reklama

Chińczycy w koloniach

RedakcjaZaktualizowano 
Od lat dziewięćdziesiątych w chińskiej dyplomacji panuje nowa tradycja - ministrowie spraw zagranicznych w pierwszą po nowym roku podróż udają się do Afryki. Jednak zainteresowanie Państwa Środka Czarnym Lądem ma dłuższy rodowód.

Chiny - nowa potęga kolonialna - ostentacyjnie ignorują przewinienia swych afrykańskich partnerów, wiedząc, że z autorytarnymi władzami, pozbawionymi kontroli opinii publicznej, łatwiej się negocjuje. I łatwiej korumpuje...

W początkach XV wieku chińska flota zawinęła do wschodniej Afryki, skąd admirał Zheng He przywiózł cesarzowi żyrafę. W przeciwieństwie do europejskich wypraw oceanicznych, celem chińskich żeglarzy nie były odkrycia geograficzne i handel, lecz znalezienie państw mogących składać hołd dynastii Ming. Chińska ekspansja zamarła jednak, gdy europejska dopiero nabierała tempa.
Chiny na nowo zainteresowały się Afryką w XX wieku. W latach 60. i 70. Mao Zedong aktywnie wspierał wyzwalanie się krajów afrykańskich spod kolonialnego jarzma. Przewodniczącemu przyświecała nie tylko idea pomocy uciskanym, ale także - a może przede wszystkim - chęć wzmocnienia własnej pozycji politycznej.
Dziś zaangażowanie Chin w Afryce to już nie czysta polityka - to czysty biznes. Krajom afrykańskim nadal chodzi o zrzucenie brzemienia kolonializmu, które jednak ma dziś formę już nie bezpośredniej ingerencji europejskich mocarstw, lecz jej smutnego dziedzictwa: sztucznych podziałów plemiennych, zagmatwanej układanki etnicznej, zerodowanej kultury, wyeksploatowanego środowiska, niestabilnych rządów, zapiekłych waśni - długo by wyliczać. Walka z kolonializmem to dzisiaj walka nie z białoskórymi intruzami w korkowych hełmach, lecz z biedą, zacofaniem, słabością gospodarki i niekompetencją rządów.
Jednak i polityka ma swoje znaczenie. W dłuższej perspektywie może się nawet okazać ważniejsza. Zaangażowanie w Afryce to chiński sposób na ugruntowanie swojej nowej pozycji na świecie - pozycji globalnego gracza, mocarstwa, które po dwóch stuleciach słabości wraca do dawnej potęgi. I zapewnienie sobie paliwa dla podtrzymania tej potęgi.
Chińsko-afrykańskie relacje wkroczyły w nową fazę, gdy w pekińskim forum o współpracy w 2006 r. wzięło udział 48 afrykańskich przywódców. Prezydent Hu Jintao ogłosił wtedy osiem obszarów pomocy. Były pośród nich m.in. preferencyjne kredyty, anulowanie długów, otwarcie rynków, szkolenie specjalistów, szeroko zakrojona współpraca. "Chiny zawsze będą dobrym przyjacielem, dobrym partnerem i dobrym bratem Afryki", zapowiedział Hu.
Ten dobry przyjaciel nie pomaga jednak bezinteresownie, nie rozdaje darowizn. W zamian za pomoc (bardzo często wojskową) żąda tego, czego najbardziej potrzebuje. Zwykli Chińczycy przyzwyczaili się już, że ich kraj rośnie w siłę, więc światowy kryzys finansowy nie osłabia ich apetytu na zdobycze nowej technologii. Potrzebują telewizorów, samochodów, lodówek, telefonów komórkowych. A ich produkcja i eksploatacja wymaga zastosowania drogich, czasem trudno dostępnych surowców naturalnych. Surowców, które można znaleźć w Afryce.
Sudan i Angola dostarczają Chinom ropę naftową, Kongo miedź i kobalt, Zambia miedź, Gabon rudy żelaza. Chińczycy uruchamiają zamknięte kopalnie, sondują złoża, inwestują w sektor energetyczny, transport i nowe technologie, sprowadzają rodaków. Ci ostatni osiedlają się na całym kontynencie, w miastach i na prowincji, pracują w budownictwie i handlu. Afryka to nie tylko magazyn surowców - to także rynek zbytu. Chińskie sklepy wyrastają jeden po drugim, rynek zalewają chińskie produkty. Przybyszów przyciągają kilkukrotnie wyższe niż w ojczyźnie płace i szerokie możliwości. W 2007 r. liczbę chińskich imigrantów szacowano na 750 tysięcy.
Nic nie zostało puszczone na żywioł. W Afryce osiedlają się także chińscy rolnicy. Do wyjazdu przekonują ich apele rządu i oferowana pomoc. Emigracja biznesowa jest szansą dla zwykłych Chińczyków, by wspiąć się po drabinie społecznej. Chińczycy zakładają przedsiębiorstwa rolnicze, pracują już w Kenii, Ugandzie, Ghanie, Senegalu. Ich osobisty sukces przekłada się na siłę państwa i vice versa. Przypomina to czasy ekspansji Brytyjczyków, kiedy powodzenie obywatela było ściśle związane z powodzeniem króla - imperialna maszyneria napędzała się sama.
W przeciwieństwie do Zachodu, państwo chińskie jest właścicielem lub współwłaścicielem największych przedsiębiorstw. Biznes idzie tu w parze z polityką, a cele państwowe współgrają z gospodarczymi. Państwowy Exim Bank, finansujący wiele z afrykańskich przedsięwzięć, podejmuje ryzyko inwestycyjne, jakie w trosce o własne profity zaakceptowałyby tylko nieliczne zachodnie banki. A afrykańskie rządy chętnie witają cudzoziemców, którzy w epoce kolonializmu nie popełnili wobec nich żadnych przewin, nie pytają o przestrzeganie praw człowieka, chętnie dostarczają broń, sprawnie korumpują przedstawicieli władz...
Chińczycy określają swoje relacje z afrykańskimi państwami jako sytuację, w której nie ma przegranych. Wy nam dajecie surowce, my budujemy drogi, koleje i infrastrukturę telekomunikacyjną - mówią. Pośród najbardziej symbolicznych chińskich inwestycji jest wybudowanie ultranowoczesnego centrum konferencyjnego w siedzibie Unii Afrykańskiej w Addis Abebie czy odbudowa linii kolejowej łączącej Zambię i Tanzanię, wytyczonej jeszcze za Mao Zedonga.
Pekin nie wymaga wypełniania uciążliwych zobowiązań humanitarnych, na które musieli się dotąd godzić złaknieni zachodnich inwestycji przywódcy afrykańskich reżimów. Nerwowo reagujące na "mieszanie się" Zachodu w kwestie Tybetu, Chiny ostentacyjnie ignorują przewinienia swoich afrykańskich partnerów, wiedząc, że z autorytarnymi władzami, pozbawionymi kontroli opinii publicznej, łatwiej się negocjuje i łatwiej korumpuje. Niepokoi to zachodnie rządy i obrońców praw człowieka. Organizacja Human Rights Watch stawia sprawę jasno: "Afrykańczykom nie potrzeba kolejnego obcego mocarstwa wspierającego brutalne reżimy".
Głównym odbiorcą chińskich inwestycji w Afryce jest zasobny w ropę naftową Sudan. Aż dwie trzecie tego surowca trafia stamtąd do Chin. Niewykorzystanie swojego wpływu na sudańskie władze podczas eskalacji kryzysu humanitarnego w Darfurze ściągnęło na Pekin gromy. Komunistyczna Partia Chin ma jednak wprawę w przetrzymywaniu takich burz. Ale to wcale nie znaczy, że Chińczykom nie zależy na dobrej opinii.
W trosce o dobry wizerunek prezydent Hu Jintao w lutym tego roku odwiedził cztery kraje afrykańskie, które - jak wyraźnie podkreślali Chińczycy - nie są zasobne w surowce naturalne: Senegal i Tanzanię (zarabiające głównie na rolnictwie), Mauritius (na turystyce) i Mali (ropie naftowej). Chiny deklarują tam pomoc, licząc, że zmieni to percepcję ich roli na kontynencie. W ostatnim z tych krajów ufundowali na przykład pałac prezydencki, budują też szpital i most w stolicy. W sytuacji, gdy z powodu spowolnienia gospodarczego do Afryki płynie mniej pomocy i inwestycji, takie gesty nabierają większego znaczenia. Chińczycy zapowiedzieli już, że pomimo trudnej sytuacji gospodarczej, nie wycofają się z umorzenia długów ponad 30 krajom ani nie obetną wydatków pomocowych. To kwestia długoterminowej strategii.
Rok 2009 to dla Chin rok wielkiej afrykańskiej szansy. Kraje zachodnie, gdzie kryzys gospodarczy dał się odczuć mocniej niż w Chinach, redukują swoje zaangażowanie w Afryce. Powstałe luki chętnie wypełnią chińskie przedsiębiorstwa, korzystające ze wsparcia państwa, dającego gospodarce budżetową ostrogę. Poza tym, niewiele już pozostało na świecie złóż, których nie kontroluje jakaś zachodnia firma - Chińczycy muszą wejść do Afryki, jeśli mają wejść gdziekolwiek. Z punktu widzenia Zachodu chińska ekspansja w Afryce oznacza więc ograniczenie przyszłych możliwości dostępu do surowców, nie wspominając o wpływie politycznym.
W tej dekadzie wymiana handlowa między Chinami a Afryką rosła w tempie średnio 30 proc. rocznie. Już w tej chwili Chiny są trzecim partnerem handlowym Afryki. Pomimo osłabienia gospodarczego, mają niebawem wyprzedzić rywali na podium - USA i Francję. Nie wszystko idzie jednak jak po maśle.
Wielu Afrykańczyków skarży się na niski poziom bezpieczeństwa, kiepskie płace i pozostawiające wiele do życzenia warunki pracy w chińskich przedsiębiorstwach. W Zambii miały miejsce antychińskie zamieszki, w Etiopii rebelianci zabili dziewięciu robotników naftowych, z Namibii donoszono o konfliktach płacowych. Złe wrażenie zrobiło też zamykanie z dnia na dzień przez chińskich właścicieli szwalni i innych przedsiębiorstw zatrudniających miejscowych robotników.
Krytycy chińskiego zaangażowania w Afryce zwracają uwagę nie tylko na etyczne aspekty chińsko-afrykańskich umów. Wskazują, że łatwe kredyty nakręcają spiralę zadłużenia, a Afrykańczycy godzą się na warunki niedopuszczalne z czysto biznesowego punktu widzenia. Umowa z Kongo przewiduje na przykład zwolnienie strony chińskiej ze wszelkich podatków i ceł do czasu ukończenia prac budowlanych. Według sceptyków oznacza to de facto zachęcenie Chińczyków do świadomych opóźnień.
Mówi się także o wypychaniu lokalnych przedsiębiorców z rynku, dumpingu i subsydiach dla swoich. Chińskie działania bywają porównywane do plądrowania zasobów, jakie Afryka cierpiała pod rządami kolonialnymi, czego dowodem ma być niewspółmierność korzyści, które ze współpracy osiągają obaj partnerzy. Zysk z eksploatacji surowców ma kilkakrotnie przewyższać koszt wybudowania infrastruktury - oczywiście jeśli ta w ogóle powstanie. Wielu ekonomistów zgadza się jednak, że coraz silniejsza gospodarcza więź Chin z Afryką jest, ogólnie rzecz biorąc, ważna dla kontynentu.
Wiele dzisiejszych problemów Afryki ma swoje korzenie w kolonialnej przeszłości. Po wybudowanych pod europejskim panowaniem szynach jeżdżą dziś zdezelowane pociągi pełne ludzi mających tyle, co na grzbiecie. Chiny obiecują lepszą przyszłość - przede wszystkim sobie, ale przy okazji coś skapnie i Afrykańczykom.
DAWID JURASZEK

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3