Boks. Jerzy Galara: W Nowym Sączu mamy fajną ekipę [Wywiad]

Remigiusz Szurek
Remigiusz Szurek
Jerzy Galara (drugi od prawej) wierzy w swoich podopiecznych
Jerzy Galara (drugi od prawej) wierzy w swoich podopiecznych Fot. Golden Team archiwum
Rozmawiamy z trenerem Golden Team Nowy Sącz Jerzym Galarą.

Na początek gratulacje. W piątek 19 marca na Gali MB Boxing Night 9 w Szklarskiej Porębie Twój podopieczny Kacper Salabura okazał się lepszy od Marcina Piegońskiego.
Dziękuję. To był w sumie taki słodko-gorzki piątek. Rację mieli ci, którzy faworyzowali poszczególnych zawodników. My chcieliśmy kolejnej niespodzianki, ale „Bocian” (Daniel Bociański – przyp. red.) nie zdołał jednak pokonać Patryka Szymańskiego. Nie udało się, ale myślę, że jeszcze wiele niespodzianek, oby tylko tych dobrych, przed nami.

No właśnie. Do Kacpra wrócimy. Daniel Bociański w piątej rundzie przez nokaut techniczny musiał uznać wyższość Patryka Szymańskiego.
Mieliśmy konkretne założenia taktyczne na tę walkę. I „Bocian” realizował je idealnie. Wszystko to, co działo się do momentu nokautu, szło zgodnie z planem, z tym co założyłem sobie jako trener. Daniel zdawał sobie sprawę z tego, że tak to wszystko ma wyglądać. Z tyłu głowy mieliśmy myśl, że koniec może nadejść po jednym ciosie przeciwnika. I niestety tak się stało, rywal trafił i zakończył pojedynek.

Gdyby nie ten konkretny cios, walka mogła rozstrzygnąć się inaczej. Były ku temu przesłanki. Każda kolejna sekunda i minuta przybliżały nas do celu, a tym było zwycięstwo przed czasem. O wygranej na punkty nie myśleliśmy. W drugiej rundzie Daniel ładnie trafił Patryka, rywal ledwo utrzymał równowagę, było blisko, ale ostatecznie tym razem nie udało się.

„Bocian” po raz ostatni walczył jeszcze w grudniu 2019 roku, gdy w Nowym Sączu pokonał Węgra Attilę Tibora Nagyego. Czemu ta przerwa od boksowania trwała aż tak długo?
Odpowiedź jest prosta: Daniel układał sobie życie osobiste, urodził mu się syn, kupił dom. Pracuje w jednej z sądeckich firm (Wiśniowski – przyp. red.). Na wszystko potrzebował jednak czasu. Ciężko szarpać te dwie przysłowiowe sroki za ogon. Lepiej nieraz odczekać, poukładać sprawy i wrócić do tego, co się kocha – do pasji. Tak było z Danielem. On to wszystko poukładał perfekcyjnie. Jeśli będzie tak nadal, zapewne będzie szczęśliwym człowiekiem. W boksie ma szansę jeszcze wiele pokazać.

Wzięliśmy tę walkę z Szymańskim od samego początku zdając sobie sprawę z tego, że będzie ciężko. To rywal z wyższej półki, inna jakość niż do tej pory w kwestii przeciwników. Już kiedyś np. Andrzej Sołdra wziął pojedynek z Dawidem Kosteckim i wypił tego przysłowiowego szampana. Taki jest jednak sport. Nieraz trzeba po prostu oblizać rany… Daniel z pewnością pokazał, że ma twardą głowę. Szymański powalił na deski choćby bardzo silnego w tej kwestii Roberta Talarka (w kwietniu 2019 roku – przyp. red.). Daniel po uderzeniu nie dał się powalić od razu. W drugiej rundzie pękł mu bębenek. W piątek błędnik zwariował, odcięło mu nogi, ale nie było utraty przytomności. Później mogły posypać się jednak kolejne „bomby” ze strony rywala, więc dobrze, że sędzia nakazał koniec. Daniel był wszystkiego świadom, chciał walczyć, to nie był klasyczny nokaut.

Jak ogółem ocenisz Wasz występ na Dolnym Śląsku?
Tak jak powiedziałem na wstępie: słodko-gorzko. Kacper zrobił to, co miał zrobić. Potrzebuje czasu. Jest bardzo młodym chłopakiem, ma 21 lat. Trzeba go spokojnie prowadzić. Pokonał starszego od siebie, 28-letniego Piegońskiego, który jest twardym kickboxerem. To był solidny występ, dajmy mu teraz czas na dalszy rozwój. Z walki na walkę Kacper łapie to doświadczenie. Niebawem może być tak, że będzie potrafił nokautować przeciwników. Ma szanse namieszać w krajowej rywalizacji, ale myślę, że nie tylko.

Co do „Bociana”, on wróci silniejszy. Po tych doświadczeniach, które już nabył, będzie bardzo niebezpieczny. Przygotowanie fizyczne i psychiczne pomogą mu sprawić niejedną niespodziankę.

Za chwilę do treningów wróci Krzysiek Twardowski. Borykał się z kontuzją pleców, ale jest już coraz lepiej. Ogółem mamy fajną ekipę, która przysporzy nam jeszcze wiele powodów do radości.

Co teraz? Jakie macie plany w Golden Team?
Przede wszystkim trwają przygotowania do walk na zawodowym ringu. Czekamy na informacje od promotora, Mateusza Borka. Wykonujemy tę bokserską podwalinę pod dobre występy.

Wprowadzam nową grupę zawodników, 11,12 i 13-letnich. Oni będą takim zapleczem dla kolejnych pokoleń pięściarzy. Długo pracowaliśmy, teraz będą tego efekty.

Przykładowo Kamil Myszkowski na ubiegłorocznych Mistrzostwach Europy dotarł do ćwierćfinału zawodów. Teraz ma szansę na medal. Wziął się mocno za siebie.

W czerwcu chcemy zorganizować Grand Prix o Puchar Prezydenta Ludomira Handzla. O ile pozwoli na to oczywiście sytuacja związana z pandemią w naszym kraju. Jesteśmy jednak dobrej myśli.

Trwa pandemia. Na ile utrudnia Wam ona życie?
Trenujemy. Robimy, co możemy. Nie mnie oceniać poszczególne decyzje związane z obostrzeniami. Można by o nich oczywiście podyskutować, ale może nie na łamach gazety. Podporządkowujemy się i czekamy na lepszy czas.

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Materiał oryginalny: Boks. Jerzy Galara: W Nowym Sączu mamy fajną ekipę [Wywiad] - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie