Brzeszcze. Przygnieciony bramką piłkarską na boisku. O krok...

Brzeszcze. Przygnieciony bramką piłkarską na boisku. O krok od tragedii

Zdjęcie autora materiału
Jerzy Zaborski

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

Brzeszcze. Przygnieciony bramką piłkarską na boisku. O krok od tragedii
W Brzeszczach, na bocznym boisku miejscowego Górnika, 33-letni mieszkaniec tego miasta został przygnieciony przez bramkę piłkarską podczas amatorskiego meczu. Mężczyzna z urazami nosa i szczęki został przetransportowany helikopterem medycznym do jednego ze śląskich szpitali.
Brzeszcze. Przygnieciony bramką piłkarską na boisku. O krok od tragedii
W Brzeszczach zadają sobie pytanie, kto może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za brak odpowiedniego zabezpieczenia na stadionie. Obiekt dzierżawi klub piłkarski Górnika, ale jego właścicielem jest Gmina Brzeszcze. Stadion otwarty jest przez całą dobę. Zamknięte są tylko pomieszczenia klubowe, mieszczące się w budynku byłego hotelu.

- Na bocznym boisku nasze klubowe bramki są odpowiednio zabezpieczone – tłumaczy Leszek Kozieł, prezes Górnika.
- Chodzi mi nie tylko o główne, potrzebne przy rozgrywaniu spotkań przy kompletnych ekipach, ale także te ustawione na końcach szerokości boiska, służące do gry przy mniejszej liczbie zawodników.

Skąd zatem wzięła się druga para bramek ustawionych w poprzek boiska. - Zostały przyniesione z trzeciej murawy, którą kiedyś eksploatowały piłkarskie „siódemki”. Jednak z tego, co mi wiadomo, amatorskie stowarzyszenie zostało rozwiązane, więc „podrzucone” bramki powinny zostać zabezpieczone przez gminę – analizuje sternik brzeszczańskiego klubu, podkreślając, że na obiekcie jest regulamin korzystania z obiektu, ale to sprawy nie rozwiązuje. Z kolei klubu nie stać na utrzymanie pracownika pilnującego boisk przez całą dobę, skoro i tak nie jest jego właścicielem.

- Z ustaleń policjantów wynika, że mężczyzna miał świadomość tego, że bramka nie jest przymocowana, ale chciał się popisać przed kolegami umiejętnością wykonania tzw. wymyku. Właśnie podczas prezentowania swoich umiejętności bramka na niego runęła. Taką wersję potwierdzają także świadkowe zdarzenia – informuje aspirant sztabowy Małgorzata Jurecka, rzecznik prasowy oświęcimskiej komendy. - Skoro bramka była wolnostojąca, być może nikomu nie zostaną postawione zarzuty. Inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby w bramkach umocowanych na stałe uszkodzeniu uległby zabezpieczenia.

Tym razem skończyło się na obrażeniach, ale kibice piłkarscy w Małopolsce pamiętają, że 5 sierpnia 1999 roku w Kalwarii Zebrzydowskiej podobny przypadek był śmiertelny w skutkach. Zginął wówczas 16-letni Michał Sarapata, syn ówczesnego prezesa kalwaryjskiego klubu.

ZOBACZ KONIECZNIE:







Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo