Bez sukcesów Małysza nie byłoby pieniędzy na sukcesy Kowalczyk

Redakcja
Fot. PAP/ Andrzej Grygiel
Fot. PAP/ Andrzej Grygiel
Jak Pan podsumuje występ polskich sportowców w Kanadzie? - zapytaliśmy w Wiśle prezesa Polskiego Związku Narciarskiego, Apoloniusza Tajnera.

Fot. PAP/ Andrzej Grygiel

- Mieliśmy wysoką skuteczność w zdobywaniu medali, a do tego panczenistki sprawiły niespodziankę. Wynik jest naprawdę dobry, najlepszy w historii polskich startów na zimowych igrzyskach olimpijskich. Nie zapominajmy także o tych sportowcach, którzy uplasowali się na lokatach tuż poza podium. Mówię tutaj o biatlonistkach, o Tomku Sikorze.

Występ skoczków Pana usatysfakcjonował?

- Adam Małysz ponownie udowodnił klasę, zdobywając dwa razy srebro. Może trochę zawiodła drużyna, kończąc konkurs na szóstym miejscu. Ale dobrze, że ta pozycja nas nie zadawala, ponieważ to oznacza, iż potencjał chłopaków jest większy. Jak nie udało się teraz, to może następnym razem. Moment, w którym nasza ekipa zacznie zajmować miejsca w czołowej trójce jest kwestią czasu.

A szóste miejsce biegaczek w sztafecie?

- Jesteśmy zadowoleni z tego miejsca naszych dziewczyn. Straciły tylko trochę ponad minutę do pierwszego miejsca, a są to przecież jeszcze młode zawodniczki. Za cztery lata, kiedy ta ekipa już zbierze większe doświadczenie, można będzie liczyć na więcej. Świetną postawą wykazała się także Kornelia Marek, zajmując 11. miejsce w biegu na 30 kilometrów stylem klasycznym. Na tym dystansie, wśród takich zawodniczek to nie lada wyczyn. No i oczywiście Justyna Kowalczyk, która przecież wraca do kraju z trzema medalami z tym upragnionym, najcenniejszym złotym.

Na tych igrzyskach zdobyliśmy prawie tyle medali, co dotychczas podczas wszystkich występów od 1924 roku. Czy coś się zmieniło w przygotowaniach, czy po prostu szczęśliwie nam się pojawiło trochę talentów?

- Za tymi sukcesami kryje się co najmniej czteroletnia, ciężka praca. Poza tym, dzięki wcześniejszym wynikom Adama Małysza do kas Polskiego Związku Narciarskiego wpłynęło więcej pieniędzy. Te środki mogliśmy wykorzystać, aby wesprzeć grupy biegowe, także samą Justynę. Bez sukcesów Adama Małysza, bez tych pieniędzy i sponsorów nie moglibyśmy Justynie stworzyć tak dobrych warunków, które pomogły jej osiągnąć tak wiele.

Co dalej, aby podtrzymać dobre występy polskich sportowców?

- Pracujemy coraz szerzej, uruchomiliśmy specjalne programy szkoleniowe w skokach i biegach. Obecnie nie wystawiliśmy żadnych zawodników w kombinacji norweskiej, ale wśród młodzieży mamy najlepszych dwuboistów świata. Formy sportowca nie można zbudować w rok, to zajmuje co najmniej trzy, cztery lata. Dopiero wtedy widać efekty, tak jak teraz, a za kolejne cztery lata może być jeszcze lepiej. Wcale nie jest tak, że powiemy sobie, iż w Vancouver osiągnęliśmy taki wynik, który ciężko będzie powtórzyć. Ciągle jesteśmy na fali wznoszącej. Jeszcze nie jesteśmy potęgą w sportach zimowych, ale zmierzamy w tym kierunku. Mamy świetne skocznie w Wiśle, Szczyrku i Zakopanem, tor łyżwiarski w Zakopanem, trasy biegowe na Kubalonce, w Jakuszycach, w Ustrzykach i w Tomaszowie Lubelskim. U nas się dużo dzieje.
A będzie trasa w Kasinie Wielkiej, rodzinnej miejscowości Justyny Kowalczyk?

- Już w zeszłym roku chodziliśmy tam z projektantami i trasy są wytyczone. W tej chwili trwają starania o uruchomienie środków unijnych, więc myślę, że w okolicach Kasiny Wielkiej i w obrębie gminy Mszana Dolna te trasy powstaną. Szczególnie, że jest tam operatywny wójt Tadeusz Patalita. Wszystkim nam bardzo na tym zależy.

A czy do Polski zawita Puchar Świata w biegach? Justyna Kowalczyk jest bowiem pierwszą biegaczką w historii, która wygrała Kryształową Kulę, mimo iż w kraju, z którego pochodzi nie były rozgrywane żadne zawody tej rangi.

- Ja tak na to nie patrzę. Niemniej już od roku trwają starania, aby rozegrać imprezy Pucharu Świata w Jakuszycach. Mogę zdradzić, że te plany są konkretne, gdyż w przyszłym roku w ramach prestiżowego Tour de Ski odbędą się dwa biegi w Polsce. Pierwszy z czeskiego Harrachova do Jakuszyc, a drugi już w samych Jakuszycach.

Czy jest taka ewentualność, by trener Aleksander Wierietielny zajmował nie tylko Justyną Kowalczyk, ale i pozostałymi biegaczkami?

- Spotkamy się jak zwykle po sezonie, ale raczej wygląda na to, że indywidualny układ Justyny z trenerem Wierietielnym pozostanie nienaruszony, szczególnie, iż funkcjonuje on bardzo dobrze. Trener i Justyna chcieli indywidualizacji i ją mają.

Media donosiły o spięciach w Vancouver na linii Tajner - Małysz - Kowalczyk. To prawda?

- Dziennikarze się bawili i zupełnie niepotrzebnie stworzyli taką atmosferę. Między nami wszystko jest w porządku, współpracujemy ze sobą - i Justyna z Adamem, i Justyna ze mną. Byliśmy wszyscy razem na igrzyskach, spotkaliśmy się i mieliśmy czas, żeby wiele tematów omówić. Wszystko jest normalnie, ale jeżeli ktoś szuka dziury w całym, to zawsze znajdzie.

Rozmawiał

Adam Sosnowski

661 tysięcy złotych dla Justyny

Blisko 2 miliony złotych musi przygotować na nagrody dla medalistów z Vancouver i związków sportowych Polski Komitet Olimpijski. Zgodnie z regulaminem nagród zdobywca złotego medalu otrzyma 250, srebrnego 150, a brązowego 100 tys. zł. W przypadku miejsca na podium wywalczonego w rywalizacji drużynowej, każdy z jej uczestników otrzyma 75 procent tych kwot. 500 tys. zł wpłynie więc na konto Justyny Kowalczyk, 300 tysięcy skoczka Adama Małysza. Po 75 tysięcy otrzymają brązowe panczenistki Katarzyna Bachleda-Curuś, Luiza Złotkowska i Katarzyna Woźniak.

Nagrody gwarantuje też PZN, dlatego Kowalczyk wzbogaci się o 70 tys. zł za złoto, 56 tys. za srebro i 35 tys. za brąz, a Małysz zyska dodatkowo 112 tys. zł.

Beneficjentami sukcesu są także związki sportowe, gdyż otrzymają z PKOl odpowiednio 250, 150 i 100 tys. zł za każdy medal, a pieniądze te podzielą pomiędzy trenera kadry narodowej (minimum 50 procent kwoty), pierwszego trenera-odkrywcę talentu, klub sportowca oraz sztab szkoleniowo-medyczny. (KRZYK)

Triumf w Wiśle

Adam Małysz triumfował w zawodach Pucharu Kontynentalnego, które zostały rozegrane w sobotę na skoczni HS 134 w Wiśle-Malince. Małysz objął prowadzenie po pierwszej serii, w której skoczył na odległość 126,5 m. Za nim plasował się Kamil Stoch, trzeci był Austriak Manuel Fettner (obaj 122,5 m). W drugiej serii Małysz powtórzył odległość z pierwszego skoku, co dało mu bezapelacyjne zwycięstwo. Na drugie miejsce wskoczył Fettner, który oddał o 2 metry skok dłuższy niż 119 metrów Stocha. Lider PK Austriak David Unterberger zajął 16. miejsce (114 i 116 m). Dla polskich skoczków był to pierwszy poolimpijski konkurs i okazja do spotkania z licznie zebranymi kibicami. W niedzielę przeprowadzenie drugiego konkursu było niemożliwe, na progu wiatr osiągał prędkość 10 m/s.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie