Chodźcie, bo się krzyż wam pali

PP
27 kwietnia 1960 roku na rogu dwóch ulic Marksa i Majakowskiego doszło do starć milicji z mieszkańcami, którzy nie zgodzili się na usunięcie poświęconego, drewnianego krzyża. W tym miejscu miał stanąć pierwszy kościół, o który nowohucianie zabiegali od wielu lat.

Panie Janina Drąg, Janina Kantorowicz i Wanda Fresel (na fotografii od lewej) stoją pod Krzyżem Nowohuckim. Dokładnie 50 lat temu to one wystąpiły jako pierwsze w jego obronie. Na os. Teatralnym doszło wtedy do starć z milicją i ZOMO. Fot. Anna Kaczmarz

HISTORIA. - Ze znakiem krzyża rodzimy się i umieramy - mówi Janina Drąg, jedna z kobiet, która 50 lat temu stanęła w jego obronie w Nowej Hucie

Władze wycofały się jednak z wcześniejszej obietnicy i nakazały usunąć religijny symbol. Pierwsze w jego obronie stanęły kobiety z Nowej Huty.

***

Janina Kantorowicz urodziła się w Luboczy, którą przyłączono do Krakowa w 1951 roku. Opuściła rodzinną miejscowość znacznie wcześniej. Mieszkała w Grębałowie, Krzesławicach, w końcu mąż dostał mieszkanie w Nowej Hucie na osiedlu Uroczym za pracę w kombinacie. - Dobrze się tutaj mieszkało. Brakowało jednak kościoła. Człowiek od początku był tak nauczony, że starał się żyć blisko Pana Boga - mówi.

Każdego ranka chodziła modlić się do kaplicy w Bieńczycach. Tutaj odbywały się też nowohuckie chrzty i śluby. Kaplica była niewielka, mieściło się w niej tylko sto osób, dlatego większość nabożeństw odbywała się pod gołym niebem. - Jak syn przystępował do Pierwszej Komunii Świętej to akurat padał deszcz. Wszystkie dzieci w białych ubrankach stały na polu, a matki trzymały nad nimi parasole - wspomina Janina Kantorowicz.

Bieńczycka kaplica powstała przy ochronce dla dzieci prowadzonej przez siostry zakonne. W tym miejscu już w 1950 r. głosił kazania ks. Karol Wojtyła, wikariusz od św. Floriana w Krakowie. 15 czerwca 1950 ks. abp Eugeniusz Baziak erygował parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bieńczycach. Parafia liczyła wtedy około 30 tysięcy wiernych, tylko dalej nie miała kościoła. Dlatego parafianie i krakowska Kuria rozpoczęli swoje starania. - To było dla komunistów nie do pomyślenia. Dali ludziom pracę, nowe mieszkania, a oni upominają się o kościół? Z założenia Nowa Huta miała być ateistycznym miastem pracy, miastem bez Boga. A tu w Wielką Sobotę przed polowym ołtarzem człowiek przy człowieku, ludzi jak w mrowisku, tłumy - mówi ks. Eugeniusz Sukiennik, były wikary w Nowej Hucie.

Pierwsze prośby do władz o budowę kościoła kończyły się odmową lub brakiem odpowiedzi. Mieszkańcy jednak nie poddawali się, zbierali podpisy, wysłali delegacje. Gdy w 1958 r. Karol Wojtyła otrzymał sakrę biskupią, zaczął jeszcze mocniej wspierać dążenia parafii. Przyjeżdżał też odprawiać tutaj pasterki i inne nabożeństwa.

- Tyle lat modliliśmy się w błocie i śniegu. Pamiętam jedne rekolekcje. Burza taka była, że ksiądz nawet chciał przerwać kazanie. A my na to, że nie, że chcemy słuchać! - opowiada nowohucianka Wanda Fresel.

Pani Wanda przyjechała do Nowej Huty z Sosnowca. Mąż także dostał pracę w kombinacie i mieszkanie na osiedlu Uroczym. Doskonale pamięta datę 17 marca 1957 r. Właśnie w ten dzień na osiedlu Teatralnym stanął drewniany krzyż. Był namacalnym dowodem, że komunistyczne władze ugięły się pod naciskiem społecznym.

- Krzyż został poświecony przed kaplicą w Bieńczycach i przyniesiony na miejsce przyszłego kościoła przez parafian. W uroczystej procesji z orkiestrą brały udział tysiące ludzi. To była dla wszystkich wielka radość - wspomina Wanda Fresel.
***

Janina Drąg pochodzi z Dąbrowy Górniczej. Tata był legionistą, ona tak jak jej dwaj starsi bracia należała do harcerstwa. Gdy miała 11 lat, całą rodzinę Niemcy wywieźli do obozu przymusowej pracy pod Jelenią Górą, filii Gross Rosen. Tato i brat zostali skierowani do pracy w Fabryce Broni w Cieplicach, mama i siostra pracowały w obozowej kuchni.

- Byliśmy w obozie przez trzy lata i wszystkim nam udało się wrócić do domu - mówi pani Janina kręcąc głową z niedowierzaniem.

Jak wrócili do Dąbrowy Górniczej, to w ich domu mieszkał już ktoś inny. Dostali z magistratu inne mieszkanie, całe zajęte przez pluskwy. Mama uszyła jej sukienkę z niemieckiej flagi, tato zrobił buty.

- Mówił na mnie Szydełko. Bo byłam taka chuda, a on był z zawodu szewcem - uśmiecha się pani Janina.

W przyspieszonym tempie zrobiła stracone klasy szkoły podstawowej. Potem ukończyła gimnazjum handlowe, maturę zdała w 1953 roku. Do Wyższej Szkoły Handlu Zagranicznego w Warszawie nie przyjęto jej jednak przez tatę legionistę. Wyszła za mąż, urodziła pierwsze dziecko.

1 stycznia 1956 roku mąż został przeniesiony z Hutniczego Przedsiębiorstwa Remontowego na kombinat w Nowej Hucie. Dostali pokój z kuchnią na osiedlu Uroczym.

- Mieszkanie było nowe, czyste. Za oknem łąka, na którą wychodziły matki z dziećmi. Uderzyło mnie jednak, że nie mamy kościoła. Jakiś czas potem zapukały do nas panie z Komitetu Budowy Kościoła. Zbierały podpisy i sprzedawały cegiełki. Cieszyliśmy się, że ten brak jest tylko tymczasowy - mówi Janina Drąg.

Gdy w uroczystej procesji na środku łąki wbito drewniany krzyż i poświęcono teren, na drugi dzień już rozpoczęły się pierwsze wykopy pod budowę. Projekt kościoła z dwiema wieżami wykonał inż. arch. Zbigniew Solway. Miał być piękny i strzelisty.

W 1959 roku władze wycofały jednak pozwolenie. Zabrano materiały budowlane, z konta bankowego ściągnięte zostały pieniądze zebrane przez parafian. 19 kwietnia 1960 roku w ciągu tygodnia nakazano usunąć także krzyż.

- Jak ksiądz przeczytał nam o tym pod kaplicą w Bieńczycach, to wszyscy poczuliśmy się wewnętrznie poranieni. I powiedzieliśmy sobie, że go w życiu nie usuniemy. Jak ktoś daje obietnicę, to powinien jej dotrzymywać - mówi Janina Drąg.

***

27 kwietnia 1960 roku około godz. 8 rano Janina Kantorowicz wracała z porannej nowenny.

- Zobaczyłam, że robotnicy wykopują krzyż. Pobiegłam do sąsiadki krzycząc, że krzyż nam zabierają - opisuje Janina Kantorowicz.

- Pomyślałam, że nic tu sama nie zrobię. Przyszło mi wtedy do głowy, że w sklepach stoją całe kolejki ludzi, to ich o wszystkim powiadomię - dodaje Wanda Fresel.

Pierwsze na miejscu były jednak pracownice Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania Miasta, które zamiatały sąsiedni teren - Zofia Gaworek, Helena Kędzierska i Helena Musiał. Odpędziły robotników i podtrzymały pochylający się już krzyż.
Janina Drąg była w ten dzień ubrana na czarno w żałobie po ojcu. Wyszła do sklepu po mleko dla dzieci, którego już do domu nie doniosła, jak tylko zobaczyła co się dzieje.

- Pobiegłam do papierniczego po karton i napisałam, że żądamy przestrzegania praw Konstytucji, wolności sumienia i wiary. Przypięłyśmy tę kartkę pinezkami. Ktoś krzyknął: kobieto namierzają cię. Zaczęłam uciekać - opisuje Janina Drąg.

W domu przebrała płaszcz na drugą seledynową stronę i pobiegła z powrotem pod krzyż. Po drodze zobaczyła jak milicjanci wciągają do auta inną kobietę w czerni.

- Nie czułyśmy strachu. To była siła młodości, miałam wtedy 30 lat. Przez ten czas zapomniałam, że mam czwórkę dzieci w domu - stwierdza Wanda Fresel.

I wtedy zaczęło się pilnowanie krzyża - modlitwy, odmawianie różańca, śpiewy, palenie świec. Do akcji dołączyli się mężczyźni, którzy wyszli z pierwszej zmiany w kombinacie. Milicja i ZOMO odpędzali co chwilę ludzi. Bili pałkami, wciągali do samochodów, używali armatek wodnych i gazu. Co jednak tłum udało się im rozpędzić, to za jakiś czas tworzył się nowy. Walki trwały do późnych godzin nocnych. Wstrzymano tramwaje i autobusy, wyłączono telefony i prąd.

Janina Kantorowicz: - Wszystko działo się pod naszymi oknami. Mimo że były zamknięte, nie dało się w domu wytrzymać od gazu. Ludzie z ulicy chowali się po klatkach, Co chwilę słychać było jak biegali po schodach na strychy i do piwnic - opisuje Janina Kantorowicz.

Wanda Fresel: - Ludzie za to siedzieli. Aresztowali ich z ulicy, albo potem szukali tych, których utrwalili na zdjęciach.

Janina Drąg: - Największy dla mnie szok, gdy przyjechali opancerzonymi samochodami zomowcy z psami. Przypomniał mi się obóz i uciekłam do domu. Około północy pod oknami słyszę: "Chodźcie, bo krzyż się wam pali". Nie uwierzy Pani, ale to milicjant wołał. Krzyż opalił się od świec. Wspólnie oblaliśmy go dookoła wodą.

***

Po starciu zatrzymano 500 osób, w tym 50 nieletnich. Sądy skazały 87 osób na karę od 6 miesięcy do 5 lat więzienia, kolegia ukarały grzywną 120 ludzi. Na rogu Marksa i Majkowskiego w kierunku mieszkańców Nowej Huty padały strzały, byli ranni i prawdopodobnie zabici, choć nikt dotąd nie zweryfikował tych danych. Jerzy Ridan, reżyser filmu dokumentalnego na temat obrony krzyża wspomina nazwisko ks. Adama Pawlity, który kilka dni po wydarzeniu brał udział w tajemniczych pochówkach. - Uczestniczył w dwóch pogrzebach na cmentarzu Rakowickim w asyście milicjantów. Trumny były osznurowane i zalakowane. W pochówku brało udział kilka osób ze strony rodzin. Zakazano mu z nimi rozmawiać, nie podano nazwisk - mówi Jerzy Ridan.

Ks. Eugeniusz Sukiennik potwierdza, że na placu walki przeważały kobiety: - Mniej się bały o konsekwencje i chroniły w ten sposób mężów, którzy jeśli nie trafiliby do aresztu, to na pewno straciliby za coś takiego pracę - zaznacza.
Janina Drąg na koniec rozmowy w swoim domu wskazuje na szafę, na której stoi stary metalowy krzyż, zespawany w kilku miejscach.

- Jak w 1942 przyszli po nas Niemcy, mieliśmy 10 minut żeby się spakować. Pierwszą rzeczą, którą zabrała moja matka, to był ten krzyż. Nie oddam go do żadnego muzeum, bo jest dla mnie największą wartością. Z krzyżem rodzimy się i umieramy - mówi pani Janina.

15 maja 1977 roku Nowa Huta doczekała się wreszcie swojej świątyni. Kościół Matki Boskiej Królowej Polski w Bieńczycach, zwany Arką Pana, budowano 10 lat.

PAULINA POLAK

50 lat obrony Krzyża Nowohuckiego

Dziś o godz. 17 w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa na os. Teatralnym (ul. Ludźmierska) zostanie odprawiona msza św. celebrowana przez ks. kard. Stanisława Dziwisza w intencji Obrońców Krzyża. Po zakończeniu mszy św. obędą się uroczystości pod pomnikiem Krzyża Nowohuckiego, będzie wystąpienie Przewodniczącego Rady Miasta Józefa Pilcha oraz prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego. Dramatyczne wydarzenia z 27 kwietnia 1960 przypomni ich uczestnik Adam Macedoński. Podczas uroczystości odbędzie się również wręczenie nagród laureatom konkursu historycznego: "Nowa Huta - na fundamencie Krzyża. Historia Kościoła, parafii i duszpasterzy".

Również dziś o godz. 13.45 Muzeum PRL-u wraz z Kołem Naukowym Historyków Uniwersytetu Jagiellońskiego przygotowało inscenizację wydarzeń sprzed 50 lat, która zostanie odegrana przy ul. Obrońców Krzyża.

(PP)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie