reklama

By prawo budowało potęgę Polski

RedakcjaZaktualizowano 
Dr Arkadiusz Radwan, prezes Centrum C-Law.org, wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, stypendysta m.in. Fundacji Nauki Polskiej i Hertie-Stiftung, jeden z inicjatorów Instytutu Allerhanda.
Dr Arkadiusz Radwan, prezes Centrum C-Law.org, wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, stypendysta m.in. Fundacji Nauki Polskiej i Hertie-Stiftung, jeden z inicjatorów Instytutu Allerhanda.
W Polsce powstaje Instytut Allerhanda, który ma być niezależnym, interdyscyplinarnym ośrodkiem naukowym. Prowadzone w nim będą badania przede wszystkim z zakresu prawa i ekonomii. Pracować lub współpracować z nim mają najwybitniejsi i najzdolniejsi polscy prawnicy oraz znawcy gospodarki. Wzorem dla Instytutu Allerhanda są elitarne prywatne lub międzyuczelniane ośrodki w krajach zachodnich. Instytut będzie miał swoją siedzibę w Krakowie.

Dr Arkadiusz Radwan, prezes Centrum C-Law.org, wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, stypendysta m.in. Fundacji Nauki Polskiej i Hertie-Stiftung, jeden z inicjatorów Instytutu Allerhanda.

ROZMOWA. Z dr. ARKADIUSZEM RADWANEM, współinicjatorem Instytutu Allerhanda, o państwie, prawie i ekonomii

\
Czemu ma służyć Instytut Allerhanda, komu jest potrzebna tego rodzaju instytucja?
- Jest potrzebna państwu i społeczeństwu polskiemu. To lapidarna odpowiedź, pozornie chełpliwa, ale oddająca istotę sprawy. Najnowsze badania potwierdzają, że największy wpływ na bogactwo krajów i narodów ma jakość prawa. Najzamożniejsze są przecież te nacje, których życie oparte jest na dobrze działającym prawie i sprawnym zarządzaniu, a jego fundament stanowią spójne przepisy wspomagające mechanizm rynkowy. Przykład Niemiec, Szwajcarii, Luksemburga, Austrii, Holandii czy krajów skandynawskich dowodzi, że można nie mieć wielkich bogactw naturalnych, a być zamożnym. I odwrotnie - same surowce czy inwestycje przy złym prawie - niewiele dają.
Czy Instytut Allerhanda będzie monitorował projekty ustaw i same ustawy?
- Oczywiście. Z pozycji zaawansowanego ośrodka badań interdyscyplinarnych chcemy nie tylko badać obowiązujące i powstające prawo, ale również przedstawiać własne rozwiązania systemowe w tak newralgicznych dziedzinach jak gospodarka i finanse. Przypomnę, że przecież u podstaw obecnego kryzysu leżą błędne rozwiązania w regulacji sektora finansowego.
Jak Pan ocenia obecne prawo gospodarcze i finansowe w Polsce?
- Bardzo wiele trzeba w nim poprawić, co widać niemal na każdym kroku, a luki czy fatalne rozwiązania pokazują nie tylko organizacje pracodawców, ale też tzw. zwykli ludzie. Jednocześnie nie jest prawdziwe przekonanie, że w dzisiejszej szybko zmieniającej się rzeczywistości możliwe jest napisanie ustaw, które mogłyby niezmiennie trwać dziesięciolecia. Chodzi o to, by konieczne zmiany były wprowadzane w sposób przemyślany, systemowy. Przede wszystkim trzeba koniecznie poprawić proces oceny skutków regulacji na etapie poprzedzającym uchwalenie ustawy.
Dwadzieścia lat mija od zmian ustrojowych w Polsce. Jaką rolę w nich odgrywa reforma prawa?
- Polska przez długi czas, w zasadzie do dzisiaj, kopiuje liczne rozwiązania prawne z innych państw. Postępowanie takie było i często jest - co chciałbym podkreślić - racjonalne i uzasadnione. Prawo nie jest bowiem chronione patentami, jak to ma miejsce przy technologiach, farmaceutykach czy programach komputerowych. A po wejściu do Unii Europejskiej wiele naszych ustaw musiało zostać dostosowanych do prawa wspólnotowego. Jednak przyszedł czas bardziej przemyślanych zapożyczeń. Nie możemy też wiecznie chować się za etykietkę kraju transformacji ustrojowej. Obecnie musimy również kreować wiedzę i to taką, która będzie miała szansę w globalnej konkurencji systemów prawnych.
By w Polsce mogła powstawać nowatorska myśl prawna, muszą być kreatywni prawnicy, a temu chyba nie służy system kształcenia w naszych szkołach wyższych.
- Jakość kształcenia prawników nieznacznie poprawia się, głównie dzięki istniejącym w niektórych ośrodkach akademickich szkołom praw obcych. Nadal jednak zbyt mały nacisk kładzie się na uczenie samodzielnego myślenia i rozwiązywanie konkretnych problemów oraz na sztukę argumentacji, retoryki i erystyki. Nasz system kształcenia z wykładem, jako flagową jednostką dydaktyczną, nasuwa mi skojarzenie z pracą mnichów w benedyktyńskich klasztorach przed wynalezieniem druku; studenci - niczym mnisi - reprodukują ręcznie drogocenne teksty. Taka formuła miała sens, gdy brakowało podręczników i opracowań, ale nie dziś, gdzie półki księgarskie uginają się od lektur. Warsztat prawniczy jest coraz ważniejszy przede wszystkim dlatego, że obecnie niemal każdy może w kilka minut - dzięki internetowi - mieć przed sobą dowolny akt prawny. Sztuką staje się praca z tekstem, a nie jego pamięciowa znajomość. Niestety, tego nadal nie uczy się na studiach lub uczy w niewielkim zakresie. Jednocześnie młodych, bardzo zdolnych prawników nie brakuje. Szkoda, że wielu z nich, aby móc realizować się naukowo, wybiera wyjazd z Polski. Na Zachodzie znajdują spełnienie i uznanie. Właśnie Instytut Allerhanda ma zamiar przyciągnąć do współpracy takie osoby.
Polacy są uważani za naród, który prawa nie szanuje. Jeżeli jest to sąd prawdziwy, to nic nie da nawet stworzenie zarówno świetnych ustaw, jak i wyniesienie na światowy piedestał polskiej myśli prawnej.
- Stosunek Polaków do prawa jest skomplikowany: z jednej strony lekceważący, z drugiej zaś niewolniczy. Nasza historia, czyli okres zaborów, potem okupacji, a w końcu PRL nie sprzyjała zachowaniu postawy szacunku wobec władzy i wszelkich jej atrybutów, w tym prawa. Postawa taka pomagała przetrwać w okresie niewoli, jest jednak zgubna w czasach wolności. Z drugiej strony - współcześni Polacy zbyt często prawo traktują zbyt literalnie. Przede wszystkim sędziowie i urzędnicy mają tendencję do nadmiernie formalistycznego stosowania go. Robią to po części przez oportunizm - obawa przed naruszeniem litery prawa wygrywa z troską o jego ducha. To bardzo uciążliwe dla obywatela i groźne dla gospodarki.
Dlaczego instytut nosi nazwę "Instytut Allerhanda"?
- Naszym patronem jest prof. Maurycy Allerhand (1868-1942), wybitny kodyfikator i profesor Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. Dla prawników jest tym, kim dla ekonomistów Władysław Grabski. Urodził się 28 czerwca 1868 r. w Rzeszowie. W sierpniu 1942 r. podczas dużej akcji eksterminacyjnej przeciwko Żydom został wywieziony do obozu w Janowie pod Lwowem i tam zamordowany, choć okoliczności jego śmierci nie są do końca wyjaśnione. Już sama biografia profesora łączy ze sobą kilka narodów: Maurycy Allerhand to zasymilowany, ale świadomy swojego pochodzenia Żyd, przyznający się do narodowości polskiej, profesor polskiego uniwersytetu we Lwowie, wykształcony w habsburskim Wiedniu.
*ROZMAWIAŁ: WŁODZIMIERZ KNAP

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3