Chcą podwyżek, straszą strajkiem

  • Dziennik Polski

Redakcja

- W październiku, w dniu inauguracji nowego roku akademickiego, rozpoczynamy referendum strajkowe - zapowiada prof. Edward Malec, fizyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ "Solidarność".
Fot. Anna Kaczmarz

Fot. Anna Kaczmarz

WYŻSZE UCZELNIE. Pracownicy szkół wyższych szykują się do strajku. Chcą podwyżek i większych nakładów na naukę.

Najpierw jednak związkowcy zamierzają wejść w spór zbiorowy z rządem i zaapelować do prezydenta Bronisława Komorowskiego, by nie podpisywał nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Jeżeli to nie poskutkuje, związkowcy chcą zaskarżyć nowe prawo do Trybunału Konstytucyjnego. - Ta ustawa to knot - mówi prof. Malec.

Co nie podoba się akademikom? Przede wszystkim zwracają oni uwagę na to, że planowana przez rząd reforma szkolnictwa wyższego nie gwarantuje zwiększenia nakładów na naukę. Tymczasem, zdaniem uczelnianej "Solidarności", to właśnie pieniędzy jest najpoważniejszym problem polskich uczelni, które z tego powodu nie są w stanie konkurować na arenie międzynarodowej i nie mają co marzyć o budowaniu silnej pozycji w światowej nauce. "Solidarność" domaga się przy tym zwiększenia nakładów na wynagrodzenia pracowników szkół wyższych. - Od lat nie mieliśmy znaczących podwyżek, drobne korekty wprowadzono jedynie w 2007 i 2009 r. - przypomina prof. Malec.

Zdaniem związkowców, powinno się powrócić do systemu wymyślonego jeszcze za rządów AWS, który zakładał, że profesor akademicki ma zarabiać trzy średnie krajowe, adiunkt dwie, a asystenci i pozostali pracownicy niebędący nauczycielami akademickimi jedną. To system 3:2:1:1. W obowiązującym teraz systemie wynagrodzeń zamiast pojęcia przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, jako podstawę wynagradzania akademików stosuje się tzw. kwotę bazową. Jest ona niższa od średniej pensji, a jej wzrost zależy od rządzących.

W efekcie profesor zatrudniony w Uniwersytecie Jagiellońskim zarabia netto około 5 tys. zł, adiunkt dostaje góra 3 tys. zł, a asystent niespełna 2 tys. zł. - Oczywiście są tacy, którzy zarabiają dużo więcej, bo do tego dochodzi również wynagrodzenie za nadgodziny oraz dodatki funkcyjne. W UJ jest też taka praktyka, że byli dziekani nadal dostają dodatek do pensji - wyjaśnia prof. Malec.

Związkowcy postulują, by asystent zarabiał co najmniej około 3 tys. zł netto miesięcznie, adiunkt - 5 tys. zł, a profesor 7 tys. zł. - Wzrost wynagrodzeń będzie szansą na ograniczenie zatrudnienia w dodatkowych miejscach pracy - twierdzi prof. Edward Malec.

Nowa ustawa co prawda ogranicza możliwość pracy na kilku etatach, ale całkowicie nie eliminuje tego zjawiska. Kiedy nowelizacja wejdzie w życie, wykładowcy będą mogli zatrudnić się tylko w jednym dodatkowym miejscu pracy. Będą musieli jednak uzyskać na to zgodę rektora macierzystej uczelni. Podjęcie lub kontynuowanie dodatkowego zatrudnienia bez takiej zgody ma stanowić podstawę do zwolnienia pracownika. Ten zapis nie dotyczy jednak wykładowców uczelni prywatnych.
Związkowcy z "Solidarności" chcą pójść o krok dalej. - Proponujemy wprowadzenie całkowitego zakazu odpłatnego uczenia w innych miejscach. Mogłoby to być powiązane z otrzymaniem podwyżki. Dostawałby ją ten wykładowca, który zadeklarowałby, że nie będzie uczył odpłatnie w żadnej innej uczelni - tłumaczy prof. Malec.

Jego zdaniem, tylko takie rozwiązanie pozwoli skończyć z patologiczną wieloetatowością na polskich uczelniach. Z raportu "Szkolnictwo wyższe w Polsce - diagnoza", przygotowanego przez firmę doradczą Ernst & Young oraz Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że 66 proc. profesorów jest zatrudnionych w wielu miejscach. Wieloetatowość występuje zwłaszcza na kierunkach pedagogicznych, społecznych, ekonomicznych oraz prawnych. Są przypadki profesorów wykładających swój przedmiot na kilkunastu uczelniach. W raporcie podkreślono, że zatrudnienie kadry w wielu uczelniach odbywa się kosztem działalności badawczej.

Protest "Solidarności" popiera również Związek Nauczycielstwa Polskiego, który deklaruje udział w referendum strajkowym, a później także w ewentualnym strajku. - Nasze żądania są identyczne - zapewnia dr Janusz Rak, prezes Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP. - Zdajemy sobie sprawę ze złej sytuacji finansów publicznych, dlatego postulujemy stopniowe dochodzenie do znaczącej podwyżki wynagrodzeń pracowników szkół wyższych.

Również senaty niektórych uczelni w ostatnich dniach podjęły uchwały w sprawie podwyżek. "Poziom wynagrodzeń zasadniczych pracowników akademickich stanowi barierę dla rozwoju polskiej nauki, w szczególności dla zatrudniania w uczelniach najwybitniejszych absolwentów szkół wyższych" - czytamy w uchwale podjętej przez senat Uniwersytetu Śląskiego. Identycznie brzmiące uchwały podjęły również Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich oraz Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Ustawa o szkolnictwie wyższym została w piątek przyjęta przez Sejm. Ma wejść w życie 1 października 2011 r.

Przygotowana przez rząd reforma m.in. przewiduje, że uczelnie będą mogły tworzyć autorskie programy i kierunki studiów. Finansowanie szkolnictwa wyższego ma w większym stopniu zależeć od jakości kształcenia studentów i poziomu badań naukowych. Więcej funduszy będzie rozdzielanych w drodze konkursów adresowanych do najlepszych jednostek, zespołów naukowych, wydziałów i uczelni. Dodatkowe pieniądze będą otrzymywać najlepsze jednostki uczelni publicznych i niepublicznych, które uzyskają status Krajowych Naukowych Ośrodków Wiodących.

Ustawa wprowadza odpłatność za studiowanie na drugim kierunku. Tylko najlepsi studenci będą zwolnieni z tej opłaty. Bezpłatnie studia będą przysługiwać tym, którzy spełnią kryteria takie, jakie muszą spełnić osoby otrzymujące stypendium naukowe.

Anna Kolet-Iciek

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3