Brzytwa ubeka

Redakcja
Wyrok taki wydał Sąd Okręgowy w Kielcach. Zdaniem prawników, ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej na pewno przyspieszy proces dochodzenia do sprawiedliwości w sprawach o zbrodnie stalinowskie.

MAREK DĘBICKI

 (INF. WŁ.) Po pół wieku rodzina Piotra N., gospodarza spod Nowego Brzeska, którego znaleziono z gardłem poderżniętym brzytwą należącą do przesłuchującego go funkcjonariusza miechowskiego Urzędu Bezpieczeństwa, wreszcie otrzyma od skarbu państwa zadośćuczynienie finansowe.
 Piotr N. z podkrakowskich Śmiłowic we wrześniu 1950 roku pojechał wraz z dwoma innymi gospodarzami do Warszawy, aby zaprotestować przeciwko przymusowemu wstępowaniu do powstającej we wsi spółdzielni produkcyjnej i przejmowaniu przez nią okolicznych gruntów. Kiedy wrócił do domu, został zatrzymany, a następnie jako wróg ludu i przeciwnik spółdzielczości przewieziony do budynku Urzędu Bezpieczeństwa w Miechowie.
 W UB brutalnie go przesłuchiwano, a dopiero po miesiącu żona i córki dowiedziały się o jego śmierci. Najpierw poinformowano je, że dokonał samobójstwa kozikiem, potem - że zrobił to brzytwą należącą do śledczego. Trzecia wersja - spreparowana na podstawie fałszywego zaświadczenia lekarskiego - podała, że zmarł na tyfus brzuszny. Wdowa cały czas była oszukiwana; przedstawiano jej różne wersje śledztwa. Dopiero po siedmiu latach dowiedziała się, że przeciwko funkcjonariuszowi UB w Miechowie, Eugeniuszowi M., jedynemu świadkowi tragedii, było prowadzone postępowanie karne. Ani wtedy, ani w latach 90. nie udało się tak naprawdę stwierdzić, jakie były okoliczności śmierci Piotra N. Tak samo, jak ustalić miejsce jego pochówku. Teraz osoby znające tę sprawę stwierdzają tylko, że zgromadzone przez pół wieku akta to podstawa do wstrząsającego scenariusza filmowego.
 Obecnie wiadomo, że 20 września 1950 roku ubek Eugeniusz M. zabrał Piotra N. z celi aresztu na przesłuchanie. Funkcjonariusz w czasie swego procesu wyjaśniał, że przesłuchując go nagle postanowił się odświeżyć. Wziął brzytwę firmy "Solingen", namydlił twarz i przystąpił do golenia. Kiedy skończył, położył ją na parapecie okna, przy którym siedział przesłuchiwany. Jak zeznał ubek, gdy chciał wyjść do łazienki, aby się umyć, zdesperowany Piotr N. nagle rzekomo chwycił za brzytwę i podciął sobie nią gardło.
 Sfingowane śledztwo sprowadziło się tylko do oskarżenia Eugeniusza M. o niedopełnienie obowiązków służbowych. I skazania go na półtora roku pozbawienia wolności. Przyczyn tego dziwnego "samobójstwa" doszukiwano się w stanie psychicznym ofiary prześladowań. Wiele wątpliwości i rozmaite opinie biegłych przez te wszystkie lata nie pozwoliły jednak na dojście do prawdy.
 Na podstawie ustawy uznającej za nieważne orzeczenia wydane wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego państwa polskiego, cztery córki Piotra N. po 50 latach otrzymają finansowe zadośćuczynienie. Sąd w Kielcach, który prowadził tę sprawę, wykorzystał artykuł dotyczący osób pozbawionych życia w czasie śledztwa i zasądził rekompensatę za krzywdy moralne dla rodziny zmarłego.
 - Liczę, że wypłata 160 tys. zł, jakie tytułem zadośćuczynienia mają otrzymać dzieci zamordowanego, nie będzie długo trwała - uważa sędzia Adam Kabziński, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Kielcach. Jego zdaniem, była to wyjątkowo drastyczna sprawa. - Taką ilość kombinacji, szwindli i łajdactwa rzadko się spotyka. Dlatego dobrze, że tak się to zakończyło, mimo tylu lat życia w poczuciu krzywdy przez rodzinę Piotra N.
 Zbigniew Wasserman z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, który w minionych latach nadzorował wiele postępowań dotyczących zbrodni okresu stalinowskiego liczy, że takich rozstrzygnięć będzie teraz zapadało coraz więcej. - Wcześniej zakończenie takich postępowań było bardzo trudne. I to z kilku powodów - mówi prokurator. - Przyczyna pierwsza to nader skąpy materiał dowodowy i brak żyjących jeszcze świadków. Poza tym, do prowadzenia takich spraw potrzeba naprawdę doświadczonych prokuratorów. Nie tylko o wiedzy prawnej i kryminalistycznej, ale przede wszystkim politycznej i historycznej oraz - co bardzo ważne - o umiejętności pracy w archiwum.
 Od ubiegłego roku, kiedy powołano Instytut Pamięci Narodowej, zmienił się też tryb prowadzenia takich spraw. Dawniej prokuratorzy z Okręgowych Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu nadzorowali je tylko do momentu skierowania ich do prokuratury powszechnej. Często zebrane materiały były niepełne i prokuratorski nadzór odsyłał je z powrotem. Zdaniem prokuratora Wassermana, teraz powinno się to diametralnie zmienić. - Obecnie - kiedy zrównano kompetencje pracowników IPN oraz prokuratur i ci pracownicy będą od początku do końca gospodarzami sprawy - wiele ciągle nie rozstrzygniętych historycznych zbrodni i nieprawości znajdzie być może nareszcie swój epilog - mówi prokurator.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie