Bułgarski trop

Redakcja
Jak w kabarecie

JAN PIETRZAK

JAN PIETRZAK

Jak w kabarecie

Zalewani deszczem, nie zwracamy należytej uwagi na rzeczy ciekawe, intrygujące, w sferach pozaklimatycznych. Przyznaję, że przy największym rozhuśtaniu wyobraźni, nie przyszło mi nigdy do głowy, że autentyczny car zostanie premierem w Bułgarii. A przecież przewidziałem niejedno. Już w latach 60. deklarowałem, że nie umrę zanim się Związek Radziecki nie rozpadnie. Nikt mi nie chciał wierzyć. W latach 70. śpiewałem, że muszę przeżyć paru s...ów - i sprawdziło się nadspodziewanie! W 1976 r., kiedy zaproponowałem Szanownemu Narodowi "żeby Polska była Polską", najodważniejsi opozycjoniści nie sądzili, że to jest możliwe. Im się marzył jedynie socjalizm o ludzkim obliczu.
 To tylko kilka najgrubszych przykładów, które bez fałszywej skromności pozwalam sobie przypomnieć. Po to jedynie, by wyrazić podziw dla nieprzewidywalnej Matki Historii, która wyczynia niekiedy rzeczy oszałamiające, zaskakujące najtęższych wróżbitów.
 Car na premiera! Niełatwo tę sytuację przełożyć na polskie warunki. Musiałby to być ktoś symbolizujący ciągłość państwowości z II Rzeczpospolitą, owiany przy tym osobistą legendą. Któryś z potomków Marszałka Józefa Piłsudskiego? Może córka generała Andersa? Był on najbardziej znienawidzonym przez komunistów przywódcą niepodległościowej emigracji. Wizja gen. Andersa na białym koniu stanowiła ulubiony temat szyderstw wojskowych politruków w peerelu. (Wiem, co mówię - spędziłem w ludowym wojsku dziewięć lat młodego życia.) W Bułgarii gest dziejowej sprawiedliwości łatwiej było wykonać, bo przetrwała dynastia. U nas nie wiadomo nawet, czy istnieje jakiś obywatel Poniatowski, aspirujący do sukcesji po ostatnim polskim królu?.
 Warto, idąc tropem bułgarskim, sprawdzić wszystkie możliwości.
 Po zapowiadanej na nadchodzącą kadencję recydywie ustroju "demokracji ludowej", sądzić należy, że wkrótce zatęsknimy za poczciwą monarchią. Zwłaszcza że model demokracji, przećwiczony w ostatnich dwunastu latach robi nie najlepsze wrażenie.
 Muszę opinii publicznej przypomnieć, że prowadzony przeze mnie Kabaret pod Egidą zabierał już głos w sprawie przeniesienia doświadczeń bułgarskich na polski grunt. Działo się to w latach 80. W pozornie frywolnej piosence Jacka Janczarskiego panie Ewa Błaszczyk, Ewa Dałkowska, Edyta Geppert dawały wyraz przekonaniu, że dopóki w Europie są Bułgarzy, kobiety nie mogą narzekać. Piosenka, jak w tamtych latach bywało, miała tzw. głębsze dno. Chodziło o dezaprobatę dla krajowych mężczyzn, nie dających sobie wtedy rady z "nabrzmiałymi problemami". Najzabawniejszy incydent wywołała cenzura, która broniąc honoru RWPG, koniecznie pragnęła zmienić Bułgarów na Szwajcarów. Wyjaśnianie cenzorom, że chodzi o zupełnie odmienne przymioty narodowe, zajęło mi sporo czasu. Nie był to czas stracony. Cenzura, powiedziano by obecnie, stała na stanowisku globalistycznym, ja reprezentowałem antyglobalizm. Z tym, że ówczesny globalizm zwano proletariackim internacjonalizmem, zaś antyglobalizm był po prostu zdrowym rozsądkiem. Teraz jest dokładnie odwrotnie.
 Jak to się wszystko poodmieniało! Tak czy siak - patrzmy uważnie na Bułgarów. Najwyraźniej dysponują czymś, czego nam nie staje.
 kabaret@pietrzakjan.com.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie