Cały ten zgiełk. Lekarze: powołanie czy fach

Liliana Sonik
Młody doktor pyta starszego czy nie dlatego został lekarzem, żeby leczyć chorych. Wtedy pada zaskakująca odpowiedź: „Nie! Żeby leczyć choroby! Leczenie chorych sprawia, że lekarze są nieszczęśliwi”. To dr House - bohater serialu, dzięki któremu młodzi ludzie wybierali studia medyczne. Ale dr House nie ma racji. Lekarz ma leczyć chorego, nie tylko chorobę. Choroby wkrótce będzie leczyć sztuczna inteligencja.

Przed mechaniczną medycyną ‘świadczenia usług’, gdzie medyk jest świadczeniodawcą, a pacjent klientem, mogą nas ocalić lekarze z powołania. Bo tacy istnieją, także wśród młodych. Są szansą na trwanie medycyny jako sztuki. W przeciwnym razie medycynę oddamy w pacht precyzyjniejszym i będącym zawsze w dobrym humorze – robotom.

Pojęcie powołania wywodzi się z uniwersum religii. Pierwotnie oznaczało, że człowiek może być powołanym przez Boga do określonego zadania. Odmowa niesie ryzyko niespełnienia i brak realizacji życia, do jakiego ‘jest się stworzonym’. W przeszłości lekarzami byli kapłani: w Grecji leczyli słudzy Eskulapa, w Galii druidzi, wśród ludów północy – szamani. Takiego połączenia ról nie stosowali Żydzi, dla których choroba była przejawem grzechu lub karą za grzech. Kogo ta starotestamentowa wizja nadmiernie oburza, ten zapomniał, że wiązanie choroby ze ‘złym życiem’ wcale nie dziwi, kiedy stwierdzamy, że człowiek ‘dostał raka, bo palił’, ‘ma marskość wątroby, bo pił’, ‘szwankuje mu serce, bo jest otyły’.

Zmianę wprowadza Księga Hioba opowiadająca historię człowieka doskonale uczciwego dotkniętego nieszczęściami i trądem. Tu choroba nie jest karą, lecz doświadczeniem. Ostatecznie z wizją choroby jako kary zerwał Nowy Testament. Zresztą Chrystus stale uzdrawia. Ślepych, sparaliżowanych, trędowatych, kobietę cierpiącą na krwotok. W efekcie nasza kultura postrzega powołanie lekarskie jako misję o charakterze quasi- religijnym, czyli coś, co jest przekroczeniem zwyczajnej egzystencji.

Za tym idzie oczekiwanie, że lekarz wykaże się gotowością do poświęceń. A przecież imperatyw ofiary z siebie oceniamy dziś jako dwuznaczny. Dostrzegamy różnicę między pasją a zagorzałością, gorliwością a gorączką, zamiłowaniem do pracy a zapamiętaniem. Bo bycie lekarzem pełnym poświęcenia, wcale automatycznie nie gwarantuje bycia dobrym lekarzem. Nie gwarantuje, ale przecież… pomaga.

Bez świadomości bliskości medycyny i religii trudno zrozumieć specyfikę statusu lekarza. Mircea Eliade dowodzi, że rytuały religijne „uformowały nas takimi, jakimi jesteśmy dzisiaj, są częścią naszej historii”. Widać to nawet w obyczajach. Np. Thomas de Gabory zauważa, że wywiad medyczny przypomina spowiedź. Lekarza i spowiednika obowiązuje tajemnica. Obchód profesorski ze świtą lekarzy, pielęgniarek i studentów otaczających szefa w majestacie kroczącego od sali do sali, przypomina wizytę biskupa. Ubrany w biały kitel (jak ksiądz w albie) mówi językiem niezrozumiałym dla profanów, używając terminów łacińskich. W zasadzie brakuje tylko kadzidła.

To celne, choć żartobliwe analogie. Natomiast jest faktem, że lekarz działa w sytuacjach granicznych. Towarzyszy narodzinom, śmierci i cierpieniu – a są to przestrzenie budzące respekt i lęk, pełne rytuałów i symboli.

Czasem wyzwaniem jest sam kontakt z pacjentem. Z ciałem zdegradowanym, odstręczającym, z psychiką skażoną goryczą lub agresją, z obniżoną sprawnością intelektualną. Lekarz musi też konfrontować się z własną bezradnością, kiedy wyleczenie nie jest możliwe. Nasza kultura rzadko zajmuje się śmiercią, ale lekarz doskonale wie, że śmierć istnieje. I trzeba się z nią zmierzyć. Na jego barkach spoczywa często obowiązek nowy, ponieważ społeczeństwo zsekularyzowane oczekuje, że to lekarz (a już nie kapłan) pozwoli choremu - i jego bliskim - oswoić śmierć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Nocna bitwa nad Dnieprem. Batalion Terror stoczył bój z Rosjanami

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Powołanie, to piękne słowo. Jednakże w praktyce mam większe przekonanie do tego, by każdy porządnie, tak umiejętnie, jak to jest możliwe, wykonywał swoją robotę. Każda praca jest na swój sposób ważna, co do tego nie mam żadnej wątpliwości.
G
Gość
A polityk , powolanie czy fach? Dotyczy to wszystkich zawodow. W wolnym spoleczenstwie wolny wybor ,wszyscy podswiadomie wybieraja to czym chca sie zajmowac.Sa oczywiscie wyjatki. Zycie.Czy pracownicy MPO sa zmuszani do pracy w tym zawodzie? To czy pracownicy , zgodnie ze swoim powolaniem wykonuja swoja prace dobrze czy zle , to juz zupelnie inna sprawa.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie