Cały czas szukamy ściany

Redakcja
Fot. Anna Gomółka
Fot. Anna Gomółka
Rozmowa z JERZYM ROJKOWSKIM, szefem artystycznym muralu "Miasto Księga", który opowiada o projekcie największego graffiti w Polsce

Fot. Anna Gomółka

To będzie rzeczywiście największy mural w Polsce?

- Powierzchnia będzie najprawdopodobniej największa. Pamiętajmy jednak, że jest podzielona w sumie na 26 filarów, więc oczywiście jest to kwestia definicji. Z murali słynie Wrocław (jednak powstałych w innej technice) i Łódź. Takie prace pojawiają sie też w Bydgoszczy, gdzie tworzy ETAM Crew, obecnie jedna z najbardziej obiecujących grup w Polsce. Są oni zresztą zaproszeni do udziału w naszym projekcie.

Ile osób ma działać przy malowaniu portretów pisarzy polskich na filarach wiaduktu na tyłach Galerii Krakowskiej?

- Prawdopodobnie 25-30 osób. To ludzie znani w artystycznym środowisku związanym nie tylko z graffiti. Zajmują się profesjonalnie malowaniem, większość potwierdziła już udział. Wielu z nich skończyło ASP czy architekturę, pracują jako projektanci - nie ma mowy o małolatach potocznie nazywanych "grafficiarzami", którzy niszczą nocami elewacje "napisami piłkarskimi".

Będziecie malować sprayem?

- Tak, to narzędzie artystyczne jak każde inne, ale niestety obciążone złą sławą. Daje ogromnie różnorodne efekty malarskie, pozwalają one nawiązać do każdej konwencji czy stylistyki obrazu z dowolnego okresu sztuki. "Miasto Księga" będzie składało sie z wielu przedstawień, a każdy artysta będzie miał swobodę w czasie projektowania.

Pracuje Pan nad jeszcze jednym pomysłem - muralem z okazji 600-lecia bitwy pod Grunwaldem. Podobno zamierzacie przenieść na ścianę obraz Jana Matejki?

- Początkowo rzeczywiście mieliśmy plany odtworzenia całego obrazu, jednak w tym momencie nie ma już na to czasu. Wybór fragmentu nie został jeszcze ostatecznie dokonany. Zdecydowaliśmy, że nie będzie to tylko odtworzenie dzieła Matejki. Wybrany fragment zamierzamy zestawić z innymi, mniej znanymi dziełami sztuki z okresu bitwy - będą to flagi, proporce, detale oręża. Wszystkie te przedmioty są niezwykle ciekawe wizualnie, a zarazem warte pokazania i przypomnienia. Cały czas szukamy ściany, na której można by wykonać gigantyczny obraz, liczymy na pomoc krakowian.

Wraz z agencją Zooteka pracujecie nad tym, by graffiti pozbyło się złej sławy, a zdobyło uznanie jako sztuka. To się udaje?

- To bardzo silny stereotyp, ale jak każdy ma w sobie dużo prawdy. Trzeba powiedzieć wprost, że wandalizmu jest dużo. Jest szybciej zauważany i komentowany niż pozytywne przypadki, których przecież też nie brakuje. Ważna jest otwartość ludzi. Gdybyśmy malowali pędzlami i wałkami, nazywano by nas z założenia artystami. A skoro wykorzystujemy spray, przylepia się nam etykietkę "wandale", nie patrząc często nawet na to, co zostało malowane. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy tworzymy legalne prace na zlecenie miasta.

Rozmawiał Rafał Stanowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie