Bliżej ojczyzny

Redakcja
Irena Delmar Fot. Wacław Klag
Irena Delmar Fot. Wacław Klag
- Od ponad pół wieku mieszkam w Londynie, ale odkąd Polska wyzwoliła się z reżimu komunistycznego i moje przyjazdy tutaj stały się możliwe, chętnie odwiedzam ojczyznę. Mam tu wielu przyjaciół, znam wielu artystów, z którymi utrzymuję kontakt nie tylko dlatego, że goszczę ich w moim Teatrze Impresaryjnym ZASP-u, ale i z powodu mojej funkcji - prezesa Związku Artystów Scen Polskich za Granicą - powiedziała mi przed paroma laty Irena Delmar, aktorka, piosenkarka o pięknym sopranie, zaprzyjaźniona niegdyś z generałem Władysławem Andersem (a do dziś z jego żoną Renatą Bogdańską-Andersową), z Marianem Hemarem czy Feliksem Konarskim - Ref-Renem - ludźmi legendami polskiej polityki i życia kulturalnego.

Irena Delmar Fot. Wacław Klag

SYLWETKA. Historia Ireny Delmar - aktorki, śpiewaczki, organizatorki polskiego życia kulturalnego w Londynie - to historia polskiej emigracji

Widziałam ją w koncercie "Bliżej siebie", w którym wystąpiła wraz z kolegami - emigrantami: Grzegorzem Stachurskim, Zbigniewem Grusznicem i Jackiem Jezierzańskim. Towarzyszył im pianista, Zbigniew Rymarz, od lat współpracujący z londyńskim Teatrem ZASP-u za Granicą. A potem, raz jeszcze słuchałam artystów podczas Krakowskiego Salonu Poezji: mówili wiersze, przypominali piosenki powstałe na uchodźstwie. Niektórzy widzowie ocierali łzy wzruszenia podczas teatralno-poetyckiego poranka, kiedy padły również słowa Kazimierza Wierzyńskiego: "Kufer, cała moja ojczyzna". Dla nich, artystów-tułaczy, których los rzucił podczas II wojny poza kraj, dopiero po upadku komunizmu otwarły się drzwi do ojczyzny.

Kiedy patrzyłam na panią Irenę, podziwiałam jej wytworną, czarną żorżetową suknię w czerwone kwiaty, nienaganną fryzurę i figurę, a przede wszystkim żar w oczach i głosie, gdy opowiadała mi swoją historię. A jej życiorys mógłby posłużyć za scenariusz filmowy. To historia polskiej emigracji. Aktorka, śpiewaczka, organizatorka życia kulturalnego w polskim Londynie. Od niemal 30 lat prezesuje Związkowi Artystów Scen Polskich za Granicą rozwijając i kontynuując tradycje teatrów oraz kabaretów Hemara, Ref-Rena, a także innych emigracyjnych twórców. Do dziś pani Irena śpiewa, jest w doskonałej kondycji i odwiedzi Włocławek, by 26 września wystąpić, wraz z Grzegorzem Stachurskim, w koncercie poświęconym emigracji niepodległościowej.

Dołączyła do polskiej emigracji w Londynie dziesięć lat po wojnie, wyjeżdżając do swej ciotki, Mili Kamieńskiej, znanej wówczas aktorki, pełniącej wtedy funkcję prezesa ZASP za Granicą. - Trafiłam do Polaków na uchodźstwie, bardzo skonsolidowanych i oddanych całym sercem sprawie Polski. Dość szybko zostałam zaakceptowana przez środowisko znakomitych polskich aktorów. W naszym Teatrze byli zaangażowani artyści tej klasy, co Zofia Terne, Renata Bogdańska-Andersowa, Włada Majewska, Lola Kitajewicz, Fryderyk Jarosy. To były gwiazdy najjaśniej błyszczące - mówi pani Irena.

Zanim wstąpiła do Polskiego Teatru Dramatycznego, swoją angielską karierę zaczęła od pracy modelki. Po ukończeniu studiów wokalno-muzycznych w Londynie i Mediolanie rozpoczęła współpracę z angielską estradą. - Koncertowałam niemal po całym świecie, z czasem zostałam członkiem Brytyjskiego Związku Artystów Teatralnych i Filmowych - Equity, otrzymywałam propozycje występów w Los Angeles, w Hollywood. Ale nic z tego nie wyszło. Na drodze stanął mój mąż, Kamil Czarnecki, pułkownik I Dywizji Pancernej generała Maczka. Pewnego dnia powiedział: "Nie po to się żeniłem, żeby moja żona wędrowała po świecie. Najlepszy będzie dla ciebie miejscowy Polski Teatr Dramatyczny. Rozpoczniesz przedstawienie o 19, skończysz o 21 i będziemy mogli być razem".

Pani Irena współpracowała też z innymi działającymi w Londynie scenami: "Teatrem Polskim ZASP", "Teatrem Hemara", "Teatrem Ref-Rena", "Teatrem Budzyńskiego" czy "Niebieskim Balonikiem". Ale jedynym teatrem wystawiającym wówczas klasykę narodową, jak "Dziady" czy "Wesele", był Polski Teatr Dramatyczny. Zespoły polskie korzystały wówczas ze sceny Klubu Orła Białego, a po jego pożarze przeniosły się do Ogniska Polskiego, gdzie zbudowano profesjonalną scenę. W 1982 roku spełniło się marzenie wszystkich londyńskich artystów na uchodźstwie: otwarto salę teatralną w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym POSK. - Na inaugurację wystawiliśmy "Ambasadora" Mrożka, który przyjechał na naszą premierę. Na tej scenie wystawialiśmy wiele ciekawych spektakli, m.in. "Fantazego" Słowackiego, "Żeglarza" Szaniawskiego, "Firmę" Hemara. Nasza działalność do dziś oparta jest o zespół zawodowych aktorów.
- Z Ireną znamy się co najmniej 20 lat. Po raz pierwszy spotkaliśmy się w Londynie, gdzie przyjechałem na jej zaproszenie jako akompaniator do spektaklu "Niech no tylko zakwitną jabłonie" wystawianego właśnie tam przez Basię Fijewską. I zaprzyjaźniliśmy się właściwie na pierwszej wspólnej kolacji. Pewnie dlatego, że dom Ireny i jej męża był bardzo gościnny. Od tej pory zaczęły się nasze wielokrotne spotkania w Londynie i w Polsce, no i oczywiście wielokrotne akompaniowanie Irenie podczas jej występów. Zrobiliśmy też wspólnie z Ireną i Władą Majewską, w Teatrze ZASP-u, m.in. spektakl według tekstów Mariana Hemara "Tu mówi Marian Hemar" - opowiada Zbigniew Rymarz, kompozytor, kolekcjoner filmów, posiadający jeden z największych w Polsce zbiorów nut, zdjęć oraz przedwojennych i powojennych programów filmowych. - Irena jest osobą bardzo koleżeńską, życzliwą i serdeczną, ma mnóstwo wdzięku, ale też charakterek - potrafi pokazać pazurki. Niezwykle elegancka, świetnie ubrana. Dama, wytworna dama - dodaje Zbigniew Rymarz.

- Prowadziliśmy z mężem dom otwarty. Bywali w nim artyści, oficerowie, ministrowie, prezydenci Raczyński i Kaczorowski. Pamiętam przyjęcie, które wydaliśmy 11 maja 1970 roku. Było chyba z 70 osób, wśród nich również generał Anders. Widzę jakby to było wczoraj: był w doskonałej formie, śmiał się, żartował. Przy wyjściu umawiał się z moim mężem na dzień następny na brydża. W nocy dostał wylewu i zmarł. Znał mojego męża niemal od dziecka. Wspominał, że gdy bywał w majątku jego rodziców, to mógł zasnąć jedynie w jego łóżku, gdyż tylko ono było odpowiednie do wzrostu generała. Te brydżowe spotkania były dla mnie nieco nużące, bo nigdy nie grałam w karty. Natomiast mój mąż, Hemar i Anders byli zapalonymi brydżystami. Czasami, gdy już chciałam kończyć wieczór, Marian prosił: "Poczekaj, poczekaj, zaraz dam ci jakąś nową piosenkę. I dawał albo prosił, żebym coś zaśpiewała - mówi ze wzruszeniem w głosie artystka.

Pani Irena wspomina tamte czasy z dużym sentymentem. Na premierach spotykali się znakomici goście: z jednej strony stolik generała Andersa i jego żony, obok Stanisława Balińskiego - wybitnego poety, prozaika i tłumacza, nieopodal stolik mistrza słowa Kazimierza Wierzyńskiego i Feliksa Topolskiego - znakomitego malarza. Na te spektakle przychodziła cała polska inteligencja. - Proszę pamiętać, że "żelazna kurtyna" powodowała dużą izolację od ojczyzny, a my chcieliśmy podtrzymywać polskość poprzez polskie słowo i piosenkę. Hemar, wspaniały poeta, dramaturg i reżyser, bardzo ostry, tak wymagający, że koleżanki nieraz płakały z jego powodu po próbach. Przy tym elegancki i niezwykle czarujący. Przeciwieństwem Mariana był Feliks Konarski, Ref-Ren, powszechnie znany jako autor tekstu "Czerwone maki na Monte Casino". Łagodny, spokojny, zawsze mający sporo czasu dla aktorów. Napisał dla mnie wiele piosenek, które w zbiorze zatytułował "Piosenki dla Irenki". "Moje serce zostało we Lwowie" - uwielbiam tę jego piosenkę napisaną dla żony, Niny Oleńskiej, a po jej śmierci mnie przekazaną.
Polski Teatr ZASP był prze całe lata także miejscem wypowiedzi dla współczesnych autorów emigracyjnych. Budzyński, Cwojdziński, Kiersnowski, Lisiewicz - ich utwory także były wystawiane. A kiedy trzeba było zamanifestować wspólnotę ideową czy uczcić narodowe rocznice, londyńscy aktorzy łączyli się pod egidą ZASP-u i tak np. powstał program poświęcony 200-leciu Konstytucji 3 Maja oraz z okazji 100. rocznicy urodzin prezydenta Edwarda Raczyńskiego.

Pani Irena jest odznaczana, nagradzana, powstał o niej też film dokumentalny. Przed rokiem, gdy w ambasadzie RP w Londynie popłynęła muzyka dwudziestolecia międzywojennego, Irena Delmar otrzymała Honorowy Dyplom od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, została też laureatką Złotego Liścia Retro 2009, jest też posiadaczką Złotego Medalu Gloria Artis. Mimo trudnych przejść w życiu robi wrażenie osoby szczęśliwej. - Tak, jestem bardzo szczęśliwa i spełniona, choć nie zrobiłam kariery w Hollywood. Zawsze, nawet w chwilach trudnych, a ich mi życie nie szczędziło, podchodziłam do niego z pogodą ducha. Przepis na młodość jest prosty: używać w życiu wszystkiego, ale z umiarem. Dużo pracować i wciąż otaczać się ciekawymi ludźmi - mówi mi dziś pani Irena.

Jolanta Ciosek

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie