Bitwa pod Wyszehradem

Redakcja
Jest niski, szczupły, obcięty na jeża. W świetle latarni przy ulicy Legerovej 36 w Pradze, gdzie pomieszczenia po jakimś zlikwidowanym biurze wynajęła z końcem września grupa polskich przeciwników globalizacji, przechadzał się nerwowo i palił papierosa za papierosem.

Tekst: Zbigniew Krzysztyniak, zdjęcia: Piotr Kędzierski

 - Ponoszenie kary to część obywatelskiego nieposłuszeństwa. Nie uciekamy przed karą. Liczymy się z zatrzymaniem, grzywną, nawet wydaleniem z Czech.
 Jakub Łukaszewski ma 19 lat. Pochodzi z Opola. Jest członkiem ruchu "Ziemia przede Wszystkim". W przededniu inauguracji dorocznego posiedzenia Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego w stolicy Czech pokazały go wszystkie stacje telewizyjne. To właśnie on - wraz z młodym Amerykaninem i niewiele od siebie starszym kolegą z Polski - zawieszony na wspinaczkowej linie, powiesił na moście Nuselskim, tuż przed strzeżonym przez policję, odgrodzonym od świata stalowymi barierami Centrum Kongresowym, wielki transparent z napisem po angielsku: "Zakończyć rządy korporacji". Policja zdjęła transparent.
 Jakub i jego koledzy stali się pierwszymi zatrzymanymi w związku z oczekiwanymi w Pradze protestami przeciwników globalizacji. Zapłacili mandaty (po 1000 koron
- ok. 110 złotych). I zostali zwolnieni.
 Jak zapowiadano od wielu miesięcy, właśnie stolica Czech, na czas obrad dwóch najpotężniejszych na świecie instytucji finansowych, miała się stać miejscem największych protestów.

"Zróbmy z Pragi

drugie Seatttle"

- wzywali anarchiści, działacze radykalnych organizacji ekologicznych i przedstawiciele skrajnej lewicy. Oczekiwano, że do Czech przyjedzie z całego świata co najmniej 20 tysięcy demonstrantów.
 W Pradze zmobilizowano 11 tysięcy policjantów. Wojsko skierowało do akcji ciężki sprzęt: śmigłowce i transportery opancerzone. Ściągnięto z Niemiec specjalne wyrzutnie granatów ogłuszających
i pocisków z gazem łzawiącym. Przez wiele miesięcy funkcjonariusze specjalnych jednostek policji na wojskowych poligonach, pod kierunkiem ekspertów m.in. z Anglii, Holandii i USA, ćwiczyli metody walki z demonstrantami.
 Do szpitali przywieziono dodatkowe ilości krwi, leków, materiałów opatrunkowych i specjalnych środków do leczenia skutków podrażnień skóry, spowodowanych gazem łzawiącym. W stołecznych szpitalach wstrzymano operacje. Wydzielono łóżka, oczekujące na rannych.
 Podczas posiedzenia MFW i BS w praskich szkołach ogłoszono ferie. Mieszkańców okolic Centrum Kongresowego proszono, aby zaopatrzyli się w żywność i leki. Władze niektórych dzielnic zdecydowały się na udzielenie wielkich dotacji do wczasów dla tych starszych ludzi, którzy na czas posiedzenia zdecydują się wyjechać z miasta. Praga powoli się wyludniła. Na ulicach, w metrze, na przystankach tramwajowych, w okolicach hoteli pojawiły się wzmocnione patrole policji.
 Pierwsze akcje protestacyjne w stolicy Czech, gdzie z zagranicy zjechało około 10 tysięcy osób, były jedynie "przeglądem folkloru". Na wzgórzu Letnej prowokacyjnie gromadzili się skini, na namiesti Miru - anarchiści i antyfaszyści, przed hotelem "Opera", w sąsiedztwie stacji metra "Florenc" - komuniści. Niemcy, Szwedzi, Anglicy, Hiszpanie, Turcy, Grecy, Węgrzy, Amerykanie, Włosi, Francuzi, Duńczycy i Norwegowie. I Polacy. Mieszały się języki, mieszały hasła. Tylko jedno pozostawało wspólne.

"Kapitalizm zabija - zabij kapitalizm"

 Rozstawieni na dachu Centrum Kongresowego policyjni strzelcy wyborowi ziewali z nudów. Skoro okolica gmaszyska (dawnego praskiego Pałacu Kultury) została otoczona stalowymi barierami i odcięta od świata. Absolutna pustka. Kontrolowano wszystkich. Każdy, kto nie miał przepustki lub akredytacji, musiał - nawet idąc do swego, położonego w sąsiedztwie Centrum, domu - korzystać z okrężnych tras. Ludzie przeklinali.
 Działacze Inicjatywy Przeciwko Ekonomicznej Globalizacji (INPEG), która była organizatorem większości z ponad 200 zaplanowanych akcji protestacyjnych w Pradze zapowiadali: "Dzień D przyjdzie. 26 września uniemożliwimy uczestnikom posiedzenia wyjazd z Centrum Kongresowego".
 - Wyjdą dopiero wtedy, gdy zdecydują o rozwiązaniu Funduszu i Banku - mówił z ironicznym przekonaniem Viktor Piorecky - jeden z rzeczników prasowych INPEG.

\ \ \*

 26 września rano pod Centrum Kongresowe zaczynają zajeżdżać luksusowe limuzyny. Także potężny merdeces z prezydencką flagą. Vaclav Havel otwiera posiedzenie. W tym czasie na potężny wiadukt, przez który nad dzielnicą Nusle prowadzi główna magistrala drogowa Pragi, czyli właśnie na most Nuselski (zwany także mostem Samobójców) wjeżdżają cztery transportery opancerzone. Za nimi ustawiają się dziesiąt- ki policjantów, uzbrojonych w tarcze i pałki. Havel mówi o globalnej odpowiedzialności.
 Dwa kilometry dalej, na namesti Miru rzecznicy gromadzących się demonstrantów krzyczą:

"Precz z MFW i Bankiem Światowym".

 W stronę gmaszyska, w którym zebrała się finansowa reprezentacja świata ruszają trzy kolumny: żółta, różowa i niebieska. Kierują się w stronę mostu Samobójców.
 - "Idziemy z niebieską. Tam są Niemcy i Polacy. Patrz, mają butelki z benzyną i kije. Szybciej. Musimy iść przed nimi" - krzyczą telewizyjni operatorzy i dziennikarze. Ubrani w czerwone kamizelki, które dla mediów przygotowała policja i wyglądają, jak robotnicy drogowi.
 Przy ogłuszającym łoskocie bębnów, przy rytmicznym dźwięku piszczałek, skandując: "Viva anarchia", często
zamaskowani, "niebiescy", uzbrojeni w kije, toczą przed sobą wielką symboliczną kulę. "Glob przeciw globalizacji". Niebiescy nie idą jednak w stronę mostu Nuselskiego. Skręcają na Karlovo namiesti (plac Karola) i w dalej w dół, przez Nowe Miasto, do Nusli, pod most kolejowy obok wzgórza Vyszehradu. Już widać Centrum Kongresowe.
 - "Przepychanki na moście mają odwrócić uwagę" - krzyczy do kolegów dziennikarz Czeskiego Radia. Š "Cała siła uderzenia pójdzie tutaj".
 "Niebiescy" wchodzą w wąską uliczkę Lumirovą, wspinającą się w stronę Cenrum Kongresowego. Po lewej stronie stoją kamienice czynszowe. Po prawej strome, zarośnięte drzewami i poprzecinane alejkami wzgórze Wyszehradu, zakończone wysokim, ceglanym murem. Wąski przesmyk uliczki blokują ciężkozbrojni policjanci. Rytmicznie uderzają pałkami w pleksiglasowe tarcze. Ktoś wzywa do rozejścia się.
 Kolumna rusza. Na chronione kaskami głowy policjantów sypią się wyrwane z chodników kostki brukowe.

Lecą kije i butelki z benzyną.

 Ktoś płonie. Teraz na szturmujących anarchistów sypie się grad petard z gazem łzawiącym. Pierwszy szereg demonstrantów powala strumień z armatki wodnej. Z przerażającym gwizdem lecą ogłuszające granaty. Detonują w środku napierającego tłumu. Krzyk. Błysk wybuchającego ognia. Stukot kamieni walących w tarcze. Chrzęst pękających kijów.
 Z wyciem silnika za policyjny kordon podjeżdża transporter opancerzony. W chwilę później drugi. W szeregu ubranych na czarno policjantów raz po raz ktoś pada. Pod nawałnicą kostek brukowych pękają pleksiglasowe tarcze. Walczących oddzielają jedynie stalowe bariery. Oznaczona białymi kamizelkami z czerwonym krzyżem ekipa sanitarna "niebieskich" też zbiera rannych. Im więcej krwi, tym lepiej dla ekip telewizyjnych, które ustawiły się na zadrzewionym zboczu. Młody chłopak leży na trawie.
 - Co się stało? Dostał, k..., w głowę policyjną pałką Š krzyczy po polsku sanitariusz.
 Trzej Włosi ściągają po zboczu jęczącą dziewczynę, z prowizorycznie usztywnioną nogą. Jest mokra, ma zapuchnięte oczy. Ktoś przelewa jej wodą twarz. Od strony mostu kolejowego rozlega się jękliwy sygnał karetki.
 Ekipa słowackiej telewizji "Markiza" filmuje chłopaka, który ma zakrwawioną twarz. Przy oku trzyma chusteczkę.
 - _Ja też jestem dziennikarzem. Niezależnym. Z Poznania. Dostałem w oko chyba granatem, albo kamieniem _Š mówi i idzie w stronę karetki.
 W wąskim przesmyku walka nie ustaje. Lecą kostki i kije,

pękają granaty,

 leją się strugi wody. Determinacja obu stron. Niemal jak w wąwozie Termopile.
 \ \ \
 _- To był bój o przeżycie _Š powiedział dzień później Jaromir Kverech, policjant z Hradca Kralove, który dowodził akcją w Lumirowej. Jego podwładni są wśród najciężej rannych.
 \
\ \
  Starcia z policją są coraz gwałtowniejsze. Wybuchają w sąsiednich uliczkach. Grupie polskich anarchistów udaje się w jednym miejscu przełamać policyjne bariery i Š pod Mostem Nuselskim Š wedrzeć w bezpośrednie sąsiedztwo Centrum Kongresowego.
 Jest już późne popołudnie. Szef ochrony Centrum zabrania delegatom opuszczać gmach. Policja mobilizuje siły. Do Pragi z sąsiednich miast wzywane są kolejne posiłki. Oficjalnych gości posiedzenia MFW i BS udaje się wywieźć specjalnie podstawionymi pociągami metra z sąsiadującej z Centrum i całkowicie kontrolowanej przez policję stacji "Vyszehrad". Pod policyjną ochroną przeszli cali; ucierpiał jedynie jeden z Japończyków, który oberwał w głowę kamieniem.
 W uliczkach niedaleko Centrum Kongresowego płoną plastykowe kubły na śmieci, tablice reklamowe. Transportery starają się rozjechać barykady, które demonstranci budują ze wszystkiego, co wpadnie im w ręce. Pali się kilka samochodów. Czarny, gryzący dym, z płonącego plastyku miesza się z gazem łzawiącym. Raz po raz pękają granaty ogłuszające. Ryczą silniki transporterów i armatek wodnych. Jęczą sygnały karetek. Walą bębny, zagrzewające do boju. Niosą się skandowane hasła.
 Kiedy zapada zmierzch grupy anarchistów kierują się w stronę centrum. Wkrótce i tam

wybuchają zamieszki.

 W ruch idą kostki, wyrwane z brukowanych chodników, którymi pokryta jest cała Praga, znaki drogowe. Grupki demonstrantów (?) niszczą wszystko, co napotkają na drodze. Totalnie zdemolowane zostają restauracje "McDonalds" i "KFC" na placu Vaclava, kilka banków i sklepów. Znów dochodzi do ciężkich starć z policją. Znów są gazy, armatki wodne, pałkiÖ Znów butelki z benzyną, bruk. Znów wyją karetki pogotowia, znów słychać ogłuszający warkot policyjnych śmigłowców. Walki toczą się do późnej nocy.
 Środa jest już spokojna. Czas przerażającego bilansu. Straty liczone są w dziesiątkach milionów koron, czyli w milionach złotych. W starciach rannych zostało 63 policjantów. 17 z nich hospitalizowano. Dwóch ma poważne wstrząsy mózgu. Jeden połamane kości twarzy.
 Obrażenia odniosło 65 demonstrantów. 15 z nich przebywa w szpitalach. Trzech hospitalizowanych zatruło się narkotykami.
 Zatrzymano 859 uczestników zajść, z czego 330 obcokrajowców. Wobec 130 toczy się postępowanie deportacyjne. 20 osób oskarżono o niszczenie majątku, czynną napaść na funkcjonariusza publicznego i czyny chuligańskie. Jest wśród nich 7 Węgrów, 3 Duńczyków, 2 Hiszpanów, 2 Polaków, Niemiec, Austriak, Czech i Amerykanka. Mogą dostać nawet do trzech lat więzienia.
 Już w środę, dzień wcześniej niż planowano, z powodu wyczerpania się liczby dyskutantów, posiedzenie MMF i BS zostało zakończone. 18 tysięcy oficjalnych gości rozjeżdża się do domów. Wracają także przeciwnicy globalizacji.
 Życie powoli wraca do normy. W środę wieczorem Sparta Praga, w ramach rozgrywek Ligii Mistrzów po dwóch porażkach wreszcie wygrała. Z Szachtiorem Donieck.

Zbigniew Krzysztyniak

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie