogą mi rozłożyć tę należność na cztery raty, ale całość
miałam uregulować nie później niż do 15 listopada 2000 r. - opowiada Danuta Gruszewska.
   Zrozpaczona tym, co usłyszała, poszła po radę do koleżanki. To jedyna bliska jej osoba, bo nie ma żadnych krewnych. Kazimiera D. poradziła jej skorzystać z wakacyjnego kredytu gotówkowego w wysokości tysiąca złotych, którego udzielała bez żyrantów jedna z agencji świadczących usługi finansowe.
   Danuta Gruszewska poszła do agencji, ale nic nie wskórała; powiedziano jej, że ma za niską emeryturę. Poprosiła więc koleżankę, aby wzięła kredyt na swoje nazwisko, a ona co miesiąc będzie go spłacać. Kazimiera D. podpisała stosowną umowę z bankiem w Miechowie, z którym współpracowała krakowska agencja. Było tam też zobowiązanie do terminowej spłaty rat.
   Obie panie cierpliwie czekały na pieniądze, a gdy termin wypłaty minął, poszły do siedziby agencji. Okazało się, że w podobnej sytuacji jest co najmniej sto osób! Niektórzy przychodzili codziennie od trzech tygodni. Wreszcie zawiedzeni klienci dowiedzieli się, że kredytów nie będzie, bo nieuczciwy pracownik agencji pobrał pieniądze z banku i zniknął. Rozczarowani rozeszli się do domów. Rozwiały się ich marzenia o nowych pralkach, lodówkach, obozach dla dzieci.
   Danuta Gruszewska zamierzała po raz kolejny prosić w ZCK o prolongatę opłaty za grób matki. Najgorsze było jednak dopiero przed nią. Po jakimś czasie, tak jak wielu innych klientów nieuczciwej agencji, dostała przesyłkę z banku w Miechowie. Wewnątrz był... plan spłaty kredytu, którego nigdy nie otrzymała! Ociągających się ze spłatą straszono komornikiem.
   To był szok dla wszystkich poszkodowanych.
- A dla mnie_

prawdziwa katastrofa

- opowiada przez łzy Danuta Gruszewska. - Już wcześniej nie było mnie stać nawet na kupienie butów. Teraz będę musiała oszczędzać na jedzeniu, bo przecież nie mogę pozwolić na to, żeby komornik zlicytował przedmioty należące do przyjaciółki, która poszła mi na rękę, a przez to narobiła sobie kłopotów. Głodowałam, żeby zaoszczędzić na spłacanie co miesiąc kilkudziesięciu złotych. Być może dla kogoś innego te pieniądze to nie majątek, ale dla mnie to prawdziwa fortuna. Plułam sobie w brodę, że zaufałam oszustowi.
   Na początku całej afery Artur K., właściciel agencji, zapewniał oszukanych klientów, że sam będzie się starał pokryć ich straty, ale potrzebuje na to czasu. Później okazało się, że trafił do aresztu, a dyrektorka agencji znalazła się pod dozorem policyjnym.
   Proces Artura K. i Joanny Z. toczył się prawie 3 lata. Wyrok zapadł dwa miesiące temu. Za przywłaszczenie sobie około 250 tys. zł właściciel agencji dostał karę 3 lat więzienia, a dyrektorka firmy 2 lat i 6 miesięcy. Oskarżeni zostali też zobowiązani do zwrotu pokrzywdzonym pieniędzy wraz z odsetkami.
   - Sądziłam, że to koniec moich kłopotów, że spłacę ostatnie raty i rozliczę się z ZCK, aby mamusia nie musiała się przewracać w grobie - mówi Danuta Gruszewska. - Nic z tego; pan K.

ani myśli zwrócić nam pieniądze,

chociaż ma dostatni dom w Wieliczce. Gdy z odpisem wyroku w ręce poszłam do sądu zapytać, co mam dalej robić, odpowiedziano mi, że jedynym wyjściem jest skarżyć pana K. na drodze cywilnej. Poradzono też zwrócić się po pomoc prawną do adwokata. Próbowałam to zrobić, ale dowiedziałam się, że już na wstępie muszę zapłacić 100 zł. I to bez gwarancji, że uda się cokolwiek wyciągnąć od pana K. Zrezygnowałam, bo za 100 zł mogę kupić żywność na cały miesiąc. Poszłam jeszcze raz do sądu. Tam jakaś urzędniczka zlitowała się nade mną i poradziła, żeby zgłosić się do studentów w Uniwersytecie Jagiellońskim. Mówiła, że oni za darmo napiszą mi pismo procesowe i prośbę o zwolnienie z opłat. Poszłam pod wskazany adres. Odesłano mnie z kwitkiem. Darmowa poradnia prawna UJ jest nieczynna do odwołania. Napisałam więc błagalne listy do prezydenta, premiera, rzecznika praw obywatelskich. Na razie nie ma odpowiedzi. Koleżanka radzi, żeby napisać ponownie, ale ja nie mam już sił. Brakuje także nadziei, że cokolwiek załatwię. Gdybym miała pistolet albo pieniądze na jakieś prochy, popełniłabym samobójstwo na grobie mamusi. Bo żyć mi się już nie chce - mówi zrozpaczona pani Danuta.
   Stanisław Wileński z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich nie czytał listu mieszkanki Krakowa, ale potwierdza, że rzecznik otrzymuje całe stosy korespondencji w podobnych sprawach. - W lawinowym tempie przybywa osób oszukanych i bezradnych, które na dodatek nie mają pieniędzy, aby skorzystać z profesjonalnej porady prawnej. Dlatego prof. Andrzej Zoll kładzie duży nacisk na edukację społeczeństwa, namawiając kolejne wyższe uczelnie, aby tworzyły darmowe poradnie prawne. Ostatnio taką poradnię, jako dziewiątą w kraju, otwarto przy uniwersytecie we Wrocławiu. Pierwsza była poradnia studencka przy Wydziale Prawa UJ. Radziłbym, aby bohaterka tego reportażu właśnie tam zwróciła się ze swoimi problemami - namawia Stanisław Wileński, nie wiedząc, że Danuta Gruszewska nie uzyskała w UJ pomocy, bo poradnia jest zamknięta.
   Z jakiego powodu? - Poradnia czasowo zawiesiła swoją działalność, gdyż jest

tak wielu chętnych,

że studenci nie nadążają z prowadzeniem i wyjaśnianiem powierzonych im spraw. Muszą skończyć te, które zaczęli, aby mogli przyjąć następne - wyjaśnia prof. Maria Szewczyk, dyrektor Uniwersyteckiej Poradni Prawnej UJ.
   Dlaczego nie rozszerza się działalności, skoro - jak mówi pani profesor - zainteresowanie studentów taką pracą jest ogromne? Ano dlatego, że uczelnia nie ma pieniędzy, aby opłacić drugiego adwokata. A ten, który obecnie nadzoruje pracę studentów, jest przeciążony obowiązkami.
   Prof. Maria Szewczyk przypomina, że główny cel uruchomienia poradni to nie pomoc ubogim. Tu chodzi przede wszystkim o edukację, o to, aby student mógł w praktyce przekonać się, na czym polega praca adwokata.
   Darmowych porad prawnych udziela również biuro rzecznika praw ofiar; Krzysztof Orszagh potwierdza, że

przybywa oszukanych

i w różny sposób poszkodowanych osób, których nie stać ani na adwokata, ani na opłaty sądowe. Rzecznik mówi, że jego ludzie mogą pomóc Danucie Gruszewskiej w napisaniu pisma procesowego i wniosku o zwolnienie z opłat sądowych. Tyle tylko, że w tym celu musiałaby pojechać do Warszawy, bo nie da się tego zrobić przez telefon. Rzecznik zamierzał stworzyć struktury wojewódzkie swojego biura, w budżecie zabrakło na to pieniędzy.
   Prawnicy udzielający porad za darmo działają również przy niektórych organizacjach pozarządowych, w ośrodkach pomocy społecznej, redakcjach gazet. Niestety, oni też mają mnóstwo klientów, więc nie są w stanie zastąpić im adwokata, który poprowadzi sprawę od początku do końca. Takie osoby jak Danuta Gruszewska, bez pieniędzy i bez wsparcia rodziny, pozostają więc bez szans. I jest ich coraz więcej.
GRAŻYNA STARZAK

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3