Biznes w dni parę

Redakcja
Mówią, że pieniądze leżą na ulicy. Ale zazwyczaj trzeba się po nie solidnie schylić. Znaleźć rynkową niszę i umieć wykorzystać okazję. Są tacy, którym to się udaje.

   Mariusz jest rencistą. Z tego tytułu otrzymuje co miesiąc nieco ponad 400 zł. Na utrzymaniu ma żonę i 14-letnią córkę. Ciężko by było z tego wyżyć, gdyby nie drobny biznes. Pod cmentarną bramą handluje zniczami. Każdego dnia rozkłada swój stolik, wystawia towar i liczy, że klienci dopiszą.
   - Ale są dni, kiedy nie pojawi się nawet pies z kulawa nogą - ubolewa. Handel dość specyficznym towarem, jakim są znicze i lampiony, zdecydowanie nabiera tempa przed 1 listopada. - Wtedy mamy prawdziwe żniwa - opowiada - Normalnie dobrze, jak zarobię dziennie parę dych. A w ostatnie dni października to i stówa wpadnie.
   - Ale konkurencja coraz większa. Na Święto Zmarłych zawsze robi się aż gęsto od sprzedających. Ja tu marznę miesiącami, a oni wpadają na kilka dni "w szczycie" i zbierają śmietankę - narzeka Mariusz.
Arbuz też daje zarobić
   "Zakręcona" i "Tygrysica" są właśnie z tych, co "zbierają śmietankę". Dwie młode kobiety przemierzają Polskę od święta do święta. Wyspecjalizowały się w trzech rodzajach towarów: owoce, czekoladki oraz znicze i kwiaty.
   - Owoce, szczególnie arbuzy, idą latem. Bierzemy je z hurtowni w Katowicach i jedziemy w Polskę. Najlepiej nad morze, albo w góry. Tam są turyści. Na miejscu znajdujemy tanią kwaterę i przy okazji mamy wakacje - opowiada "Zakręcona".
   Okazuje się, że na arbuzie też da się zarobić.
   - Można skasować do kieszeni i 10 zł za sztukę. Ale jest i ryzyko. Jak się szybko nie sprzeda, to wszystko gnije - tłumaczy "Tygrysica".
   Czekoladki mają właśnie tę przewagę, że psują się rzadziej. - Słodyczami handlujemy zawsze przed Bożym Narodzeniem. Głównie na targach. To najlepszy okres - _wyjaśnia "Zakręcona".
   Kiedy koleżanka obsługuje pierwszych klientów, "Tygrysica" wykłada z leciwej furgonetki znicze w kartonach i kwiaty w donicach. -
Od trzech lat sprzedajemy pod cmentarzami. Dla nas sezon na to zaczyna się od połowy września - opowiada.
   Również w tej branży klient stał się wybredny. - Przy wyborze zniczy coraz większą rolę odgrywa moda. W tamtym roku nieźle szły duże kuliste, a w tym - te ze sztucznym kwiatem w środku. Cały czas pojawia się coś nowego. Wszystko po to, żeby przyciągnąć klienta...
   Dla obu dziewczyn handel obwoźny jest głównym źródłem utrzymania. Z powodzeniem wykorzystują okazje. -
Nie jest to takie proste, jak się na pierwszy rzut oka może wydawać - temperuje entuzjazm "Zakręcona". - _Trzeba mieć kapitał. W znicze i kwiaty zainwestowałyśmy ok. 20 tys. zł. Żeby zarobić pod cmentarzem, trzeba stać średnio 10 godzin dziennie. A 1 listopada trzeba tu stanąć koło czwartej nad ranem, żeby znaleźć miejsce do rozłożenia stoiska. No i się stoi do późnej nocy.
Mieszkania i nakrętki
   Ewa od paru lat przebywa w Anglii. Jednak z żelazną konsekwencją raz do roku powraca do kraju. Wynajmuje lokal i, nie przejmując się formalnościami, robi biznes. - Pod koniec sierpnia wywiesiła baner reklamowy na pół kamienicy: mieszkania dla studentów. Szuka dla nich jakiegoś lokum i zarabia na pośrednictwie. Gdy rok akademicki się rozpoczyna, a zainteresowanie wynajmem stopniowo spada, zwija interes i wraca do Anglii - opowiada Beata, jej koleżanka.
   Zbigniew pochodzi z rodziny kupieckiej. Jego rodzice, jeszcze w PRL-u, rozkręcili niewielką fabryczkę. Produkowali farbki w torebkach - do barwienia odzieży. Popyt na farbki się skończył wraz z upadkiem PRL. Zaczęli handlować tapetami. Klienci pytali o płytki - Zbyszek poszerzył asortyment. Rozglądali się za oknami - siostra otworzyła w podwórku punkt sprzedaży stolarki.
   - Pewnego dnia do sklepu przyszła babina i zaczęła się żalić, że nigdzie nie może kupić zakrętek do słoików, a idzie sezon na kiszenie ogórków. Jeszcze parę osób pytało. No to wziąłem z hurtowni kilka kartonów tych zakrętek i stanąłem, tak pod koniec sierpnia, na targu - opowiada Zbigniew. - To był dopiero hit! Sprzedałem w ciągu kilku godzin parę tysięcy sztuk. Banalny pomysł, a wypalił! - uśmiecha się.
Karp prosto z wody
   Zator słynie na cały kraj z hodowli ryb, zwłaszcza karpia, który trafia na polskie stoły głównie w Wigilię. Aby odchować "świąteczną", rybę potrzeba minimum 24 miesięcy. - Ale sprzedamy ją szybko, w kilka dni - zapewnia Józef Curzydło, dyrektor Rybackiego Zakładu Doświadczalnego w Zatorze.
   - W tym roku, tak jak w poprzednim, odłowimy na święta około 100 ton. Może nieco powyżej. Ryba trafi na rynek od 18 do 22 grudnia. 80 procent hodowli karpia sprzedajemy właśnie w okresie przedświątecznym. Proszę nie czekać do Wigilii z zakupem, bo w tym roku dla spóźnialskich ryby może braknąć - ostrzega dyrektor.
   W Zatorze prognozują, że cena kilograma karpia nie spadnie poniżej 10 zł. - Oczywiście są klienci, którzy biorą od nas rybę z upustem, np. za 8 zł, i sami nią handlują. Potem patrzę, że biorą za kilo ok. 12 zł. Czyli na każdej sztuce da się zarobić parę złotych - sumuje Curzydło.
Delikatna gwiazda
   Okolice Święta Zmarłych to dobry czas dla ogrodników. Niemal na każdym grobie stoją chryzantemy. - Polska specyfika - komentuje Jerzy Starzyński, prezes Plantpolu - Większość produkcji sprzedaje się u nas właśnie z okazji 1 listopada.
   Tymczasem gdzie indziej znaleziono dla chryzantemy także inne zastosowania. - Zwłaszcza na zachodzie Europy chryzantema stała się kwiatem wykorzystywanym masowo w bukieciarstwie. Piękne gatunki ciętych chryzantem ozdabiają bukiety i stały się niemal równie popularne, jak róże - mówi prezes.
   - My na krótko przed dniem Wszystkich Świętych sprzedajemy kilkadziesiąt tysięcy doniczek chryzantem. Aczkolwiek to nie jest nasz sztandarowy produkt - dodaje.
   Dumą Plantpolu jest bowiem poinsecja, zwana również, ze względu na kształt liści, gwiazdą betlejemską. Plantpol jest największym producentem tej rośliny w Polsce. - 350 tys. doniczek trafi w ciągu dosłownie kilku dni przed Wigilią, głównie do super- i hipermarketów w całym kraju, ale również na Słowację, do Czech, wyślemy transport także do Moskwy - zapowiada Starzyński.
   Uprawa poinsecji wymaga cieplarnianych warunków. Szklarnie pod Oświęcimiem zajmują całe hektary. - W handlu poinsecja też jest wymagająca. Musi być sprzedawana w ogrzewanych pomieszczeniach. Chryzantemą można handlować w grudniu "ze stolika" na świeżym powietrzu i nie zmarznie, ale poinsecja tego nie zniesie - opisuje prezes.
   Jego zdaniem, na sezonowym handlu kwiatami da się zarobić. - Gdyby ludzie tylko chcieli, naprawdę widzę szansę. Wystarczy mieć starego poloneza czy fiata, załadować ze sto doniczek poinsecji i rozwieść tuż przed świętami do okolicznych sklepów, może też gdzieś na wsi. Parę razy uda się tak obrócić i już jest za co zrobić Wigilię. A my jesteśmy bardzo chętni do współpracy - deklaruje szef Plantpolu. I nie może się doczekać, kiedy wokół jego firmy powstanie wianuszek mniejszych kooperantów. Zamiast słać towar detalistom do Gdańska, czy Szczecina, wołałby znaleźć partnerów do nawet niewielkiego interesu. Tu, na miejscu.
   Zapewne warto się zastanowić. Pieniądze rzeczywiście leżą na ulicy. Ale schylanie się po nie wymaga jednak pewnego zachodu.
PAWEŁ PLINTA

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie