Bronio Maj. Aktor, który nie zebrał szmalu

Bronio Maj. Aktor, który nie zebrał szmalu

Wacław Krupiński

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Bronek Maj, zostając poetą, zmarnował się mianowicie jako aktor. Kto go widział na scenie, w rzadkich, niestety, rolach filmowych albo chociaż w trakcie jakiejś towarzyskiej improwizacji recytatorskiej, ten wie, że mając tak nieprzeciętny talent aktorski, Bronek Maj, gdyby aktorem został był, miałby dzisiaj szmalu po pachy oryginalnej marynarki Lee - pisał przyjaciel Maja, Jerzy Pilch w jednym z felietonów z tomu "Bezpowrotnie utracona leworęczność".
Bronio Maj. Aktor, który nie zebrał szmalu

©Andrzej Banaś

Tyle że Bronisław Maj nigdy nie myślał o aktorstwie, ani o studiach w PWST. W szkole omijał akademie, recytacje. Był chłopcem zbuntowanym i niegrzecznym. Już w podstawówce wolał udzielać się w zespole rockowym.

KTO w "Ogrodzie rozkoszy"
Gdy skończył polonistykę, założył z kolegami - Jerzym Zoniem, Dolkiem Weltschkiem, Bogdanem Rudnickim - Teatr KTO. I zagrał w pierwszym, głośnym, spektaklu pt. "Ogród rozkoszy". Był współautorem scenariusza, wymyślił też nazwę teatru. Za pierwszej ,,Solidarności" pokazali go szerszej publiczności i dostali główną nagrodę na Festiwalu Teatrów Debiutujących START. Objechali z nim kluby studenckie w całej Polsce.

Maj zagrał wtedy trzy role: był niemym skazańcem; młodym, naiwnym idealistą, który chce zmienić świat; i tymże idealistą po latach, już pozbawionym nadziei cynikiem i pijaczkiem.
Komicznym, ale i tragicznym. Berecik z antenką, srebrny ząb, ortalionowy płaszcz. Ta postać podobała się najbardziej, zbierał za nią brawa "przy otwartej kurtynie"(choć tak naprawdę w KTO żadnej kurtyny nie było). Komizm podszyty rozpaczą, z domieszką nostalgii, ale i chłopięcej skłonności do absurdu i groteski cechuje Maja do dziś.

Już te pierwsze spotkania z widzem uświadomiły mu, że na scenie czuje się doskonale. Że w ogóle nie ma tremy. W przeciwieństwie, co wie dziś, do zawodowców. A widział Maj za kulisami największych: Jerzego Trelę, Annę Polony, Annę Dymną, Beatę Fudalej, Dorotę Segdę, Jerzego Stuhra, Krzysztofa Globisza, Zbigniewa Zamachowskiego, Wojciecha Malajkata.

Z dwoma ostatnimi pracował w Teatrze Narodowym za dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego, który zamówił u Maja parafrazę "Żab" Arystofanesa. Byli reżyserami i aktorami. Sam Maj nie grał. - Tam już były klasyczne, aktorskie role. Pewnie bym je położył - mówi skromnie.

Trafił Maj do Narodowego dzięki roli Pani Loli, którą Jerzy Grzegorzewski gdzieś zobaczył. Mistrzowskiej roli Maja, którą można obejrzeć na YouTube, podobnie jak reakcję rozbawionej do łez publiczności, w tym Wisławy Szymborskiej. Nie wytrzymywał i prowadzący jubileuszowy wieczór Znaku Jerzy Stuhr, kładąc się ze śmiechu na fortepianie.

Pani Lola i SZATNIA
W 1990 roku Bronisław Maj z reżyserem Henrykiem Urbankiem nakręcili dokumentalny film "Pani Lola" o Karolinie Surówce, legendarnej szatniarce równie owianego legendą Domu Literatów przy Krupniczej 22 w Krakowie (którego i Maj był mieszkańcem). Wystąpiła w nim także sama bohaterka. Już podczas montażu, w Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Łodzi, okazało się, że w jednej ze scen nie nagrał się jej głos.

Maj: - No i musiałem zrobić dubbing. I tak zacząłem się jej "opowieściami" bawić - z Jurkiem Pilchem, z Marianem Stalą, z osobami, które Panią Lolę znały i podobnie jak ja - bardzo ją lubiły. Improwizowałem te historyjki głównie u Wisławy Szymborskiej. Uwielbiała je.

W 1999 roku, gdy Znak obchodził swe 40-lecie, szef wydawnictwa Jerzy Illg zaproponował kabaretowy program "Pisarze do piórka". Wystąpili w nim poważni autorzy Znaku, jak: Leszek Kołakowski, Norman Davis, Jacek Woźniakowski, Władysław Stróżewski i właśnie Maj.

To w tym programie pojawiał się parokrotnie jako Pani Lola - w niebieskim chałacie, czerwonej chustce na głowie, z siatką, w filcowych butach - i żonglując tytułami dzieł, cytatami, biografią ich twórców, opowiadał, jak to oni się w niej kochali. Lejtmotywem było zdanie: "Ale ze wszystkich poetów to ja się najwięcyj w panu Maju kochałam...".

- Był to też dla prowadzącego, Jerzego Stuhra, sygnał, że kończy mi się wena i ma mnie zabrać ze sceny i zapowiedzieć kolejnego wykonawcę. Na próbach, ale i już podczas spektaklu wzajemnie robiliśmy sobie dowcipy ze Stuhrem - ja go zresztą uwielbiam i nadzwyczaj cenię. Jako Lola mówiłem: "On mnie tu pilnuje cały czas, ten Śtur. On nawet Nobla nie ma, to nawet nie jest żaden literat, ino, wstyd powiedzieć, aktor." No i podczas rejestrowanego przez kamery TVP wieczoru Stuhr się postanowił zemścić. Mówię "Ale ze wszystkich poetów...", nawet odwracam się do niego, a on "Proszę, proszę, dalej...".

Zacząłem coś bełkotać, on nadal mnie nie ściąga. Nagle - olśnienie: przywołałem Wergiliusza, wywołując ogólną radość, po czym raz jeszcze powtórzyłem frazę Loli o miłości do Maja - i tak popatrzyłem na Stuhra, że już poskutkowało.

Te literackie zabawy Maja zawsze były improwizowane. Mógł budować kolejne dialogi Pani Loli i literatów z całego świata.

Dwa lata później Lola odżyła na antenie Radia RMF FM. - Wytropił mnie prezes Stanisław Tyczyński i zaproponował, bym robił słuchowisko z udziałem Loli. Nie bardzo chciałem, bo jej postać już była "wyeksploatowana", ale wymyśliłem, że to będzie audycja z udziałem wielu postaci i tak przez półtora roku tworzyłem program "Spółdzielnia Usług Literackich SZATNIA".

Bywało, że cała ekipa Szatni śpiewała chórem, który również Bronio nagrywał. - Jako człowiek średnio muzykalny, z rockandrollową przeszłością, sam nagrywałem cały chór, śpiewając nieraz jako dziewięć osób.

Tworząc audycję, trochę wzorował się na Jacku Fedorowiczu z "60 minut na godzinę", tyle że w Trójce było słychać, że mówi jedna osoba. Maj, wcielając się chwilami w tyle postaci, był nierozpoznawalny. Bo jak go skojarzyć z cieniutkim sopranikiem Bernatki?
1 3 4 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo