Całe życie z judo

Redakcja
WOLBROM. Zawodnicy w białych judogach leżą na macie i robią "brzuszki". Potem ich trener, kładzie się obok i pokazuje, jak powinno wyglądać to ćwiczenie. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, ale trener, czyli Czesław Łaksa jest w wieku dziadków tych młodych wolbromskich zawodników.

Podczas treningu w Wiśle. Czesław Łaksa wykonuje rzut. Od lewej: Marek Tabaszewski, Jerzy Syrnik, Stanisław Liro, Henryk Hałabuda. Fot. Zbiory Czesława Łaksy

Urodził się w 1940 w Gołaczewach, niewielkiej wsi koło Wolbromia. Do szkoły szedł codziennie ponad kilometr na piechotę. Ale częściej biegł.

- Od zawsze ciągnęło mnie do sportu. Byłem ruchliwy, zwinny, szybki. Wtedy popularne były harcerskie igrzyska. Pamiętam, że w takich ogólnopolskich igrzyskach wywalczyłem brązowy medal, a moja koleżanka z klasy Danuta Janik - złoty. Wtedy to była sensacja. Dwoje uczniów z jakichś niewielkich Gołaczew znalazło się wśród najlepszych w Polsce - Czesław Łaksa wyciąga gruby album z pożółkłymi zdjęciami. Na jedynym z nich szczupły chłopak w za dużej "kangurce". Pod zdjęciem podpis "Ogólnopolskie Igrzyska Harcerskie Krynica 1953."

- Kiedy uczyłem się w wolbromskim liceum dyrektorem był pan Adam Kolawa, który prowadził z nami zajęcia sportowe. Dużo mu zawdzięczam. Do szkoły miałem ponad trzy kilometry, ale bywało, że pokonywałem ten dystans w kwadrans. Grałem też w piłkę nożną z klubie w Zarzeczu. Na jakiej pozycji? Oczywiście w ataku - wspomina Czesław Łaksa.

Po maturze zdał na wydział elektrotechniki krakowskiej Akademii Górniczo Hutniczej. I tam zaczęła się jego przygoda z judo. Dlaczego właśnie judo? - Namawiali mnie, żeby trenować piłkę nożną, ale szukałem czegoś innego. Sportu, w którym bardziej liczą się indywidualne predyspozycje. Zresztą już wtedy fascynowałem się kulturą Japonii. I tak znalazłem judo - wspomina Czesław Łaksa.

W 1957 roku zapisał się do nowo powstałej sekcji judo w krakowskim AZS, którą prowadził Franciszek Hapek (zmarł w 2011 roku). Wtedy judo w Polsce było w powijakach. W całym kraju były zaledwie cztery sekcje judo: w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Krakowie - Tak prawdę mówiąc, to nikt za bardzo wtedy nie wiedział, jak powinno wyglądać judo. Nasi trenerzy uczyli się z książek - wspomina Czesław Łak

Zaledwie po roku treningów, w 1958 roku Czesław Łaksa wywalczył "brąz" na II Mistrzostwach Polski w Lublinie. Jesienią 1959 roku Franciszek Hapek wraz z kilkoma zawodnikami, przeniósł się do krakowskiej Wisły. Wśród nich był Czesław Łaksa, który w 1960 roku zdobył srebrny medal na Mistrzostwach Polski w Gdańsku walcząc w wadze do 70 kg. Był to pierwszy - historyczny medal mistrzostw Polski w judo dla "Białej Gwiazdy".

- Takim przełomem w mojej karierze, a także historii polskiego judo był pobyt w naszym kraju Masao Watanabe. Był to pierwszy Japończyk, który szkolił polskich zawodników. W 1963 roku prowadził trzytygodniowy obóz w Oliwie. Przyjechał do Polski, choć miał kontuzję - naderwany zaczep barku. Nigdy w życiu podczas walk nie czułem takiej bezradności jak z Watanabe. Wydawało się, że zostawia wolną drogę do ataku. A kiedy się zaatakowało - jego już tam nie było. Atak trafiał w próżnię. Pokazał nam, co to znaczy wyczucie przeciwnika i szybkość. Pod koniec zgrupowania wraz z kilkoma kolegami zdałem egzamin na 1 DAN. To były pierwsze "czarne pasy" uzyskane przez Polaków od Japończyka - opowiada Czesław Łaksa.
Watanabe przed wyjazdem wskazał pięciu zawodników, którzy jego zdaniem będą odnosić sukcesy na miarę mistrzostw Europy. Jednym z nich był Czesław Łaksa. Potwierdziły to najbliższe starty. Łaksa, trzykrotnie w 1965, 66 i 67 zdobywał złote medale na mistrzostwach Polski. A w 1966 roku przyszedł największy międzynarodowy sukces w jego karierze. Srebrny medal na mistrzostwach Europy rozgrywanych w Luxemburgu. Pierwszy srebrny medal mistrzostw Europy zdobyty przez Polaka.

- W finałowej walce zmierzyłem się z Olegiem Stiepanowem. To był utytułowany zawodnik, brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Tokio i czterokrotny mistrz Europy. Pierwsze walki eliminacyjne rozpoczęły się po godzinie dziewiątej rano, a walka ze Stiepanowem była późno w nocy. Kiedy rozpoczynałem walkę ze Stiepanowem byłem bardzo zmęczony i cieszyłem się, że mam już "srebro". Walka trwała kwadrans, żaden z nas nie był w stanie wykonać akcji technicznej i przegrałem na punkty. Może gdybym wtedy zamiast cieszyć się ze "srebra" postawił wszystko na jedną kartę, kto wie - zastanawia się Łaksa.

W 1967 roku wygrał prestiżowy Puchar Węgier w Budapeszcie i znów zdobył "złoto" na Mistrzostwach Polski. I to, w jakim stylu. Finałową walkę wygrał przez ippon w trzeciej sekundzie! Wydawało się, że kariera stoi przed nim otworem. Dwa dni po powrocie z mistrzostw Europy w Lozannie w 1968 roku trafił do szpitala. Wykryto u niego poważną chorobę płuc. To był koniec jego zawodniczej kariery.

Wtedy, w 1968 został następcą dra Hapka, czyli głównym trenerem koordynatorem judoków Wisły. Zdecydowały o tym nie tylko jego sukcesy zawodnicze, ale także wcześniejsze doświadczenie trenerskie.

Równocześnie był pracownikiem naukowym na AGH, gdzie otworzył przewód doktorski. Jest nawet współautorem patentu z 1969 roku na "spajanie na zimno żył kabli energoelektrycznych w izolacji papierowo - olejowej".

- Musiałem wtedy podjąć męską decyzję. Nie byłem w stanie dłużej łączyć pracy naukowej na uczelni z pracą trenera. Musiałem coś wybrać - wspomina Łaksa. I wybrał. Wiślacka sekcja judo pod jego kierunkiem przez lata odnosiła znaczące sukcesy, jak choćby zdobyte w 1975 roku drużynowe mistrzostwo Polski (ta sztuka udała ponownie dopiero po 18 latach przerwy, czyli w 1993 roku). W tamtych czasach "wiślacy" stanowili ponad połowę kadry narodowej w judo. Jego zawodnicy zdobyli przeszło sto medali mistrzostw Polski seniorów i dziewięć medali na mistrzostwach Europy i świata. Startowali też na olimpiadzie. - Kiedy zostałem trenerem zdawałem sobie sprawę, że jeszcze dużo muszę się nauczyć. Samo doświadczenie zawodnicze to za mało. Dlatego rozpocząłem studia eksternistyczne na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu - mówi Łaksa, który w swej karierze trenerskiej przez 12 lat współpracował w szkoleniu kadry narodowej Polski i był trenerem ośrodka olimpijskiego w Krakowie. Dwukrotnie był też wiceprezesem Polskiego Związku Judo, właśnie do spraw szkolenia. W 1974 roku, kiedy był trenerem "Wisły" doznał poważnej kontuzji. Podczas przygotowań zawodnika do Mistrzostw Europy, gdy wykonywał przewrót rozsunęły się materace i uderzył barkiem w goły beton. Kiedy go leczono, doznał szoku po zaaplikowaniu mu penicyliny. Prawie dwa lata spędził w szpitalach.
Ostatecznie pożegnał się z "Białą Gwiazdą" w 1990 roku, kiedy funkcje trenera objął Marek Tabaszewski, wychowanek "Starego". Łaksa wyjechał "za chlebem" do Niemiec, gdzie był trenerem judo we Frankfurcie, a potem pracował w "Chemobudowie".

Po kilku latach wrócił do kraju. Ale już nie do Krakowa, tylko do wsi Chełm, dosłownie "za miedzą" rodzinnych Gołaczew. W urokliwym miejscu pod lasem postawił góralską chatę z drewnianych bali. Zaczął nowy etap życia. Odkurzył dyplom inżyniera i podjął pracę w dziale marketingu miejscowej Fabryki Taśm Transporterowych. Ale dalej ciągnęło go judo. W końcu to umie robić w życiu najlepiej.

We wrześniu 1998 roku odbył się pierwszy trening nowo powstałej sekcji judo przy wolbromskim Klubie Sportowym "Przebój", którą założył Czesław Łaksa. Początkowo treningi odbywały się w niewielkiej salce gimnastycznej wolbromskiej szkoły na os. Łokietka. Potem sekcja przekształciła się w samodzielny klub, czyli Uczniowski Klub Sportowy Judo - Wolbrom.

Kilkunastu wychowanków Czesława Łaksy, zawodników UKS Judo Wolbrom to medaliści Mistrzostw Polski, a Nina Kucharska jest brązową medalistką mistrzostw Europy w 2003 roku. Wszystko to dzieci i młodzież z okolicznych bloków i pobliskich wsi. Nie "zawodowcy" kupowani za ciężkie pieniądze z innych klubów.

Nie wszyscy zdobywają medale. Jednak dla przeszło setki dzieciaków, jakie przez te trzynaście lat przewinęły się przez klub była to niezła szkoła życia pod okiem jednego z najlepszych trenerów w historii polskiego judo. Takie rzeczy procentują w przyszłości.

W 2007 roku Czesław Łaksa otrzymał Honorowy Złoty Medal Europejskiej Federacji Judo w uznaniu zasług położonych w rozwój tej dyscypliny, a Polski Związek Judo przyznał mu 7 DAN. Przed dwoma laty został odznaczony Medalem 50-Lecia Polskiego Związku Judo - najwyższym odznaczeniem Związku. Jego dom, to archiwum polskiego judo. Grube skoroszyty wypełnione wycinkami prasowymi, setki zdjęć. Gotowy temat na kilka prac naukowych. Na razie leżą równo poukładane na półkach. Dlaczego Czesław Łaksa sam nie spisze historii polskiego judo, którą współtworzył od samego początku? Bo nie ma czasu. Zaraz musi jechać na trening.

Jacek Sypień

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie