Bliżej ojczyzny

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Irena Delmar Fot. Wacław Klag

Irena Delmar Fot. Wacław Klag

- Od ponad pół wieku mieszkam w Londynie, ale odkąd Polska wyzwoliła się z reżimu komunistycznego i moje przyjazdy tutaj stały się możliwe, chętnie odwiedzam ojczyznę. Mam tu wielu przyjaciół, znam wielu artystów, z którymi utrzymuję kontakt nie tylko dlatego, że goszczę ich w moim Teatrze Impresaryjnym ZASP-u, ale i z powodu mojej funkcji - prezesa Związku Artystów Scen Polskich za Granicą - powiedziała mi przed paroma laty Irena Delmar, aktorka, piosenkarka o pięknym sopranie, zaprzyjaźniona niegdyś z generałem Władysławem Andersem (a do dziś z jego żoną Renatą Bogdańską-Andersową), z Marianem Hemarem czy Feliksem Konarskim - Ref-Renem - ludźmi legendami polskiej polityki i życia kulturalnego.
Irena Delmar Fot. Wacław Klag

Irena Delmar Fot. Wacław Klag

Irena Delmar Fot. Wacław Klag

SYLWETKA. Historia Ireny Delmar - aktorki, śpiewaczki, organizatorki polskiego życia kulturalnego w Londynie - to historia polskiej emigracji

Widziałam ją w koncercie "Bliżej siebie", w którym wystąpiła wraz z kolegami - emigrantami: Grzegorzem Stachurskim, Zbigniewem Grusznicem i Jackiem Jezierzańskim. Towarzyszył im pianista, Zbigniew Rymarz, od lat współpracujący z londyńskim Teatrem ZASP-u za Granicą. A potem, raz jeszcze słuchałam artystów podczas Krakowskiego Salonu Poezji: mówili wiersze, przypominali piosenki powstałe na uchodźstwie. Niektórzy widzowie ocierali łzy wzruszenia podczas teatralno-poetyckiego poranka, kiedy padły również słowa Kazimierza Wierzyńskiego: "Kufer, cała moja ojczyzna". Dla nich, artystów-tułaczy, których los rzucił podczas II wojny poza kraj, dopiero po upadku komunizmu otwarły się drzwi do ojczyzny.

Kiedy patrzyłam na panią Irenę, podziwiałam jej wytworną, czarną żorżetową suknię w czerwone kwiaty, nienaganną fryzurę i figurę, a przede wszystkim żar w oczach i głosie, gdy opowiadała mi swoją historię. A jej życiorys mógłby posłużyć za scenariusz filmowy. To historia polskiej emigracji. Aktorka, śpiewaczka, organizatorka życia kulturalnego w polskim Londynie. Od niemal 30 lat prezesuje Związkowi Artystów Scen Polskich za Granicą rozwijając i kontynuując tradycje teatrów oraz kabaretów Hemara, Ref-Rena, a także innych emigracyjnych twórców. Do dziś pani Irena śpiewa, jest w doskonałej kondycji i odwiedzi Włocławek, by 26 września wystąpić, wraz z Grzegorzem Stachurskim, w koncercie poświęconym emigracji niepodległościowej.

Dołączyła do polskiej emigracji w Londynie dziesięć lat po wojnie, wyjeżdżając do swej ciotki, Mili Kamieńskiej, znanej wówczas aktorki, pełniącej wtedy funkcję prezesa ZASP za Granicą. - Trafiłam do Polaków na uchodźstwie, bardzo skonsolidowanych i oddanych całym sercem sprawie Polski. Dość szybko zostałam zaakceptowana przez środowisko znakomitych polskich aktorów. W naszym Teatrze byli zaangażowani artyści tej klasy, co Zofia Terne, Renata Bogdańska-Andersowa, Włada Majewska, Lola Kitajewicz, Fryderyk Jarosy. To były gwiazdy najjaśniej błyszczące - mówi pani Irena.

Zanim wstąpiła do Polskiego Teatru Dramatycznego, swoją angielską karierę zaczęła od pracy modelki. Po ukończeniu studiów wokalno-muzycznych w Londynie i Mediolanie rozpoczęła współpracę z angielską estradą. - Koncertowałam niemal po całym świecie, z czasem zostałam członkiem Brytyjskiego Związku Artystów Teatralnych i Filmowych - Equity, otrzymywałam propozycje występów w Los Angeles, w Hollywood. Ale nic z tego nie wyszło. Na drodze stanął mój mąż, Kamil Czarnecki, pułkownik I Dywizji Pancernej generała Maczka. Pewnego dnia powiedział: "Nie po to się żeniłem, żeby moja żona wędrowała po świecie. Najlepszy będzie dla ciebie miejscowy Polski Teatr Dramatyczny. Rozpoczniesz przedstawienie o 19, skończysz o 21 i będziemy mogli być razem".

Pani Irena współpracowała też z innymi działającymi w Londynie scenami: "Teatrem Polskim ZASP", "Teatrem Hemara", "Teatrem Ref-Rena", "Teatrem Budzyńskiego" czy "Niebieskim Balonikiem". Ale jedynym teatrem wystawiającym wówczas klasykę narodową, jak "Dziady" czy "Wesele", był Polski Teatr Dramatyczny. Zespoły polskie korzystały wówczas ze sceny Klubu Orła Białego, a po jego pożarze przeniosły się do Ogniska Polskiego, gdzie zbudowano profesjonalną scenę. W 1982 roku spełniło się marzenie wszystkich londyńskich artystów na uchodźstwie: otwarto salę teatralną w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym POSK. - Na inaugurację wystawiliśmy "Ambasadora" Mrożka, który przyjechał na naszą premierę. Na tej scenie wystawialiśmy wiele ciekawych spektakli, m.in. "Fantazego" Słowackiego, "Żeglarza" Szaniawskiego, "Firmę" Hemara. Nasza działalność do dziś oparta jest o zespół zawodowych aktorów.
« 2 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo