Bić mistrza

Redakcja
Wystawa stała w Pałacu Opatów w Oliwie, a grzmoty i fajerwerki dobiegały z Warszawy, przenoszone na ogólnopolskich stronach stołecznych gazet. Kilkanaście artykułów polemicznych odnoszących się do wydarzenia dziejącego się tak daleko od "Zachęty", czyli po prostu na głębokiej prowincji, to ewenement.

W Oddziale Sztuki Współczesnej gdańskiego Muzeum Narodowego dobiega końca najgłośniejsza wystawa ostatnich lat, "Nowi dawni mistrzowie", przygotowana przez amerykańskiego krytyka Donalda Kuspita

Donald Kuspit, historyk sztuki, opiniotwórczy nowojorski krytyk, przez wiele lat towarzyszył awangardzie. Trudno powiedzieć, czy swoje poglądy na sztukę przeorientował nagle, jak sugerowali niektórzy dyskutanci, pewne jest jednak, że nie dokonał tego wczoraj ani nawet przedwczoraj. Eseje Kuspita o artystach dalekich od nurtów awangardowych można było znaleźć już przed kilkunastu laty. Jego tekst o nowych dawnych mistrzach opublikował sporo przed wystawą jeden z polskich tygodników. To, że przygotował i pokazał w Gdańsku wystawę współczesnej sztuki figuratywnej, przedstawiającej i zgoła nienowoczesnej, nie powinno być zaskoczeniem. A jednak...
"Nowi dawni mistrzowie" to prezentacja ponad stu obrazów i rzeźb 33 autorów współczesnych, głównie amerykańskich. Z Europy - sześciu, w tym dwuosobowa reprezentacja gospodarzy wystawy, gdańszczan. Nie ma w tym gronie debiutantów, dominuje średnie i starsze pokolenie, często utytułowane, honorowane nagrodami, z dorobkiem wystawienniczym. Prace na wystawę udostępniały galerie, nierzadko muzea, co - jak się miało okazać w toku dyskusji - też może świadczyć przeciwko nim.
Co takiego zrobił Donald Kuspit i 33 artystów, że wystawa - choć miała swoich admiratorów - to cięgi znacznie przeważały? Przede wszystkim - Kuspit opatrzył "Nowych dawnych mistrzów" przesłaniem:
"Każda wystawa sztuki stanowi argument w dyskusji krytycznej. Argumentem tej wystawy jest stwierdzenie, że sztuka modernistyczna, tak zwana sztuka awangardowa, stała się we wszelkich jej permutacjach dekadencka, przestarzała, wyeksploatowana i z ludzkiego punktu widzenia nieistotna".
I na kolejnej stronie katalogu wystawy kontynuuje:
"Jeśli sztuka chce nadal rozwijać swoją różnorodność, będąc różną od producentów rozmaitości (by nie powiedzieć utowarowionych nowinek), a jednocześnie służyć zgłębianiu i poszerzaniu ludzkiej świadomości, musi zaakceptować dialektyczną bliskość wszystkich dzieł w globalnym "muzeum bez ścian", jakim sztuka się stała. To nie to samo, co przytakiwanie rozmaitym historiom i programom działania w obszarze sztuki, zakładające ich nieuniknioną oddzielność i nieprzystawalność; to raczej rozpoznanie, nakładających się często, estetycznych obszarów zainteresowań - z przekonaniem, że mają pewien wspólny grunt, na którym mogą zakorzenić się nowe artystyczne możliwości. Idea Nowych Dawnych Mistrzów, będąca syntezą sztuki tradycyjnej i sztuki modernistycznej, stanowi jedną z takich możliwości".
Właściwie mógł już nie dopowiadać, że: "Dzisiaj nowa sztuka to już establishment, a wielka tradycja stała się antyestablishmentem".
Spór, jaki rozgorzał, był o tyle zdumiewający, że - choć wywołany wystawą - toczył się nie wokół obrazów, ale wokół słów: poglądów Kuspita wyrażonych w cytowanym tu katalogu wystawy i rozwiniętych w książce "Koniec sztuki", wydanej z okazji wernisażu (bardzo źle przetłumaczonej), niekoniecznie przeczytanych, podobnie zresztą jak obejrzenie wystawy nie wydawało się niektórym dyskutantom niezbędne. Słowa napędzały słowa. Zdaje się, że najcelniej ujął to Piotr Kosiewski, który napisał: "Można odnieść wrażenie, że w dużej mierze nie jest to rozmowa o książce ani o dziełach zaprezentowanych w Gdańsku, lecz o stosunku do sztuki współczesnej w Polsce, rozumienia jej funkcji, wreszcie o tym, co za sztukę jest uznawane. Przy tej okazji daje się usprawiedliwienie własnym uprzedzeniom ideologicznym".
Trudno bez reszty podzielać myślenie Kuspita o sztuce; zbyt dużo odsunął na margines, unieważnił. Z życia, które trochę lat już trwa, pozostał mi tyleż strach przed ultymatywnymi wyborami jedynie słusznej drogi w sprawach tak złożonych jak sztuka, co głębokie przeświadczenie o zbędności takich wyborów. Zwłaszcza gdy dokonywane są w imieniu artystów, a faktycznie poza nimi.
Jednak z Kuspitem można dyskutować. Jak jednakże podjąć dyskusję z dżentelmenem, który na dzień dobry wypala z armaty: "Siłą sztuki nowoczesnej, powstającej w świecie Zachodu, jest jej niezbywalne prawo do wolności. W tym także do wolności błądzenia"? Zacząć od definicji demokracji czy spróbować z grubsza określić granice zdrowego rozsądku. Dalej jest o tym, że Kuspit podesłał nam amerykańską sztukę komercyjną, czyli paskudną starzyznę zalegającą gdzieś w galeriach (zapewne prowadzonych przez Armię Zbawienia?), a u nas "Teraz na szczęście towar ten już nie idzie, nawet z nową metką. Dobrze wiemy, co się nosi. I nieźle potrafimy sami skroić. Sztuka polska ma się dobrze. Rzeźba Mirosława Bałki znajduje się w stałej ekspozycji Tate Modern w Londynie. W paryskim Centrum Pompidou trwa wystawa indywidualna Pawła Althamera. Wilhelm Sasnal stanął na czele ustalonej przez międzynarodowe grono krytyków listy najwyżej cenionych artystów".
No i pięknie. Tylko że dobre samopoczucie jakby trochę na wyrost, zważywszy że to nie my kroimy, a oni: Bałka, Althamer, Sasnal. Rzeczywiście, wiedzą jak się to robi. Choć niewykluczone, że Sasnal, nie tylko modny, ale przede wszystkim fenomenalnie utalentowany malarz, wkrótce zostanie przez swojego akolitę wciągnięty na czarną listę komercji: jego obrazy nie tylko znajdują uznanie u krytyków, ale i bardzo dobrze się sprzedają.
A przede wszystkim nie rozumiem dlaczego obecność Bałki w stałej ekspozycji londyńskiej Tate Modern ma sprawić, że nie wolno wpuścić do Pałacu Opatów w Oliwie na przykład obrazu Davida Ligare'a którego prace znajdują się w stałej ekspozycji nowojorskiego Museum of Modern Art, też w końcu niezłego? Dlaczego mamy pilnie zamknąć granice przed malarstwem Richarda Ryana, niemal już klasyka?
Smutna była ta dyskusja, w której wysokim stronom udało się wyjątkowo skutecznie usunąć na bok coś bardzo konkretnego: dobrze ponad 100 obrazów i rzeźb, zbyt różnych, aby potraktować je łącznie, bez względu na to, czy z aplauzem czy wręcz przeciwnie.
Potem już w salach wystawowych były dzieła i publiczność. Taka, która przyszła z sąsiedztwa i taka, która bez obrzydzenia jechała z drugiego końca Polski. Monumentalny katalog częściej przeglądano niż kupowano: drogi. Wyklęta przez mandarynów i okolice książka Kuspita miała wzięcie.
Jolanta Antecka

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie