"Biały domek" do likwidacji?

Redakcja
Tarnowscy radni miejscy zastanawiali się ostatnio nawet nad tym, czy nie zlikwidować tarnowskiej Izby Wytrzeźwień, a pół miliona zł z miejskiej dotacji, przekazywanej co roku na działalność Izby, nie przekazać na potrzeby Szpitala im. Edwarda Szczeklika.

TARNÓW. Miasto głównym sponsorem trzeźwienia...

   Pieniądze z miejskiej dotacji dla Izby mogłyby zostać przekazane na przykład na inwestycje w "Szczekliku". Jak się okazuje, takie rozwiązanie jest prawnie możliwe.
   Od początku istnienia izby wytrzeźwień, tj. od 15 sierpnia 1975r., w tarnowskim "białym domku" trzeźwiało już - co prawda - prawie 130 tysięcy osób. To więcej niż liczy cały Tarnów, wliczając w tę liczbę niemowlaki i osoby już na emeryturze. Ostatnio jednak izba ma problemy związane ze zmniejszającą się liczbą dowożonych tu nietrzeźwych osób. W związku z malejącą liczbą "pensjonariuszy" izby, spadają też z roku na rok jej dochody z tego tytułu.
   Na przykład w ostatnich czterech latach liczba osób zatrzymanych w tarnowskiej izbie wytrzeźwień spadła o jedną trzecią. W ubiegłym roku zatrzymano przy ul. Tuchowskiej 2,8 tysiąca nietrzeźwych, podczas gdy w 1999r. gościło ich w izbie prawie 4,2 tysiąca. Większość pieniędzy na działalność izby przeznaczanych jest w tej sytuacji z budżetu miasta Tarnowa. Dotacja miasta do jej działalności w ubiegłym roku sięgnęła kwoty 510 tys. zł. Koszty utrzymania Izby wytrzeźwień w 2002 r. wyniosły tymczasem 754 tysiące zł. Izba w przeważającej części była więc finansowana przez miasto. Według procentowych wyliczeń, aż 68 procent pieniędzy na funkcjonowanie Izby pochodziło właśnie z budżetu miasta.
   Miasto Tarnów jest więc obecnie głównym fundatorem trzeźwienia zatrzymanych w tarnowskiej Izbie Wytrzeźwień osób. Zdaniem części tarnowskich radnych, nie powinno jednak tak być, tym bardziej, że Izba Wytrzeźwień posiada status zakładu budżetowego i powinna we własnym zakresie bilansować wydatki z dochodami. Tarnowska Izba Wytrzeźwień funkcjonuje przy Wydziale Zdrowia Urzędu Miasta Tarnowa, choć - jak podkreślają sami zainteresowani - ze służbą zdrowia ta placówka ma raczej niewiele wspólnego.
   Według tarnowskiej radnej Anny Czech, dyrektor Izby Wytrzeźwień powinien dążyć właśnie do tego, aby wydatki w Izbie bilansowały się z dochodami, bo jest to przecież zakład, a nie jednostka budżetowa.
   - Nie można zakładać, że dotacja miejska do Izby będzie zawsze na poziomie 500 tysięcy zł - _mówi radna Anna Czech. - _Poza tym, jeśli średnio do tarnowskiej izby wytrzeźwień trafia po ośmiu trzeźwiejących na dobę, to nie ma powodu tam utrzymywać aż 44 łóżek. Tymczasem teraz w Izbie są właśnie 44 łóżka czekające na trzeźwiejących.
   Zdaniem natomiast radnego Zbigniewa Martyki, dyrektor Izby Wytrzeźwień zaplanował w ciągu roku wydać kwotę 57 tysięcy zł na wypłatę premii dla pracowników, podczas gdy za te pieniądze mógłby kupić komputer.
   - Jak sygnalizował nam to pan dyrektor, nowy sprzęt komputerowy znacznie ułatwiłby pracę w izbie wytrzeźwień i pozwolił na wprowadzenie pewnych oszczędności, więc nie widzę powodu, dlaczego te pieniądze nie miałyby zostać zaoszczędzone przez dyrekcję IW i wydane właśnie na zakup komputera - _uważa radny Zbigniew Martyka. - _Byłoby to tym bardziej uzasadnione, że pensje w tarnowskiej Izbie Wytrzeźwień i tak są o wiele wyższe w porównaniu na przykład do tego, ile zarabia się w tarnowskich szpitalach.
   Dodajmy, że sytuacji w tarnowskiej Izbie Wytrzeźwień było poświęcone wtorkowe posiedzenie radnych z miejskiej komisji zdrowia. W tym celu odwiedzili oni placówkę dla trzeźwiejących znajdującą się przy ul. Tuchowskiej.
   Przewodnicząca komisji, radna Stanisława Czernik-Adamczyk, postanowiła jednak nie jechać do Izby razem z innymi radnymi, gdyż - jak później tłumaczyła - traktuje tę placówkę jako represyjną, gdzie stosuje się represje wobec zatrzymywanych tam często chorych osób. Jak podkreśla, nie jest to także przecież placówka służby zdrowia.
   - Izba funkcjonuje przy magistrackim wydziale zdrowia, ale w praktyce nie ma o niej żadnej wzmianki choćby w ustawie o ochronie zdrowia - _podkreśla radna Stanisława Czernik-Adamczyk. - _Stosuje się tam represje wobec zatrzymywanych osób.
   Według dyrektora Wiesława Kumeckiego, aby wydatki kierowanej przez niego placówki zbilansowały się z dochodami, ściągalność opłat za pobyt w izbie musiałaby sięgnąć poziomu 90 procent. Tymczasem obecnie jest to ściągalność na poziomie 35 procent, czyli łatwo wyliczyć, że za pobyt w Izbie płaci co trzeci przebywający tam "pensjonariusz".
   Dyrektor Wiesław Kumecki twierdzi też, że nie kupił z pieniędzy przeznaczonych na pracownicze premie komputera do Izby, gdyż nie były to pieniądze przeznaczone na inwestycje, a tych Izba nie miała ostatnio ani złotówki. Twierdzi też, że nie ma żadnego problemu z tym, aby zlikwidować część łóżek w jego placówce, choć - jego zdaniem - nie wpłynie to w żadnym stopniu na zmniejszenie kosztów funkcjonowania Izby Wytrzeźwień.
   Pomysł zlikwidowania Izby Wytrzeźwień ma natomiast ten ujemny aspekt, że zatrudnionych jest tam obecnie około 30 osób. Na koniec grudnia 2002r. w Izbie zatrudnionych było 26 osób na 24 etatach oraz siedmiu lekarzy na umowach cywilno-prawnych (3,5 etatu). Dodajmy, że jednorazowy pobyt przy Tuchowskiej kosztuje obecnie dowożone tu nietrzeźwe osoby 240 zł.
   Jak dowiedzieliśmy się, radni z komisji zdrowia mają ewentualnie sformułować wniosek o likwidację Izby Wytrzeźwień na następnym posiedzeniu tej komisji, 20 maja. Wcześniej ma zostać sprawdzone, czy byłoby to zgodne z zapisami ustawy o wychowaniu w trzeźwości i ustawą o policji. (Smol)

Bez narkozy

Małysz - strażak

   W jednej z gazet przeczytałem: "Strażacy u Małysza". Najpierw pomyślałem, że to jakieś spotkanie towarzyskie. Potem, że Małysz będzie strażaków uczył skakać na nartach (na sztucznej skoczni), bo nie wiadomo, kiedy i komu może się to przydać. Na końcu pomyślałem, iż to Małysz będzie próbował zostać strażakiem, bo w sezonie letnim umiłował sobie takie hobby.
   Ale nic z tych rzeczy! Okazało się, że strażacy z OSP z regionu tarnowskiego wybierają się na szkolenie do Wisły, która - akurat się tak składa - jest miejscem zamieszkania mistrza Adama. A spotkać się ma z nimi nie mistrz, ale mgr inż. Waldemar Pawlak, były premier, obecnie prezes strażaków - ochotników. Tak więc strażacy nie będą - jak napisano - "u Małysza", ale raczej u Pawlaka. Być może niektórzy z nich sami tego żałują.
wiesŁaw ziobro

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie