Być jak Putin

Paweł Kowal
Dużo świąt w najbliższych dniach. Ale z grubsza rzecz biorąc "nasza” Europa Środkowa i Wschodnia dzieli się na tych, u których najważniejsze jest Boże Narodzenie, u nas już od Wigilii, podobnie u katolików na Białorusi.

Paweł Kowal: OD KRAKOWA DO BRUKSELI

Boże Narodzenie będzie najważniejsze jeszcze na zachodniej Ukrainie (woj. lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie), gdzie odrodził się Kościół greckokatolicki i szczyt świętowania będzie według kalendarza juliańskiego 6-7 grudnia. Pozostali na Wschodzie czekają na Sylwestra i Nowy Rok. Chcą spotkać rodzinę i przyjaciół, obejrzeć co roku od dziesiątek lat ten sam film ("Z liogkim param”) i wysłuchać przemówienia prezydenta.

Dla Rosjan, ale też wszystkich tych, którzy żyją pamięcią o ZSRR (także nie-Rosjan) będzie to prezydent Putin. Ale może być też prezydent Ukrainy czy Białorusi lub któregoś z państw, które powstały po rozpadzie ZSRR, który chciałby być jak Putin dzisiaj lub miał okres, gdy intensywnie o tym marzył. Ani prezydent Januko­wycz ani prezydent Karimow nie pomyślą ani przez moment, że chcieliby być jak Herman van Rompuy, "prezydent” UE ani nawet David Cameron. Oto jest problem dzisiejszej UE.

W każdym razie Putin w tym roku będzie miał powody do dobrego nastroju: udany finał wydarzeń w Syrii, pomyślne dla Moskwy rozwiązanie w Iranie plus Ukraina odpływająca od Unii. Humor popsują tylko wyniki gospodarcze Rosji, ale czy to najważniejsze? Kilku zachodnich analityków będzie się pocieszało słupkami, że "gospodarka zmusi Rosję do modernizacji”. Dzisiejszy Kreml nie ogląda się ani na słupki ani na sentyme­nty, szczególnie na Europę i gra w swoje geopolityczne szachy.

Minister Ła­wrow, który właśnie wyjeżdża z Polski, przez lata uważany był za łagodnego dyplomatę, dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, że to jeden z kluczowych aktorów rozgrywki Putina z UE i USA, bez mrugnięcia okiem wyjaśni ministrowi Sikorskiemu, dlaczego Rosjanie wracają do pomysłu instalacji nowych rakiet na granicy z Polską. Rok temu delegacja PE z wpływowym niemieckim posłem Elmarem Brokiem poczekała sobie na siarczystym mrozie przed wejściem do Dumy Państwowej pół godziny zanim gospodarze zdecydowali się otworzyć podwoje. Wydawało się niedawno, że szczyt nieporozumień między UE a Rosją mamy za sobą. Nic podobnego. Kreml ani myśli ustępować.

Perłą w koronie polityki nieoglądania się na Zachód mają być Igrzyska w Soczi. W Polsce pierwszy do ich bojkotu wzywał Marek Migalski. Dziś temat jest modny. Do Soczi nie jedzie prezydent Komorowski (,,i tak się nie wybierał”), Gauck nie jedzie - jak ogłosił, ale nie spodobało się to kanclerz Merkel, nie jedzie Obama ani Kerry ( nie wiemy, czy się wybierali) i Holland też nie. Gdy się prowadzi politykę wobec Rosji i "się nie jeździ” to jest coś. Gdy się po prostu nie jedzie, to nie jest żadna polityka. Putin i tak da radę i będzie miał kogo posadzić na trybunie.

 

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie