Bochnia. Protestuje, bo nie chce stracić „ojcowizny”

Małgorzata Więcek-Cebula
Małgorzata Więcek-Cebula
Mieszkaniec Bochni sprzeciwia się powstaniu drogi łączącej A4 z krajową „czwórką”

Nadal nie wiadomo jak zakończy się trwające od kilku lat zamieszanie związane z budową łącznika autostrady z krajową „czwórką”.

Od wydanej w lipcu decyzji środowiskowej po raz kolejny odwołał się Andrzej Wilk, emeryt z Bochni, wspierany przez grupę kilkunastu osób.

Walczy o „ojcowiznę”

Odwołał się, bo przyjęty kilka lat temu wariant drogi przebiega przez jego „ojcowiznę”. Według niego forsowany wariant jest nie tylko najdroższy, ale też powoduje największe straty w przyrodzie na tym terenie.

Wilk proponuje, aby łącznik poprowadzić inną trasą, która ominie jego dom i zakończy się rondem przy „Blach-Stalu”.

Na proponowane przez emeryta rozwiązanie, wspieranego przez grupę kilkunastu mieszkańców, nie godzą się jednak urzędnicy.

Według nich przyjęta opcja przebiegu łącznika, mimo że przewiduje konieczność zburzenia 14 budynków gospodarczych, 1 handlowego i 3 domów, jest najlepsza dla mieszkańców, kierowców, ale też samej Bochni. Przebiega bowiem najbliżej Strefy Aktywności Gospodarczej oraz Stalproduktu.

Przedstawiciele Zarządu Dróg Wojewódzkich zwracają uwagę jeszcze na jedną kwestię.

Inwestycja o wartości 94 mln złotych jest zaplanowana na lata 2016-2018. Jeśli zmieni się w tej chwili jej przebieg, całą procedurę trzeba będzie rozpocząć od początku, a to trochę potrwa.

Brak realizacji w wyznaczonym terminie spowoduje, że zaplanowane na łącznik pieniądze po prostu przepadną.

Impasu nie da się przerwać

W tej nieciekawej sytuacji kilka miesięcy temu rozwiązanie próbował znaleźć Jan Balicki, przewodniczący Rady Miejskiej w Bochni, który podjął się mediacji.

- Osiągnąłem jednak tylko połowiczny sukces. O ile udało mi się wytłumaczyć pewne rzeczy osobom, które były przeciwne temu wariantowi, to pana Wilka nie przekonałem - mówi Jan Balicki.

Rolnik nie doszedł do porozumienia także z przedstawicielami władzy samorządowej miasta i powiatu, które proponowały mu dom i działkę w innej części miasta.

- Pan Wilk nie chce nam nawet wskazać, jakie warunki miasto musi mu zapewnić, by był usatysfakcjonowany - podkreśla przewodniczący rady miasta.

Brak porozumienia

- W tym przypadku, mimo jak najlepszych chęci z naszej strony, brakuje płaszczyzny porozumienia - dodaje Ludwik Węgrzyn, starosta powiatu bocheńskiego. Odwołanie od decyzji środowiskowej rozpatruje Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Rozstrzygnięcia należy spodziewać się w najbliższych tygodniach. Jakie ono będzie?

- Zdecyduje o tym organ odwoławczy. Wiem jednak na pewno, bo trochę się na tym znam, że sama decyzja jest poprawnie przygotowana - przekonuje Ludwik Węgrzyn.

Wykurzą specustawą?

Nie wykluczone, że w przypadku łącznika urzędnicy będą chcieli zastosować specustawę.

- Aby jednak takie rozwiązanie mogło być w ogóle brane pod uwagę, musi być prawomocna decyzja środowiskowa - wyjaśnia Józef Mroczek, wicestarosta powiatu bocheńskiego.

Dopóki nie zapadną wiążące decyzje w sprawie łącznika, kierowcy zjeżdżający z autostrady w Bochni będą skazani na jazdę wąską drogą powiatową.

Dla porównania w sąsiednim Brzesku funkcjonują dwa łączniki autostradowe.

Wideo

Materiał oryginalny: Bochnia. Protestuje, bo nie chce stracić „ojcowizny” - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Obserwator

Ale pani pierdzieli głupoty
Nic pani niewie co sie tu dzieje
Skkoncze te pierdoly pizdo

Dodaj ogłoszenie