Biesiadny savoir-vivre - Stół

Redakcja
W ogromnych nieraz ilościach, co wspomniał Mickiewicz w "Panu Tadeuszu" wkładając w usta Hrabiego jakże wymowne pytanie - "czy są tu ciemnice?", na które Gerwazy odparł rzeczowo - "są, lecz puste, bo wino wypili Soplice". No, a cóż za pożytek z pustych zamkowych lochów?

Kielich powitalny, zwany w polsko-amerykańskiej nowomowie "drinkiem", spełniano kiedyś winem. Najlepiej - węgrem lub też węgrzynem, który cieszył się w Polsce zasłużoną sławą. Zwłaszcza gdy był Hungariae natus, Poloniae educatus, urodzony na Węgrzech, a wychowany w Polsce, gdzie przez lat wiele leżakował w chłodnych piwnicach dworów, pałaców i zamków.
   Potem czasy się zmieniły. Również w Polsce powstała nowa, nie znana dotąd warstwa abstynentów, a coraz bliższe związki z anglosaskim Zachodem, przypadające zwłaszcza na przełom wieku XIX i XX, wzbogaciły kraj nie tylko o brytyjskich groomów, czyli masztalerzy i nursy, czyli niańki, lecz również zwyczaj picia wody sodowej i - whisky w miejsce powitalnego węgrzyna. No, a potem wszystko poszło już pełną parą: po whisky, whisky on the rocks, czyli z lodem i whisky - soda, nadciągnął gin, czyli nasza poczciwa jałowcówka z tonikiem lub sodową wodą, bo świętokradczy dla przeciętnego rodaka obyczaj rozcieńczania mocnych alkoholi ma angielską genezę (właśnie - angielską, vide grog, poncz i wspomnianą już whisky soda; rasowy Szkot czy Irlandczyk prędzej by sobie rękę dał uciąć niż dolał nią do swego narodowego trunku choć kropelkę wody lub też zhańbił go kostką lodu). Równocześnie zaczęto podawać francuskie i włoskie aperitify i amerykańskie cocktaile, a nawet soki owocowe i coca-colę wraz z całą rodziną aromatycznych napoi bezalkoholowych. Słowem - wszystko, co można podać na zimno, chłodnik wyłączając. Oraz - przede wszystkim - piwo, które serwuje się wyłącznie w niezbyt pod tym względem kulturalnej Ameryce Północnej. I to nie tylko w szklankach, lecz również butelkach i puszkach. Ohyda!
   My nasze miniomówienia zaczynamy od normalnej whisky podawanej na szkocki sposób, co oznacza - jak to już zostało powiedziane - bez wody (a fe!) i bez lodu (barbarzyństwo, bo whisky, podobnie jak koniak, ma bukiet, ujawniający całe swe bogactwo po podgrzaniu szklaneczki w dłoni). Właśnie - szklanki, a raczej małej i niskiej (w przeciwieństwie do smukłej literatki) szklaneczki, lekko rozszerzającej się u góry. Może być w dolnej części żłobkowana dla zapewnienia pewniejszego uchwytu. Bo nie bez poważnej przyczyny krąży pośród Szkotów maksyma - pierwsza szklaneczka whisky smakuje jak pluskwa; druga - również jak pluskwa, lecz już młoda pluskwa; dopiero trzecia jest naprawdę smaczna.
   Tudzież następne. Za tydzień - o podawaniu whisky na sposób angielski.
    brat chama

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie