Był czas, żeby spokojnie wybić piłkę

Redakcja
Udostępnij:
Beskid Andrychów zremisował na własnym boisku z Przebojem Wolbrom 1-1 (1-1), dzięki czemu układ sił w tabeli został zachowany. Oba zespoły plasują się w środku, pozostając sąsiadami, a mając po 44 punkty.

Szacun. Chciałbym w futbolu osiągnąć tyle, co Pan - mówi bramkarz Beskidu Paweł Góra (z lewej) do Jarosława Raka. Fot. Grzegorz Sroka

III LIGA PIŁKARSKA. W meczu przyjaźni w Andrychowie Beskid podzielił się punktami z Przebojem Wolbrom 1-1 (1-1)

Na dzisiaj bilansem bramkowym lepsi są wolbromianie, ale gdyby taki układ utrzymał się do końca sezonu, to wyżej będą andrychowianie, mając lepszy bilans bezpośrednich spotkań z Przebojem. - Akurat w tym przypadku analiza miejsc w tabeli nie ma sensu - podkreśla Mirosław Kmieć, trener Beskidu. - Oba kluby łączą przyjazne stosunki, więc remis też jest jak najbardziej sprawiedliwym rozstrzygnięciem, choć nowym w kontaktach między nami, bo dotąd zawsze Beskid wygrywał mecze mistrzowskie, a Przebój był lepszy w sparingach - przypomina z uśmiechem andrychowski szkoleniowiec.

To właśnie on pomyślał o zorganizowaniu fety dla Jarosława Raka przed meczem w Andrychowie. Czyżby miał swoje wejścia w Przeboju, że wiedział o szykujących się zmianach personalnych? - Jestem tak blisko z Jarkiem Rakiem, że wiedziałem o jego decyzji zakończenia przygody z trenerką ze względów osobistych i zdrowotnych, więc musiałem jakoś uhonorować człowieka, który stracił zdrowie na piłce. Wszyscy pamiętamy, jak jesienią zasłabł na boisku, kiedy pracę trenera łączył z graniem. To dlatego w dedykacji na koszulce napisaliśmy, że wręczamy ją człowiekowi, którego czyny przekroczyły ludzkie możliwości - podkreśla Mirosław Kmieć.

Spotkanie w Andrychowie było lepsze niż jesienne, choć w pierwszej rundzie Beskid wygrał w Wolbromiu 1-0. - Tam więcej na boisku było chaosu - uważa Mirosław Kmieć. - Teraz sporo było gry piłką, a wiadomo, że gole traci się po błędach. Jednak bramki mogliśmy uniknąć. Artur Czarnik miał sporo miejsca i czasu na precyzyjne wybicie piłki. Nikt go przecież nie atakował, a on zagrał wprost pod nogi rywala, w okolice 20-25 metra i goście szybko rzucili piłkę do boku, która znalazła się w naszym polu karnym i Karpiński z pozycji leżącej trafił do siatki - dodaje Mirosław Kmieć.

Choć był to mecz przyjaźni, to jednak andrychowianie chcieli go wygrać. - Po przerwie najbardziej aktywny w naszych szeregach był Darek Chowaniec i to on mógł przesądzić o losach pojedynku - uważa Mirosław Kmieć. - Miał dwie dobre okazje, ale cóż, zabrakło mu szczęścia. Jednak wcale z tego powodu nie rozpaczam. Atmosfera pojedynku była wręcz rodzinna, więc nikomu krzywda się nie stała. Poza tym, sezon już się kończy, więc zwolniłem na wesele Szymona Nowickiego, jednego z filarów defensywy, a i sam zagrałem tylko połówkę, żeby mogli pokazać się ci, którzy dotąd mniej grali - kończy andrychowski szkoleniowiec.

Jerzy Zaborski

[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie