Bezlitosna egzekucja

Redakcja
Fot. Ingimage
Fot. Ingimage
Przez ostatnie lata komornik potrącił ponad 16 tysięcy złotych z emerytury pana Józefa, emerytowanego dr. inżyniera budownictwa z Krakowa. Mężczyźnie ledwie starczało na jedzenie i leki. Przebolałby to, gdyby nie fakt, że - jak twierdzi - egzekucja została przeprowadzona w oparciu o sfałszowane dokumenty.

Fot. Ingimage

KONTROWERSJE. Komornik ściągnął z emerytury inżyniera ponad 16 tys. zł

Komornik zajął emeryturę inżyniera, bo ten nie chciał płacić kosztów procesu cywilnego, który kilka lat temu przegrał przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu. Przeciwniczkami Józefa były dwie blisko 90-letnie obywatelki Kanady; na początku stulecia inżynier pozwał je o zapłatę za prace budowlane w należącym do nich - i do jego żony - pawilonie handlowo-usługowym w centrum Rabki. Kanadyjki reprezentował znany nowotarski adwokat z blisko 40-letnim stażem, mecenas Władysław Ch.

Kiedy po przegraniu procesu Józef - wbrew wyrokowi sądu - nie chciał zwrócić kosztów stronie przeciwnej, mecenas Ch. skierował do komornika wniosek o egzekucję długu. Przedstawił w tym celu pełnomocnictwo, jakiego w 2002 r. miały mu udzielić mieszkanki Kanady. Z kopii wynikało, że dotyczyło ono "zastępstwa w sprawie własnej - o zapłatę oraz odbioru wyegzekwowanych od dłużnika należności w post. egzekucyjnym przed Sądem Okręgowym i Sądem Apelacyjnym". Obok widnieją sygnatury spraw, których pełnomocnictwo dotyczy. Jedna jest z 2005 r.

Józefa zastanowiło, skąd emerytki znały sygnaturę tejże sprawy - trzy lata wcześniej?! I jakim cudem podpisały dokument, skoro w ciągu ostatniego półwiecza tylko jedna z nich była w Polsce - w 1989 r.?

Emeryt złożył w tej sprawie doniesienie do prokuratury.

- Ja tego pełnomocnictwa nie pamiętam, mam ich całe teczki. Wszystko wytłumaczę prokuratorowi - mówił nam mecenas Ch. cztery lata temu, gdy zostało wszczęte śledztwo w tej sprawie. I tłumaczył na tyle przekonująco, że kolejne (po skargach pana Józefa) postępowania były przez prokuraturę umarzane.

W jednej z decyzji prokurator z Kielc napisał nawet, że "analiza pism i zeznań Józefa (...) wskazuje, iż dopuścił się on co najmniej naruszenia dóbr osobistych mecenasa Ch.". Adwokat dobrotliwie deklarował, że nie pozwie emeryta za owe naruszenie, choć pan Józef od kilku lat z uporem maniaka powtarza swe twierdzenia w pismach do sądów, prokuratur wszystkich szczebli, a także ministra sprawiedliwości.

Powtarza, bo w ciągu ponad czterech lat organa ścigania nie wyjaśniły w przekonujący sposób pochodzenia podejrzanego pełnomocnictwa, a przede wszystkim - nie rozwiały podstawowych wątpliwości. Przyznał to niedawno Sąd Rejonowy w Gorlicach.

Postępowanie w sprawie posłużenia się przez mecenasa Ch. podrobionym pełnomocnictwem prowadzili prokuratorzy z krakowskiego Śródmieścia. Już na początku zawiesili je "z powodu niemożności przesłuchania Kanadyjek". Na dwa lata... Józef zażalił się na to, a wtedy p.o. prokuratora okręgowego Artur Wrona, odmawiając objęcia sprawy nadzorem, wyjaśnił, że "śledztwo ma nieskomplikowany charakter i jest w końcowym stadium". Rok później nadal było "w końcowym stadium". Potem zostało umorzone. Artur Wrona jest obecnie szefem Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

Bezlitosna egzekucja

Przez ostatnie lata komornik potrącił ponad 16 tysięcy złotych z emerytury pana Józefa, emerytowanego dr. inżyniera budownictwa z Krakowa.
Przebolałby to, gdyby nie fakt, że - jak twierdzi - egzekucja została przeprowadzona w oparciu o sfałszowane dokumenty.

Komornik zajął emeryturę inżyniera, bo ten nie chciał płacić kosztów procesu cywilnego, który kilka lat temu przegrał przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu. Przeciwniczkami Józefa były dwie blisko 90-letnie obywatelki Kanady, które reprezentował znany nowotarski adwokat z blisko 40-letnim stażem, mecenas Władysław Ch.

Kiedy po przegraniu procesu Józef - wbrew wyrokowi sądu - nie chciał zwrócić kosztów stronie przeciwnej, mecenas Ch. skierował do komornika wniosek o egzekucję długu. Przedstawił w tym celu pełnomocnictwo, jakiego w 2002 r. miały mu udzielić mieszkanki Kanady.

***

Z powodu niemożności przesłuchania starszej pani z Kanady, zawieszono również dwa lata temu drugie śledztwo - w sprawie składania przez mecenasa Ch. fałszywych zeznań na policji - prowadzone przez prokuraturę w Gorlicach. W zeszłym roku tamtejszy sąd kazał je odwiesić, zwracając uwagę, że niemożność przesłuchania świadka nie może być przyczyną zawieszenia postępowania. Sędzia Ewa Pyrz podkreśliła, że w tej sprawie są inne ważne kwestie do wyjaśnienia.

Szef gorlickiej prokuratury Tadeusz Cebo żalił się, że śledztwo psuje mu statystykę. - Prowadzimy je, choć nie możemy nic zrobić, dopóki nie dojdzie do przesłuchania pani z Kanady w drodze międzynarodowej pomocy prawnej - wyjaśniał.

***

Cztery lata temu, w trakcie zeznań składanych w komendzie nowotarskiej policji, mecenas Ch. zeznał, że w maju 2002 r. dysponował bezpośrednim pełnomocnictwem Kanadyjek do ich reprezentowania w procesie o zapłatę, wytoczonym im przez pana Józefa. Ten przedstawił dowody na to, iż jest to wątpliwe.

Nie odnosząc się do nich, dokładnie rok temu prokurator Arleta Osikowicz z Gorlic umorzyła śledztwo. Koronnym argumentem było oświadczenie, jakie we wrześniu... 2008 r.(!) złożyła jedna z Kanadyjek. Prokuratorka oparła się też na wynikach dochodzenia prowadzonego w drodze pomocy prawnej przez policję w kanadyjskim Quebeku.

Z raportu, jaki dotarł zza oceanu, wynika, że przesłuchana Kanadyjka wraz z siostrą (współwłaścicielką majątku w Rabce) w czerwcu 2002 r. udzieliły swej krakowskiej adwokatce pełnomocnictwa do reprezentowania ich w sporze z panem Józefem. Dopiero pod koniec sierpnia 2003 r. krakowska mecenas udzieliła tzw. substytucji mecenasowi Ch. Substytucja polega na tym, że adwokat posiadający bezpośrednie pełnomocnictwo do reprezentowania strony udziela innemu adwokatowi dalszego pełnomocnictwa; substytut zastępuje owego bezpośredniego pełnomocnika, np. przed sądem.

Sędzia Ewa Pyrz, która uchyliła postanowienie prokuratury o umorzeniu śledztwa, zwróciła uwagę, że wydaje się nieprawdopodobne, by mec. Ch. dysponował bezpośrednim pełnomocnictwem Kanadyjek w tej sprawie, a już na pewno jest mocno wątpliwe, by miał je w maju 2002 r. (skoro krakowska mecenas miała je dostać miesiąc później!).
Na owe nieprawdopodobieństwo wskazuje kilka faktów. Po pierwsze - proces z powództwa pana Józefa nie mógł ruszyć m.in. dlatego, że... Kanadyjki nie miały w nim pełnomocnika (adwokatka z Krakowa reprezentowała starsze kobiety w innej sprawie, w której emeryt w ogóle nie występował). Dopiero po ponad roku, 29 sierpnia 2003 r., mecenas Ch. skierował do sądu pismo z informacją, iż "w ciągu 21 dni przedłoży pełnomocnictwo od pozwanych".

Sędzia Pyrz zadaje oczywiste pytanie: czemu "w ciągu 21 dni", skoro rzekomo miał to pełnomocnictwo od maja 2002 r.?

Na policji mecenas zeznał, że oprócz owego pełnomocnictwa głównego (z maja 2002 r.) dysponował również wspomnianym pełnomocnictwem substytucyjnym, udzielonym w sierpniu 2003 r. przez panią mecenas z Krakowa. To, zdaniem gorlickiego sądu, "całkowicie niezrozumiałe". Bo po co komu pełnomocnictwo substytucyjne, jak ma już główne?

Tymczasem "z protokołu rozprawy (w sprawie z pozwu pana Józefa) z 19 marca 2004 r. wynika, że adwokat Władysław Ch. występował w niej wyłącznie jako substytut (pani mecenas z Krakowa)"!

Zdaniem sądu w tym stanie rzeczy należy sprawdzić, "czy pełnomocnictwo (...) z maja 2002 r. jest autentyczne, tj., czy zostało (przez Kanadyjki) podpisane, a jeżeli tak, to kiedy faktycznie to podpisanie miało miejsce". Sąd sugeruje ekspertyzę grafologiczną, a także przesłuchanie obojga adwokatów na okoliczność wymienionych wątpliwości.

***

Spór małżonki pana Józefa z Kanadyjkami o podział pawilonu w Rabce zakończył się cztery lata temu wyrokiem niekorzystnym dla krakowianki. Zdecydowała o tym opinia biegłego Sądu Okręgowego w Nowym Sączu Waldemara M., który w owym czasie sporządzał niemal wszystkie wyceny nieruchomości na zlecenie sądu w Nowym Targu. Sporną nieruchomość w rynku oszacował na 155 zł za m kw. Pozwoliło to (zaproponowanej przez mec. Ch.) zarządczyni nieruchomości nabyć majątek za niewygórowaną kwotę...

M. podpisał się pod opinią jako "dr inż." i zażądał "doktorskiego" wynagrodzenia. Sąd mu je przyznał, ale okazało się, że biegły kupił doktorat w internecie od nieistniejącej uczelni. W efekcie skreślono go z listy biegłych sądowych, został też prawomocnie skazany za przywłaszczenie tytułu.

Mimo to w procesie żony Józefa z Kanadyjkami nowotarski sąd przyjął opinię M. jako wiarygodną, odrzucając dwie kontropinie biegłych Sądów Okręgowych w Krakowie i Nowym Sączu.

Wtedy zakończyła się też szybko sprawa z powództwa pana Józefa, która nie mogła ruszyć przez trzy lata. Sąd uznał ją za wyjaśnioną w dniu, w którym mecenas Ch. przedstawił... opinię "dr. inż." Waldemara M.

31 sierpnia 2006 r. nowotarski adwokat przekazał komornikowi Rafałowi Nowickiemu z Krowodrzy odpis pełnomocnictwa Kanadyjek z maja 2002 r., żeby - zgodnie z wyrokiem sądu - wyegzekwować od Józefa koszty procesu. Józef doniósł do prokuratury, że pełnomocnictwo może być fałszywe. Poinformował o tym również komornika oraz nadzorujący go sąd.
 

Organom ścigania do dziś nie udało się wyjaśnić okoliczności, na które zwrócił uwagę sąd w Gorlicach. Wymiar sprawiedliwości skutecznie wyegzekwował natomiast od Józefa wszystkie koszty procesu. Komornik ściągnął z emerytury inżyniera ponad 16 tys. zł, w tym ponad 2 tys. zł to koszty egzekucji, a 600 zł - koszty adwokackie.

Zbigniew Bartuś

zbigniew.bartus@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie